Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Wiosenne Porządki

Po trzykroć lubię wiosnę. Lubię wiosnę, bo jest wreszcie cieplej, a moim największym wrogiem jest zimno. Lubię wiosnę, bo zapowiada lato, a cóż może być rozkoszniejszego nad długie słoneczne dni pełne życia i witalności. Lubię wiosnę przede wszystkim dlatego, że po brudnym przedwiośniu sprząta świat z taką determinacją i zacięciem, iż nawet najbardziej nieposłuszne i leniwe rośliny zaczynają zielenieć, pachnieć i błyszczeć w przygrzewającym słońcu.

Rozmarzyłam się trochę, ale to oczywiście zasługa wiosny, która zakrólowała już na dobre. Spacerując po Bielanach nietrudno zobaczyć ożywienie na ulicach, w ogródkach a nawet na balkonach. Zaczęły się porządki. Mycie okien, pranie firanek, wyszukiwanie kącików, gdzie warto poukładać i odświeżyć, to stały rytuał przedświąteczny, wpisany w kalendarz życia rodzinnego. Prace te zwykle rozłożone są w dłuższej perspektywie czasowej, bo trudno generalne sprzątanie wykonać w ciągu jednego weekendu, a przecież głównie wtedy mamy wolne chwile. Ktoś powie, po co pisać o rzeczach oczywistych? To prawda, że porządkowanie należy do takich. Tworzy jednak wartość dodaną, której sobie na ogół nie uświadamiamy. To międzypokoleniowy przekaz kultury życia codziennego. Kiedyś bardzo ważny dla kobiet, wyłącznie troszczących się o domostwo. Obecnie tym ważniejszy, że opiekę nad domem i dziećmi wspólnie sprawują oboje rodzice.

No a jak to było z tym przygotowaniem dziewczynek do roli gospodyni? Jeśli ktoś będzie w Kuźnicach koło Zakopanego, proponuję, by obejrzał wystawę plenerową znajdującą się kilkanaście metrów od wyjścia z kolejki linowej na Kasprowy Wierch. Wystawa poświęcona jest hrabiemu Zamoyskiemu i jego matce Jadwidze Zamoyskiej, twórczyni szkoły dla dziewcząt. Celem szkoły było wychowanie mądrych, oszczędnych i pracowitych pań domu. Początkowo uczennicami były przede wszystkim młode góralki. Przeistoczenie Zakładu w renomowaną placówkę edukacyjną nastąpiło w 1892 r., kiedy licznie zaczęły do niego napływać mieszczki i szlachcianki. A duma rozpierała Generałową, gdy i arystokratyczna młódź zapragnęła wstępować w progi Zakładu. Program szkoły był prosty. Rano lekcje przedmiotów ogólnych wraz z językami obcymi, a po południu praktyczna nauka prowadzenia domu: konstruowanie budżetu domowego i oszczędne planowanie wydatków, zasady zdrowego żywienia domowników. Marnowanie żywności było zapisane w katalogu zasad programu jako niedopuszczalne. Naturalnie ważne miejsce w programie zajmowały tak przyziemne sprawy jak nauka szycia, cerowania, prania, utrzymywania w należytej czystości naczyń kuchennych i gotowania. Planowanie czasu wolnego poddawane było surowej ocenie nauczycielki odpowiadającej za rozwój osobowościowy uczennic. Musiało się w nim znaleźć miejsce na rekreację, sport i czytelnictwo. Jadwiga Zamoyska pisała: „Czytanie jest dla istoty moralnej człowieka tym, czym pokarm jest dla jego istoty fizycznej”. Nie wszystkie zajęcia praktyczne były w tym programie równie przydatne z punktu widzenia naszych potrzeb. Nauka prania w potoku, choć bardzo malowniczo przedstawiona na zdjęciach wystawy, przegrywa z pralką automatyczną, a rady na co można przerobić za mały kożuszek dziecięcy, z seryjną produkcją chińską.

Rozpisałam się o zakopiańskiej wystawie nie z gadulstwa, lecz z przekonania, że część tego programu, po pewnym uwspółcześnieniu, mogłaby być interesująca i bardzo pożyteczna dla współczesnej młodzieży płci obojga. To przypuszczenie potwierdzają wydawcy. Na pytanie jakie książki dobrze się sprzedają pada odpowiedź: poradniki, a w tym te, które nie były potrzebne naszym babkom, bo prowadzenia domu uczono ich w szkole. W Norwegii w ramach przedmiotu „Przygotowanie do życia” chłopcy uczą się budowania domów z drewna a dziewczynki dojenia kozy, choć nam wydaje się to równie nieprzydatne jak nauka prania w potoku. Norwedzy wychodzą z założenia, że suma różnorodnych doświadczeń i wiedzy daje młodemu człowiekowi umiejętność pokonywania codziennych trudności życiowych, czyniąc go mężnym i stabilnym emocjonalnie.

Odpowiadając na pytanie o wartość dodaną płynącą z porządków świątecznych muszę odwołać się do własnej młodości. Bardzo lubiłam wiosenne sprzątanie, bo zapracowana zwykle Mama wprowadzała mnie w świat tajemnic rodzinnych. Przepisy, receptury, dobre rady sypały się wówczas jak z rękawa. „To jest plama z rdzy” – mówiła na przykład. „Zanurz serwetkę w tej miseczce, potem potrzymaj nad parą i znów zanurz”. A co to za płyn w tej misce – pytałam. To jest kwas mlekowy. Tu zaczynała się opowieść, krótsza lub dłuższa, o dziwacznych użyciach kwasu mlekowego przez naszych kuzynów. Mama wspominała, ja się dowiadywałam i uczyłam jednocześnie wielu pożytecznych rzeczy. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to, tak modnie nazywany, dialog pokoleń. Starałam się te doświadczenia przenieść do własnej rodziny. Były sukcesy, ale nie obyło się bez porażek. Największą był szalik dla lalki Petroneli. Po wyszydełkowaniu połowy szalika poczułam się pokonana i druga połowę zrobiła koleżanka. Oświadczyłam więc, że do szycia i dziergania nie mam cierpliwości. Z radami kulinarnymi i ogólno domowymi szło mi dobrze, więc ciągłość przekazu pokoleniowego została, w moim odczuciu, zachowana. Piszę to z przymrużeniem oka, ale wiem, że wiosna, inspirując do porządkowania spraw ważnych i mniej ważnych, musi jednak znaleźć podatny grunt, czyli wpisać się w świąteczny dialog pokoleń.

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany