Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

Słonecznie
21°C
Słonecznie

W swojej karierze sportowej zdobyłem potrójną koronę

Rozmowa z Andrzejem Maliną, zastępcą burmistrza dzielnicy Bielany

Witam Pana serdecznie i zapraszam do rozmowy. Z informacji podanej w grudniowym wydaniu „Naszych Bielan” dowiedzieliśmy się, że był Pan słynnym zawodnikiem, następnie aktywnym działaczem sportowym, a od kilku miesięcy jest Pan zastępcą burmistrza dzielnicy Bielany, czego gorąco gratulujemy.

Dziękuję za gratulacje, naprawdę jest mi bardzo miło. Jeśli chodzi o ścieżkę kariery sportowca i działacza, chciałbym wspomnieć o moich początkach. Jak większość chłopców przygodę ze sportem rozpocząłem od piłki nożnej, w którą grałem prawie rok. Później, w wieku 12-13 lat w Elektroniku Piaseczno – trenowałem zapasy. Trafiłem do sekcji zapaśniczej i był to strzał w dziesiątkę bo jak się szybko okazało miałem do tego odpowiednie predyspozycje.

Proszę opowiedzieć o swoich największych sukcesach jako zawodnik i działacz sportowy?

Po kilku tygodniach treningów odkryłem, że zawsze po nich odczuwałem przyjemne zmęczenie. I to był mój pierwszy sukces – odkryłem, że właśnie ten sport jest dla mnie, że się w nim doskonale odnajduję jako młody zawodnik.

Wciąż trenowałem i już w szkole średniej przyszły pierwsze sukcesy sportowe: zdobycie mistrzostwa Polski juniorów, mistrzostwa Polski młodzieżowców. Okazało się, że mam potencjał na dobrego zawodnika w zapasach. Wtedy zostałem powołany do kadry juniorów i reprezentowałem Polskę na Mistrzostwach Europy Juniorów w fińskim Oulu w 1978 r., gdzie zająłem 5 miejsce. W następnym roku na Mistrzostwach Świata Juniorów w Haparandzie (Szwecja) byłem 4, a w 1980 r. na Mistrzostwach Europy Juniorów w Bursie (Turcja) zdobyłem już brązowy medal. W tym czasie ukończyłem szkołę średnią i rozpocząłem treningi w CWKS Legia Warszawa, czyli większe możliwości, większa ilość sparingpartnerów, a tym samym podnoszenie poziomu sportowego i zbliżanie się do sukcesów w kategorii seniorów.

Najlepszym tego dowodem było zdobycie mistrzostwa Polski w 1980 r., gdzie jeszcze jako junior w finale pokonałem Jana Dołgowicza, wicemistrza olimpijskiego z Moskwy. W międzyczasie ożeniłem się z Małgorzatą, następnie urodziła się nasza córeczka Anetka, a ja ciągle byłem w drodze, na zgrupowaniach, zawodach, mistrzostwach.

Pamiętam, że wśród trenerów i działaczy zapasów zaczęto o mnie mówić jako o wschodzącej gwieździe polskich zapasów klasycznych. No i zaczęło się. W 1982 r. zdobyłem swój pierwszy medal wśród seniorów. Na Mistrzostwach Europy w Warnie zająłem drugie miejsce i zdobyłem srebrny medal. W 1983 r. na Mistrzostwach Europy Seniorów w Budapeszcie zdobyłem brązowy medal, a dwa lata później na Mistrzostwach Świata Seniorów w Kijowie zająłem 5 miejsce. Na igrzyska olimpijskie do Los Angeles w 1984 r. nie pojechałem, tak jak pozostali nasi sportowcy z powodu bojkotu politycznego. Był to dla mnie ogromny zawód, bo czułem się bardzo mocny i liczyłem na bardzo dobry występ. Tyle miesięcy przygotowań i rozłąki z rodziną, a tu decyzja, że nie jedziemy. Dowiedzieliśmy się o tym, będąc na zgrupowaniu w Rzymie. Mieliśmy wielkie szczęście być na prywatnej audiencji u naszego papieża Jana Pawła II. Było to bardzo serdeczne, ciepłe spotkanie z naszym Rodakiem i wielkim sympatykiem sportu.

… no i nadszedł czas wielkich wiktorii.

Tak, to prawda, ale nie od razu, bo w życiu nie zawsze jest różowo. W 1985 r. uległem kontuzji zwichnięcia barku. Jest to kontuzja, która często eliminuje zawodnika z uprawiania sportu, ale nie dałem za wygraną i jeszcze mając gips, zacząłem ostro trenować, by poprawić kondycję fizyczną. Później wróciłem do właściwych treningów. No i przyszedł rok 1986 r. – zdobycie tytułu Mistrza Świata w Budapeszcie oraz wygrana w Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski (jako pierwszy  zapaśnik).

Na igrzyska olimpijskie w 1988 r. do Seulu jechałem pełen optymizmu, ale niestety splot różnych przypadków spowodował, że zająłem dopiero 8 miejsce. Dlatego rok po igrzyskach postanowiłem zakończyć swoją karierę sportowca i zająć się szkoleniem. Pracowałem w klubach zapaśniczych Danii i USA. Byłem trenerem klubowym w Legii Warszawa i asystentem Ryszarda Świerada podczas IO w Atlancie w 1996, na których zawodnicy polskiej kadry wywalczyli pięć medali (w tym trzy złote). W 2000 r. przestałem być trenerem i asystentem, ale cały czas miałem kontakt z zapasami. W 2002 r. dostałem propozycję objęcia kadry narodowej Indii przed IO w Atenach w 2004 r. Podjąłem to wyzwanie, wyjechałem i spędziłem tam dwa lata, w czasie których jeden z moich zawodników zakwalifikował się na igrzyska, co w Indiach uznano za duży sukces. W kraju zająłem się sportem i edukacją. Pracowałem w szkołach, m.in. na Bielanach w SP nr 133, czy ostatnio jako wicedyrektor ds. sportu w Szkole Mistrzostwa Sportowego im. Janusza Kusocińskiego przy ul. Lindego 20. W końcu znalazłem się... w bielańskim ratuszu.

Kończąc ten wątek chciałbym podsumować: w swojej karierze sportowej zdobyłem potrójną koronę: byłem mistrzem świata, najlepszym sportowcem Polski i olimpijczykiem.

Można powiedzieć, że to wręcz wzorcowa droga kariery zawodowej. Co spowodowało, że po latach sukcesów sportowych zdecydował się Pan na pracę w bielańskim samorządzie?

Od kilkudziesięciu lat jestem człowiekiem edukacji oraz sportu. Posiadam wyższe wykształcenie pedagogiczne, ukończyłem trzyletnie studia trenerskie, jestem absolwentem Międzynarodowej Szkoły Sportowej (Rzym). Na Bielanach mieszkam od 35 lat i zawsze interesowałem się tym, co się dzieje na terenie mojej dzielnicy. Kilka miesięcy temu otrzymałem propozycję objęcia stanowiska zastępcy burmistrza dzielnicy Bielany i ją przyjąłem, chcąc służyć swoją wiedzą bielańczykom. Podjąłem to wyzwanie jako pedagog, trener i sportowiec, bo nigdy nie bałem się żadnych wyzwań. Mogę powiedzieć, że lata związane ze sportem i edukacją przygotowały mnie do obecnych działań samorządowych.

Jak Pan ocenia trzy miesiące swojego urzędowania na stanowisku zastępcy burmistrza dzielnicy Bielany? Czy trudno jest połączyć życie zawodowe burmistrza z życiem prywatnym? Pytam o to dlatego, gdyż doba ma 24 godziny, a zarówno tu i tam, czeka mnóstwo zadań i obowiązków.

Gdy byłem zatrudniony w szkole, pracowałem 5 dni w tygodniu, obecnie jako zastępca burmistrza bywa, że służę mieszkańcom 7 dni w tygodniu. Oczywiście nie narzekam, ponieważ był to mój świadomy wybór. Nie ukrywam, że czasu dla rodziny jest nieco mniej. Na szczęście mam bardzo wyrozumiałą żonę, więc mogę więcej czasu poświęcić samorządowi. Staram się również nie zaniedbywać kontaktów z córką i wnuczkami: Mają i Martynką. Zresztą cała moja rodzina przez lata przyzwyczaiła się do tego, że dużo czasu spędzam poza domem. Wcześniej był sport, treningi, zgrupowania, zawody; teraz jest samorząd. Zasadniczo jest tak, jak Pan powiedział: zarówno w rodzinie, jak i samorządzie jest wiele wyzwań i obowiązków, które staram się realizować jak najlepiej.

Jakie wydziały Pan nadzoruje i jak układa się Panu współpraca z Zarządem Dzielnicy Bielany, a także radnymi oraz pracownikami naszego urzędu?

Jako zastępca burmistrza dzielnicy nadzoruję pracę: Zespołu Sportu i Rekreacji, Wydziału Administracyjno-Gospodarczego oraz Wydziału Obsługi Rady Dzielnicy. Odpowiadam również za współpracę z Centrum Rekreacyjno-Sportowym, Delegaturą Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, Policją, Strażą Miejską i Strażą Pożarną.

Odpowiadając na drugą część pytania, muszę przyznać, że dużo łatwiej się pracuje mając postawę służebną i pokorę, dystans do siebie i  szacunek do innych ludzi. Mówię tu o pracy w Urzędzie, gdzie jestem takim samym pracownikiem jak inni. Tylko z racji zajmowanego stanowiska wykonuję inne zadania z innym zakresem odpowiedzialności. Tak więc staram się, by współpraca z mieszkańcami, członkami zarządu, radnymi i pracownikami Urzędu układała się jak najlepiej.

Jak ocenia Pan poziom sportu w naszej dzielnicy? Z czego możemy być dumni, a co jeszcze trzeba poprawić?

W licznych rozmowach z ludźmi zajmującymi się sportem na co dzień – i to nie tylko z Bielan – można usłyszeć wiele pochwał pod adresem bielańskiego sportu. Mam tu na myśli przede wszystkim organizowane u nas wspaniałe z wieloletnią tradycją Bieg Chomiczówki i Bieg o Puchar Bielan, w których uczestniczą nie tylko zawodnicy z Bielan, Warszawy czy Polski, ale także z zagranicy. Dobrze wygląda sytuacja sportu szkolnego, zwłaszcza Klubów Sportowych, gdzie nasi młodzi sportowcy są zawsze na podium w Warszawskiej Olimpiadzie Młodzieży. Na Bielanach działa wiele stowarzyszeń sportów walki, osiągając wiele znaczących sukcesów. Należy zwrócić również uwagę na LIX Liceum Ogólnokształcące Mistrzostwa Sportowego im. Janusza Kusocińskiego, które przy współpracy z bielańską Akademią Wychowania Fizycznego i innymi klubami  tworzy od wielu lat bardzo dobrze funkcjonujący system edukacyjno-sportowy. Jestem zagorzałym propagatorem sportu wśród dzieci, młodzieży oraz aktywności wśród seniorów, ponieważ ten aspekt według mnie jest niezwykle ważny dla zdrowia, a także dla ogólnego rozwoju społeczeństwa, wychowaniu w szacunku do drugiego człowieka oraz kształtowaniu wielu pozytywnych cech i postaw ludzkich. Jeśli zachęcimy do uprawiania sportu młodych ludzi, to za kilka, kilkanaście lat będziemy mieli nie tylko znakomitych sportowców, ale zdrowsze i sprawniejsze społeczeństwo.

Jeżeli chodzi o budowę obiektów sportowych w naszej dzielnicy to uważam, że powstawanie nowej infrastruktury sportowej poszerzy możliwości rozwoju młodych sportowców i pozwoli na realizację zaplanowanych zadań oraz spełni oczekiwania społeczności bielańskiej.

Na łamach „Naszych Bielan” regularnie informujemy o sukcesach młodych bielańskich sportowców. Publikowaliśmy także konkursy dla szachistów. Co sądzi Pan o szachach jako grze królewskiej?

Szachy to wspaniała dyscyplina sportowa. Powiedziałbym: miękka, intelektualna, trudna. Nauczyłem się grać jako mały chłopak, a później jako zapaśnik często grałem z kolegami w wolnych chwilach na zgrupowaniach czy innych wyjazdach. Piękna gra, która oprócz satysfakcji z rywalizacji sportowych wśród szachistów, daje też wiele korzyści w uprawianiu innych dyscyplin sportowych, bo rozwija nasz mózg, uczy logicznego myślenia. Szachy to przecież wielka strategia i prawdziwa walka.

Dziękuję Panu za rozmowę i życzę sukcesów w pracy na rzecz mieszkańców Bielan.

Rozmawiał Tadeusz Olechowski

Lipiec 2019
P W Ś C Pt S N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31 1 2 3 4

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany