Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Sentimental journey

…nucił pod nosem słynny standard jazzowy mój kolega, który po latach przybył z Ameryki na rodzinne Bielany. Przywitałem go serdecznie przed stacją metra „Słodowiec”. Co z tego dalej wynikło w gorący sierpniowy dzień? Przeczytajcie.

Staliśmy na Serku Bielańskim, a on bezradnie jak dziecko rozglądał się wokoło. Lechu, a gdzie się podział dworzec PKS Marymont? – zapytał. Nie ma, przecież widzisz, że tam stoi coś innego – odpowiedziałem. Drążył temat dalej – i PKS-y już tu nie jeżdżą? Po co?, teraz każdy dojeżdża samochodem – wyjaśniłem. O, kurczę, ale się pozmieniało – tkwił w zadziwieniu. No masz! – skwitowałem. Po czym ruszyliśmy niespiesznie przed siebie, a widok dwóch pobliskich rond wzbudził jego zdumienie: tego kiedyś nie było. Ale jest – odparowałem.

Właściwie cały czas robił oczy wielkie jak talerze, bo zachował w pamięci obraz lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Za chwilę wypłynął temat kiosków „Ruchu”. No przecież tu stał i tam i jeszcze dalej – wskazał palcem. Dobrą miał pamięć. Więc powspominaliśmy te budki, w których można było kupić gazety, fajki, lusterka, grzebienie, bateryjki do tranzystora oraz mnóstwo innych drobiazgów. Foto 1. I jeszcze słynne teczki, gdzie za odpowiednią opłatą, odkładano stałym klientom trudniej dostępne tytuły prasowe jak na przykład: „Przekrój”, „Forum”, „Motor”, „Skrzydlata Polska”, „Panorama” itd.

Zauważyłem głośno, że aptek na Bielanach jest teraz kilkadziesiąt, a wtedy były tylko trzy: przy ul. Żeromskiego przy przychodni, Żeromskiego r. Przybyszewskiego i al. Zjednoczenia r. Kasprowicza. W każdej stała w witrynie szara tabliczka podświetlana żarówą i adresami najbliższych aptek nocnych: ul. Freta oraz Widok. W tym miejscu kolega poszperał w pamięci i stwierdził: zgadza się Lechu, co do joty.

Szliśmy dalej, wyłapując obiekty, których już nie ma. Choćby sklepy spożywcze WSS „Społem”. Większość została zlikwidowana w trakcie transformacji lub zmieniła szyldy. Ale coś niecoś się zachowało, np. blaszaki na ul. Broniewskiego r. Rudnickiego, Kasprowicza r. al. Zjednoczenia, czy hala Przy Agorze. Z „Radkiem” na Żeromskiego było trochę inaczej: wpierw działał tam w latach 70. bar szybkiej obsługi z kawiarnią, potem został przebudowany na sklep spożywczy, który działa do dzisiaj.

Kawy bym się napił, wpadnijmy do „Agatki” – oznajmił kolega. Błyskawicznie wyprowadziłem go z błędu: już jej nie ma. Foto 2. Teraz działa inna cafe. Po czym zaśpiewałem mu dawny, słynny przebój Macieja Kossowskiego: Agatko, miła Agatko…

Przy okazji powiedziałem koledze, że nie ma także „Zorzy” na Al. Zjednoczenia r. Marymonckiej, „Wrzosu” na Broniewskiego, „Hutnika” na Kasprowicza i wielu innych miejsc, o których pisałem na łamach „Naszych Bielan”.

Ani się obejrzeliśmy, a już weszliśmy w urokliwe zakątki Starych Bielan. Na ul. Schroegera, poczuł się miło zaskoczony widokiem kilku kawiarenek, których kiedyś nie było. W jednej z nich wypiliśmy kawę i ruszyliśmy dalej. Na chwilę stanęliśmy przed malutką witryną, gdzie kiedyś działał słynny sklepik pani Aurelii. Foto 3. Różności w nim były: nici, tasiemki, guziki, guma do majtek, suwaki itp. Kolega przypomniał mi jak lataliśmy tu kupować kapiszony do plastikowych coltów i korki do korkowców. Z kolei nasze dziewczyny kupowały hennę i farbowały włosy na rudo albo czarno, robiąc się na bóstwo. Wnętrze sklepiku było tak maleńkie, że dwie osoby tworzyły już tłum. Tu warto dodać, iż właścicielka – pani Aurelia posiadała rubensowską figurę i sobie tylko znanym sposobem przeciskała się w tej ciasnocie. To były czasy! – westchnął kolega.

W tym momencie zadzwoniła jego „komórka”, odebrał połączenie, wymienił z kimś kilka słów w zagranicznym języku, z czego zapamiętałem dwuznaczne, końcowe: call me Monday. Po czym zeszło się na temat dawnych budek telefonicznych. Co tu dużo gadać: było ich bardzo mało, a na przydział domowego telefonu czekało się po kilka (naście) lat, takie to były dziwne czasy. Uliczna budka telefoniczna miała zielony kolor, wybitą szybę, zepsuty aparat, urwaną słuchawkę, a na półce pod nim leżała postrzępiona książka telefoniczna na łańcuchu! Żeby nie ukradli. Odpowiednie skreślić wg uznania.

A propos łańcucha; czasami mocowano nim (na noc) saturatory do ulicznych latarni. Saturator to takie metalowe pudło na kółkach, gdzie sprzedawano wodę sodową czystą lub z sokiem. Wodę pobierano szlauchem z ulicznej studzienki – hydrantu. Jeden z takich wodopojów dla ludności często stał na rogu ulic Żeromskiego i Perzyńskiego. Cena odpowiednio: 30/50 gr. za szklankę, a w miarę inflacji skoczyła do 50 gr./1 zł. Na taki napój często mówiono – gruźliczanka, ponieważ szklanka była tylko jedna, byle jak „opłukana” za pomocą miniwodotrysku z guziczkiem na stalowym blacie. Tylko osy miały radość, latając wokół dwóch szklanych pojemników z sokiem żółtym i czerwonym.

Lechu, a Wolumen to jeszcze działa? – spytał. Tak, chodź, ale uprzedzam, bardzo się zmienił od twoich czasów. Foto 4. Bo faktycznie; dawniej stały drewniano-blaszane budy i stoiska, jakieś błotne alejki, tajemnicze zakamarki i tabun ludzi z nadzieją w oku na kupno „super okazji”. We wtorki / piątki zieleniak, sobota / niedziela: starocie, ciuchy, książki, płyty, elektronika plus inne dobra. O fenomenie Wolumenu pisałem kilka razy na tutejszych łamach. Teraz, bazar wygląda inaczej, za sprawą nowych pawilonów handlowych. Estetycznie to wygląda, ale… dawny klimat uleciał.

Tak jak uleciał nieprawdopodobny smród spalin dawnych ulic, co zauważył mój kolega. I zaczęliśmy się licytować w typach autobusów MZK i samochodach. Chausson, Jelcz, Ikarus, Berliet. Do tego: P – 70, Wartburg, Skoda Octavia, Trabant, Moskwicz, Wołga, Warszawa, Syrena, Maluch. Bielańska czarna „Wołga” – Foto 5.

W tym miejscu dodam, że kolega zza oceanu był wręcz zszokowany nowoczesnym taborem komunikacji miejskiej. Niskopodłogowe tramwaje typu: „Swing”, „Jazz” czy autobusy „Mercedes” albo „Solaris”. Wszystko czyste, klimatyzacja działa, JPS, kamery monitoringu, jednym słowem nie mamy się czego wstydzić. Wreszcie metro. Na stacji „Plac Wilsona” oszalał z zachwytu: Lechu, wonderful, UFO leci z sufitu, to jest genialne!

I tym kosmicznym akcentem kończę dzisiejszy felieton. Ciąg dalszy nastąpi.

Leszek Rudnicki

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany