Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Bielańskie gadki: Zbudować gołębnik to też sztuka!

Szaconek, szaconek dla pani Marii Piechotkowej i jej małżonka Kaziuchny! Wielka to postać, i nie ma co dyskutować! – pan Poldek pokazał mi „Nasze Bielany” z reportażem o stuleciu urodzin projektantki.

- Eleganckie te domy. Zgrabne. Nie to co teraz, bo jak patrze na nowe budynki to mnie, prosze szanownego pana, krew zalewa. Mam ochote wyjść z siebie i stanąć obok. Kiedyś to architekt razem z urbanistą siadali nad mapą Warszawy, i planowali zabudowe tak, by nie naćkać jednego domu obok drugiego. Przestrzeń miała być zachowana, dużo zieleni, a do tego szkoły i przedszkola. A dziś? To jakieś potwory są a nie domy! – żachnął się stary bielańczyk. – Pomijając mój Marymont, z którego kamień na kamieniu nie został. Ba! Nawet nazw ulic nie ma! Kto dziś pamięta, gdzie biegła Międzychodzka, gdzie Jana III, a gdzie Wiedeńska? – pan Poldek aż zapalił papierosa.
Zresztą kiedyś to było! Cały mój Marymont był zielony. Naszą chałupe przy ulicy Heweliusza ojciec jeszcze przed wojną postawił. Skromny domek otaczał wielki ogród, a w niem rośli sobie porzeczki białe i czerwone. Pare kroków człowiek zrobił i nad wodą się było, bo zaraz obok płynęła rzeczka Rudawka. Co prawda  u nasz Piechotki nie budowali kamienic, ale taki jeden Stasiek Pakoszczak to ze trzy gołębniki postawił, kilka kurników i u mojego stryja za chałupą domek do hodowania królików – pan Poldek się wzruszył. – I widzisz pan, gołębnik mojego ojca jeszcze długo by służył jako domek dla breitschwantzy i innych muszkateli. Ale przyszli projektanci, powiedzieli że koniec z domami, ogrodami, brukowanymi ulicami, teraz tu bloki będą. I imaginuj pan sobie, że już nawet rzeki nie ma. Wychodzi na to, że z dawnego Marymonta zostałem tylko ja! – uśmiechnął się gorzko mój rozmówca i wskoczył do autobusu linii 122, który właśnie zatrzymał się na rogu Gwiaździstej i Podleśnej.