Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Czas karnawału i inne bielańskie atrakcje

Dwa miesiące temu weszliśmy w kolejny rok. Hucznie, z przytupem i nadziejami na przyszłość. O tym oraz kilku pokrewnych bielańskich sprawach słów kilka.

Zacznijmy od początku, czyli... końca ubiegłego roku. Okolice Sylwestra, a także 1 stycznia 2018. r Jak mawia prastare polskie przysłowie: „idzie nowy rok, na barani skok”. No zobaczymy, zobaczymy jak się nam wydarzy. W tak zwanym międzyczasie...

Przebiegłem bielańskie ulice, obserwując kupowanie szampana, balonów, a także rozmaitych fajerwerków. Jak huknąć z radości, to na całego. Grunt, żeby kolorowo, efektownie. Taka jakby średniowieczna tradycja. Co nie?

Przy okazji zrobiłem małą sondę, pytając przypadkowych bielańczyków o własne życzenia i postanowienia noworoczne. Miejsca akcji: stacja metra, przychodnia, poczta, sklepy i bazary.

Dodam, że wyszło naprawdę ciekawie, obywatelsko. Czułem się mile zaskoczony. Oto najczęstsze odpowiedzi na moje pytania w biegu.

Życzenia: chcemy zimy, zimy!, więcej kamer monitoringu, dokończenie remontu ul. Schroegera, mniejszych kolejek po numerek do lekarza, więcej miejsc parkingowych dla aut = mniej mandatów, zakazanie wjazdu na Żeromskiego hałasujących ciężarówek ze złomem do huty, więcej nasadzeń zieleni, mniej stawianych na łapu capu budynków, zakłócających naszą przestrzeń publiczną i punktualność komunikacji miejskiej.

Postanowienia: rzucić palenie, zadbać o zdrowie i figurę, mieć więcej czasu dla bliskich, naprawić uszkodzony mebel/kontakt, nie kląć jak szewc, nie denerwować się przy byle okazji, mniej gapić się w telewizor, nadrobić zaległości w lekturach, wyjechać na daleką zagraniczną wycieczkę, wreszcie urządzić Sylwestra ze znajomymi.

Skoro tak, od razu przypomniałem sobie jak się dawniej bawiono: 30, 40, 50 lat temu. Bo skoro karnawał, to wypadało coś zjeść, wypić, włączyć muzyczkę pod nóżkę i hopsa-hopsa, tany tany. Po czym były przygotowania, kąpiele, ubieranie, wypachnianie, szykowanie. W ruch szło mydło „Zielone jabłuszko” lub „Fa” (z Pewexu). Kobiety robiły się na bóstwo, skrapiając ciałko modną „Panią Walewską”, a panowie „Przemysławką”. Osoby bardziej majętne kupowały za dolary lub bony PKO odpowiednio: „Chanel No 5” oraz „Yerdleya”. Przynajmniej było nieco światowo. Choćby na tę jedną, złudną noc.

Domowy bielański Sylwester i dalsze potańcówki na kilkanaście osób, to nie lada wyzwanie logistyczne w czasach wiecznego niedoboru. Ale, co tam, Polak potrafi! Były dwie opcje. 1. Grupowa składka. 2. Każdy przynosił co miał. Panie dokonywały cudów gastronomicznych: sałatka jarzynowa, śledzik, galaretka z nóżek, kanapeczki, koreczki, ciasta... Panowie „zabezpieczali” muzykę oraz „szkło”. Do tego jeszcze tylko serpentyny, confetti oraz baloniki. Co do palenia, obowiązywała zasada: „przyjechali kowboje, każdy pali swoje”. Aczkolwiek bywali czujni gospodarze, którzy mieli „pod ręką” dla gości dyżurne „Carmeny”. Kopcili wtedy prawie wszyscy. Takie czasy.

Ad rem. Dywan zwijano kopniakiem pod ścianę, bo parkiet to przecież podstawa radosnego hasania. Do dobrego tonu należało uprzedzenie sąsiadów, że będzie głośno i bynajmniej z góry przepraszamy, ale co złego, to nie my. Absolutnie.

Zatrzymajmy się na chwilę przy muzyce, gdyż to ciekawy wątek. W grę wchodził magnetofon szpulowy „Tonette”, adapter „Bambino” i właściwy dobór płyt stosowny do towarzystwa. Młodsi, wiadomo: Elvis Presley, The Beatles, Rolling Stones, The Animals, Czerwone Gitary itd. Dojrzałe osoby nieco spokojniej: Frank Sinatra, Mieczysław Fogg, Jerzy Połomski, Irena Santor, Maria Koterbska. Później nadeszła era muzyki disco, gdzie królowały przeboje wykonawców: ABBA, Donna Summer, Gloria Gaynor, Bee Gees czy Boney M.

Bywały jednak ciekawe wyjątki, że po parkiecie sączył się jazz za sprawą chrypki Louisa Armstronga, scatu Elli Fitzgerald i zmysłowej Astrud Gilberto, czyli rozbujana bossa nova, a raczej... bosa noga.

Gdyż w ferworze sylwestrowego hulania, tańcowania, panie zdejmowały czółenka lub szpilki, a i panowie nie byli gorsi. no i takie to były wygibasy. Do białego rana, albo i dłużej.

Dwanaście godzin później... następował bolesny moment powrotu do rzeczywistości, a raczej do domu: o jejku, głowa! Na tę przypadłość stosowano różne patenty: mocna kawa, kefir, sok z kiszonych ogórków, gorący bulion, okład z mokrego ręcznika itp., itd.

Bywały również sylwestrowo – noworoczne imprezy zakładowe. Wiem coś na ten temat, bo nie raz robiłem dekorację sali dla pracowników „Huty Warszawa” w ośrodku wczasowym w Jadwisinie. Z autokarowym dowozem i przywozem uczestników ma się rozumieć.

Ostatnia kategoria to bielańczycy, którzy cenili przede wszystkim kameralność własnego mieszkania i nie wychodzili na zbiorowe zabawy. Zanim o północy wystrzelił korek radzieckiego szampana, bywało misterium, czyli... wysłuchanie w tv corocznego przemówienia I sekretarza KC PZPR. Z reguły zaczynało się od słów: „Drodzy Rodacy, obywatele”, a kończyło rześkim: „Do siego roku!”. Z takiego przemówienia, uważny słuchacz znający nowomowę, mógł wyłuskać informacje: co nam wyszło, a co mniej, w jakim kierunku idziemy (jedynie słusznym!), czego można spodziewać się na przyszłość itd. Niektórzy, analizowali czego nie powiedziano, to również cenna metodologia. Takie to były sylwestrowo-noworoczne czasy z karnawałem w tle.

Dziś bawimy się inaczej. Obraz czasu, epoki: seryjnego wysyłania życzeń smsem lub mailem. Tak czy siak: jedni robią „domówki”, drudzy idą do klubów lub na nocne maratony filmowe, jeszcze inni witają nowy rok zbiorowo pod chmurką, ewentualnie odlatują tanimi liniami do ciepłych krajów. Według chęci, osobistego nastroju i oczywiście na miarę zasobności portfela.

Kończąc bielańskie widoczki socjologiczne, załączam klimatyczne fotki na temat: fajerwerki nad Bielanami, pocztówkę z minionej epoki oraz obowiązkowy zestaw płyt na ówczesne udane tańcowanie.

Obyśmy zdrowi byli! Na ciele i umyśle. Szczególnie po minionym karnawale.

Leszek Rudnicki

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany