Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

Słonecznie
21°C
Słonecznie

Rozmowa z Sebastainem Karasiem

Rozmowa z Sebastainem Karasiem, który jako pierwszy człowiek na świecie pokonał 100 km wpław przez Bałtyk. 28 sierpnia wypłynął z Kołobrzegu i po 29 godzinach dopłynął na wyspę Bornholm.

Panie Sebastianie, przede wszystkim serdecznie gratuluję. To wielki wyczyn i sukces. To też nasz dzielnicowy sukces – trenuje Pan u nas na Bielanach.

Bardzo dziękuję za gratulacje. Tak, to prawda. Od kilku lat codziennie trenuję na bielańskich basenach: przy ul. Lindego oraz na Conrada. Tutaj prowadzę swoje treningi oraz uczę innych pływania: dzieci oraz osoby dorosłe.

Jak długo i w jaki sposób przygotowywał się Pan do bicia tego rekordu? Co było najtrudniejsze?

Przygotowania pod projekt „100 km wpław przez Bałtyk” trwały dwa lata. W 2015 r., kiedy przepłynąłem kanał La Manche, zdecydowałem, że chcę zmierzyć się z Bałtykiem. Poświęciłem ponad 10 miesięcy na to, by realizować ciężkie, codzienne treningi. Rok temu  w sierpniu odbyła się pierwsza próba przepłynięcia z Kołobrzegu na wyspę Bornholm. Niestety, choroba morska oraz martwa fala sprawiły, że musiałem przerwać próbę. Pokonałem wtedy ok. 30 km. Nie poddałem się jednak i spędziłem kolejny rok na treningach. Pływałem w basenie sześć dni w tygodniu, niekiedy 7-8 godzin bez przerwy. Poza tym dbałem o dietę, chodziłem na siłownię. Myślę, że najtrudniejsza w przygotowaniach była monotonia. Największym wyzwaniem było to, że w basenie na Lindego w lutym br. w ciągu 24 godzin przepłynąłem 96,85 km, ustanawiając rekord Polski w najdłuższym przepłynięciu w basenie 25-metrowym. Był to sprawdzian przed Bałtykiem.

Który moment, odcinek trasy był najtrudniejszy? Kiedy przyszedł kryzys? A może było kilka takich momentów?

Było kilka takich momentów. Pierwszy kryzys pojawił się na 9 km, kiedy pomyślałem o tym, że zostało mi jeszcze 91 km do końca. Musiałem wyłączyć głowę, żeby nie myśleć o dystansie, jaki mi został. Podzieliłem sobie przepłynięcie na kilka małych treningów, dzięki czemu zająłem czymś głowę. Później kryzys pojawił się na 40 km, kiedy mój żołądek odmówił posłuszeństwa. Załoga z łodzi asekuracyjnej James Cook podała mi wtedy herbatę miętową, która pomogła mi przetrwać ciężkie chwile. Trudne były też ostatnie kilometry, kiedy byłem już blisko Bornholmu, ale nie widziałem brzegu ze względu na panującą ciemność.

Czy był taki moment, że chciał Pan zrezygnować?

Myślałem o tym kilka razy, by wejść na łódź, która obok mnie cały czas płynęła. Wiedziałem jednak, że nie mogę się poddać. Przepłynięcie zadedykowałem dwóm podopiecznym Fundacji Dzieciom „Zdążyć z pomocą”: Magdzie Samoraj i Jaśkowi Piesykowi. To dało mi ogromną motywację, by płynąć dalej.

To było drugie Pana podejście do pokonania tego dystansu. Czy doświadczenia z poprzedniej próby były pomocne?

Na pewno. Zeszłoroczna próba pokazała nam, jak ważne są odpowiednie warunki pogodowe. W tym roku czekaliśmy w Kołobrzegu ponad 6 tygodni, by pojawiło się tzw. 30 godzinne „okienko pogodowe”, w którym fale oraz prądy morskie sprzyjałyby mojemu przepłynięciu. Na szczęście nadszedł ten dzień i 28 sierpnia po godzinie 19.00 ruszyłem w stronę Danii.

Na mecie czuł Pan zapewne – mimo olbrzymiego zmęczenia – niezmierną radość i dumę. Ale czy też poczucie, że coś się skończyło? Że marzenie się spełniło i co dalej?

Kiedy wyszedłem na brzeg Bornholmu, zadałem sobie pytanie: jak ja to właściwie zrobiłem?! Potem zajęli się mną ratownicy medyczni, podano mi kroplówkę. Ogromną radość poczułem kolejnego dnia po przebudzeniu. Wracaliśmy razem z naszą załogą Team Karaś do Polski. Czułem szczęście, kiedy widziałem jak wielu ludzi przyszło do portu rybackiego w Kołobrzegu, by mnie przywitać. Co dalej? Jeszcze nie wiem, na razie skupiam się na odpoczynku oraz pracy w Akademii Pływania. Zobaczymy, jaki będzie mój kolejny cel.

Jest Pan wzorem dla wielu młodych ludzi. W jaki sposób zachęciłby Pan dzieciaki, żeby zamiast siedzieć przed komputerem, wybrały się na naukę pływania czy inne treningi? Wszyscy wiemy, że uprawianie sportu wymaga poświęceń, ale też wiele daje.

Dziecko, które zaczyna swoją przygodę ze sportem, powinno czerpać z tego przyjemność. To dziecko powinno wybrać dyscyplinę, która mu się najbardziej podoba, a nie rodzic. Myślę, że pływanie jest o tyle ciekawe, że można się go uczyć poprzez zabawę. Tak też wyglądają zajęcia w mojej szkole: instruktorzy dbają o to, by atmosfera podczas zajęć była jak najlepsza. Sport to wspaniała okazja do poznania ciekawych ludzi, którzy doskonale wiedzą, czym jest poświęcenie, konsekwencja i ciężka praca.

Cieszy nas, że Dzielnica Bielany mogła być małą częścią tego niesamowitego sukcesu i przyczyniła się do tego, że podejście do pobicia tego rekordu było możliwe. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Małgorzata Kink

 

Dzielnica Bielany była partnerem projektu „100 km wpław przez Bałtyk”.

Wrzesień 2019
P W Ś C Pt S N
26 27 28 29 30 31 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 1 2 3 4 5 6

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany