Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Bielańskie majowe zadziwienia

Na tropie zagadek z przeszłości

Słynna „Noc muzeów” już za nami. Pomyślałem sobie: co ja się będę szwendał po nocy? Urządzę sobie własny Dzień muzeów. A co! I tak zrobiłem. O czym już za chwilę.

Na początek powiem, że nie „migam się” od tej mądrej inicjatywy, ale... Ja byłem w Muzeum Narodowym w Warszawie z 10 razy, w Krakowie z 5 razy, Zachęcie też nie raz i dwa, że o innych nie wspomnę. Wszystko to „przerabiałem” pobierając przez lata żmudne nauki plastyczne. I ciekawostka. Nasza legitymacja uprawniała do zwiedzania muzealnych tras konserwatorskich, miejsc niedostępnych dla zwykłego Kowalskiego czy Nowaka. Tym sposobem wszedłem z grupą historyków sztuki na Wawelu do magicznego wnętrza „Kurzej Stopki”, gdzie siadłem nielegalnie na krześle Jego Wysokości Króla, wtedy kustosz subtelnie mnie zawstydził przy wszystkich: no bez przesady, panie kolego, bez przesady. Ale to zupełnie inna historia...

Już się wytłumaczyłem i wracam do tematu głównego. Mówiąc szczerze, Bielany nie obfitują w zabytki, choć kilka by się znalazło. Przykładowo. Kościół Niepokalanego Poczęcia NMP i eremy pokamedulskie przy ul. Dewajtis, Kościół św. Marii Magdaleny przy ul. Wólczyńskiej, Pałacyk Brühla na terenie Parku Młocińskiego, Cmentarz Żołnierzy Włoskich przy ul. Marymonckiej, przydrożne kapliczki przy ul. Wólczyńskiej, Fort Wawrzyszewski przy ul. Księżycowej, zabudowania Starych Bielan z latarniami gazowymi czy budynki główne AWF (dawniej CIWF) na ul. Marymonckiej.

Znając dobrze wyżej wymienione, zainteresowałem się „młodszymi” zabytkami z bielańskimi ciekawostkami w tle. Dlatego...

Przemierzałem Bielany niezbyt metodycznie, raczej ruchem konika szachowego, co przyniosło nieoczekiwane odkrycia. Oto one.

  1. Koń jaki jest, każdy widzi. Ale czy na pewno? W samym centrum dzielnicy, na ul. Kasprowicza róg Oczapowskiego od wielu lat wisi sobie znak drogowy. Zupełnie nie przystający do teraźniejszości. Odnosi się do przeszłości, gdy w latach 50., 60. i 70. po brukowanych „kocimi łbami” ulicach turkotały furmanki ze Starych Babic, Łomianek, Burakowa, Młocin, Wawrzyszewa... Wiele z nich przyjeżdżało w dni targowe ze świeżą zieleniną na bazar „Wolumen”. Stąd takie, a nie inne umiejscowienie znaku drogowego. Jego definicja brzmi: znak B-8. Zakaz wjazdu pojazdów zaprzęgowych. Oznacza zakaz ruchu pojazdów zaprzęgowych oraz jeźdźców i poganiaczy. I dalej; że stosuje się go na ulicach lub obszarach miast o dużym natężeniu ruchu, gdzie poruszanie się zaprzęgów tamuje ruch lub utrudnia wyprzedzanie. Jest wyjątek, gdy pod znakiem wisi tabliczka z napisem: nie dotyczy dorożek. Tak czy siak, wiszący do dzisiaj na słupie znak drogowy budzi nasz uśmiech oraz nostalgię. Mijamy go (nie zauważając) w drodze do stacji metra „Wawrzyszew” czy idąc na bazar. Nie pozostało mi nic innego jak udokumentować jego obecność. A niech wisi! Jako dowód, że koń niekoniecznie musi być mechaniczny. Pstryk.
  2. Jest pewien słup niezwykły, stojący nieco na uboczu, kilkadziesiąt metrów od skrzyżowania ul. Reymonta z Broniewskiego. Kto chodzi tamtędy do hipermarketu po zakupy, ten wie, gdzie się znajduje. Słup jest drewniany; zostały jeszcze na nim izolatory i kawałki przewodów energetycznych. W razie jakiejś awarii monter musiał się na niego wdrapać. Jak? Za pomocą słupołazów: zakrzywionych, metalowych „raków – kolców”, które mocował do butów. Do tego jeszcze specjalny pas na biodrach, opasujący słup. I już można było wędrować do góry, wbijając „kolce” w drewno. Jeśli podejdziecie pod słup, widać na nim wiele dziur po słupołazach. I stoi sobie, jako pamiątka przeszłości sprzed ponad pół wieku, gdyż do połowy lat 70. były tam chałupy, stodoły, gołębniki, rosły warzywa, owoce, a krowy pasły się aż do samego skrzyżowania. Dokładnie w tym rejonie, znajdowały się uliczki: Wiecowa, Złotego Runa, Chłopska oraz Borówkowa. Dziś nie ma po nich śladu. Gdzieniegdzie, można dojrzeć w trawie resztki fundamentów po zabudowaniach gospodarskich. Tak się wydarzyło, gdy miasto dotarło w te okolice za sprawą budowy osiedli Chomiczówka i Wawrzyszew. I tyle tego zostało. Zrobiłem zdjęcie: dokumentalno-sentymentalne. Na pamiątkę dzielnicowej przeszłości. Pstryk.
  3. Kominek może być różny. Na dachu budynku, we wnętrzu salonu, a także... No właśnie. Chodząc podwórkami Słodowca, z pewnością zauważyliście w wielu miejscach dziwne konstrukcje na trawnikach. A jeśli w pobliżu znajduje się betonowa pokrywa z czterema żelaznymi uchwytami, to znak, że pod ziemią jest schron dla mieszkańców danego budynku. W trakcie budowy osiedla, pod koniec lat 50., praktycznie każdy blok wyposażono w specjalne miejsce schronienia na wypadek ataku wroga. Dla młodszych, którzy nie pamiętają tych ponurych czasów powiem, że trwała tzw. zimna wojna. Oba mocarstwa, ze wschodu i zachodu, straszyły się wzajemnie rakietami dalekiego zasięgu, „prężyły muskuły”, by wspomnieć kryzys koreański, berliński czy kubański. Macie to w książkach do historii. Doskonale pamiętam koszmarne przemówienia w radio, a raczej wrzask, że my tutaj codzienną pracą „walczymy o światowy pokój”, a podli imperialiści knują, prowokują i kombinują jakby nas tu łupnąć zza winkla. Paranoiczny okres, gdzie kilka razy świat wstrzymywał oddech i wszystko „wisiało na włosku”. Na szczęście czasy się zmieniły, zmieniły się idee, ustroje oraz granice państw. Pozostały tylko mocno zdegradowane w/w obiekty. Wiem co mówię, ponieważ mieszkałem na Słodowcu przez wiele lat i mnóstwo razy lataliśmy z chłopakami po piwnicach, w których do dziś pozostały potężne betonowe drzwi ze stalowymi ryglami. Notabene, tego typu obiekty znajdują się również w innych częściach Bielan, np. pod blokami przy ul. Kasprowicza, że o słynnym schronie, punkcie dowodzenia pod biurowcem „A” Huty „Warszawa” nie wspomnę. To już żadna tajemnica, tym bardziej, że szefowie Huty „Arcerol Mittal” już kilkukrotnie umożliwili mieszkańcom dzielnicy jego zwiedzanie, nie tylko podczas „Nocy Muzeów”. Kończąc dodam, że widoczny na Waszym podwórku „kominek” to nic innego jak układ wentylacyjny schronu, choćby ten, widoczny przy ul. Pruszyńskiego, tuż przy ul. Podczaszyńskiego. Pstryk.

Myślę, że Bielany skrywają przed nami jeszcze niejedną ciekawostkę, tajemnicę, którą można samemu odkryć, zadziwić się... Dostrzegać miejsca ważne, jak również inne, pozornie niewidoczne, jakby nie zasługujące na naszą uwagę. Rzecz cała w tym, że warto mieć w sobie trochę naiwności małego dziecka: jego spontaniczność, wrażliwość i dociekliwość w poznawaniu otaczającego nas świata.

To wszystko na dziś. Dziękuję za wspólną wędrówkę w poszukiwaniu kolejnych bielańskich sekretnych miejsc.

Leszek Rudnicki

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany