Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

150 razy przez „Nasze Bielany”

Czas szybko płynie. Szczególnie jesienią. Od 15 lat jestem tu z Wami. Nie dość tego. Już 150 moich felietonów ukazało się na łamach gazety. I o tym dziś właśnie: kulisach ich powstawania, meandrach, przygodach...

Opisać naszą dzielnicę – Bielany, nie sposób w jednym materiale. To niekończąca się historia, w której życie każdego dnia tworzy nowe wątki. Piękna sprawa.

Zaczęło się zupełnie przypadkowo. 15 lat temu był konkurs w gazecie, który, hm, wygrałem. Przyszedłem do redakcji (w ówczesnym ratuszu na ul. Przybyszewskiego) po odbiór nagrody. Od słowa do słowa, zaczęła się luźna rozmowa, a zakończyła propozycją czy bym nie napisał felietonu dla „Naszych Bielan”? I tak się stało. Żeby było całkiem jubileuszowo, pojawiłem się na łamach w 5. roku działalności gazety, w numerze nr 50. Miła sytuacja.

Potem poszło jak batem strzelił. I powiem Wam (w wielkiej tajemnicy), że wbrew pozorom nie jest łatwo pisać co miesiąc o Bielanach. Dlaczego? Gdyż co innego jest zdać relację z dzielnicowego wydarzenia, a co innego szukać tematów, drążyć, odkrywać...

Tu leży trudność. Aby odsłonić dzielnicę przed Czytelnikiem z innej, niebanalnej perspektywy. Namalować słowami, dopełnić ciekawymi zdjęciami.

Zwędrowałem Bielany wzdłuż i wszerz. Autobusem, rowerem, piechotą. Latem, zimą, w burzę czy śnieżycę. Odkrywałem zaskakujące miejsca oraz zdarzenia. Na ziemi, powietrzu, wodzie. Wszystko co zobaczyłem, dokładnie opisałem i sfotografowałem.

No dobrze – ktoś powie – może autor poda kilka ciekawostek „spoza kadru”? Faktycznie. Przez 15 lat nazbierało się ich mnóstwo. Podarcie portek przy pokonywaniu płotu ogródków działkowych, przebite dętki, a nawet przejście piechotą przez Wisłę na drugi brzeg. Lecz... Warto było!

Zatem... W wielkim skrócie: przeżyjmy to jeszcze raz.

Wolumen. Miejsce magiczne. Resztki folkloru miejskiego. Szemrane interesy na boku. Towarzyskie spotkania i pogaduchy. Handel nie tylko legalnym towarem, ale też przemycanym. Aura konspiracji oraz dreszczyk emocji. Warszawski, cwaniacki slang z knajackim akcentem. Zachęcające wołania sprzedawców: komu, komu bo idę do domu? Barwny temat rzeka, do którego wielokrotnie powracałem: „Wolumen is great” (NB – VI 2003), „Co jest grane na Wolumenie” (NB – II 2006), „Wiosenne skarby Wolumenu” (NB – IV 2010).

Bielańska społeczność. Kalejdoskop tematów. Lokalne inicjatywy, samotność w tłumie, intrygujące pomysły czy... gubienie przedmiotów. Tytuły felietonów mówią same za siebie: „Edi z Chomiczówki” (NB – XI 2003), „Krzysztof Klenczon na Bielanach” (NB – X 2004), „Zgubiono małą żabkę” (NB – VI 2007), „Dyżur na parkingu” (NB – VIII/IX 2009) czy „Czerwony kapturek zdemaskowany” (NB – IV 2013).

Powrót do przeszłości. Czyli na tropie PRL. Klimaty, nastroje, kombinacje „spod lady”, bylejakość, krzywe chodniki, absurdalne zarządzenia itd. Do tego mnóstwo zdjęć ówczesnej epoki z mojego osobistego archiwum. Tu również tytuły są bardzo wymowne: „Jadziem na Bielany” (NB – I 2004), „Cichutki chichot Warszawianki” (NB – XI 2005), „Śladami nie(dawnej) paranoi” (NB – XI 2009), „Ogórkiem jazda do miasta” (NB – II 2011), „Smak oranżady w proszku” (NB – VI 2014), a także „2 kilo kultury, czyli kup pan cegłę!” (NB – I 2017).

Wywiady i rozmowy. Przyznam szczerze, że nieczęsto sięgam po tę formę, jakoś jej „nie czuję”. Zostawiam tę „działkę” innym znakomitym redakcyjnym koleżankom i kolegom. Ale... czasem mi się zdarza. Choćby wywiad z załogą Biblioteki Publicznej nr 15 z ul. Bogusławskiego 6a: „36 schodów do kultury” (NB – VIII/VIII 2013), ekipą sklepu charytatywnego fundacji non-profit na al. Zjednoczenia 1: „Sue Ryder na Bielanach” (NB – II 2014), czy interview z okazji 200 nr gazety: „Wywiad z Tadeuszem Olechowskim – redaktorem naczelnym „Naszych Bielan” (NB – XII 2015).

Bielańska przyroda. Pejzaż miasta wtopiony w zieleń. Zjawiska przyrodnicze. Pory roku. Nasze niebo. Burze. Tęcze. Pełnie Księżyca. Gatunki ptaków. Obserwowane, opisane i fotografowane z ziemi, balkonów, dachów, a nawet... drzew. Tak, tak. Tym sposobem powstały m.in. felietony: „Gdzie strumyk płynie” (NB – X 2006), „Kto ukradł zimę?” (NB – II 2009), „Afrykański żar bielański” (NB – VII 2010), „Majowe zielone Bielany” (NB – V 2011), „Na tropie wiosny” (NB – IV 2012), „Od wschodu do  zachodu słońca” (NB –VII/VIII 2016), „Jesień idzie przez park” (NB – X 2016) i inne.

Cykle tematyczne. Te lubię szczególnie. Powód jest bardzo prozaiczny. Swoją formą zachęcają Czytelnika do poznania ciągu dalszego treści, kontynuacji poprzednich wątków, czekania na kolejne wydanie gazety. Tak powstały między innymi odcinkowe: „Zatrzymane w kadrze” (NB – V/VI/VII-VIII/IX/X/XI 2008), „Bielany według Rudego” (NB – VI/VII/VIII/IX/X 2010), patroni naszych ulic czyli „Skoczyłem na Rudnickiego” (NB – XI 2014), „Skoczyłem na Reymonta” (NB – XII 2014), „Poleciałem na Bajana” (NB – II 2015), „Zerknąłem na Jagiellonkę” (NB – III 2015) i wreszcie kulinarny rajd po bielańskich barach, bistrach i kafejkach: „Małe co nieco” (NB – III/IX/XI 2015), (NB – II/IV 2016). Uff.

Za kulisami. Moich oddanych do druku tekstów i zdjęć było więcej. Nie wszystkie ujrzały światło dzienne. Czasem bywa tak (jak w każdej gazecie), że ważne wydarzenia z ostatniej chwili „spychają” z łamów inny materiał. To standardowa procedura. Ale, taki artykuł nie przepada, czeka w kolejce na swój czas.

Dołączam unikalne kadry. Takich Bielan już nie ma. 1. Stodoła i gołębnik przy ul. Wólczyńskiej, w tle nowe bloki Chomiczówki. 2. Chaszcze osiedla Piaski, okolice ul. Kochanowskiego. 3. Dzieci z Marymontu czyli rozbiórka domu w pobliżu ul. Rudzkiej. 4. Dowcipna furtka posesji na nieistniejącej już ul. Złotego Runa.

Zdjęcia wykonałem w latach 1974–1980, lustrzankami jednoobiektywowymi „Zenit B” oraz „Practica L 2”, na filmach małoobrazkowych Fotopan F i ORWO NP 15. Wywoływacz negatywowy – Hydrofen W 17, utrwalacz – Uniwersalny U 1.

PS. Do brzegu, panie kolego, do brzegu... Jak mawiają niektórzy. Więc kłaniam się i zapraszam za miesiąc do kolejnego odkrywania naszej pięknej dzielnicy.

Leszek Rudnicki

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany