Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Gdzie się podziały te karuzele

Tak, tak, przyznaję, dzisiejszy tytuł może się kojarzyć z prywatkowym przebojem Wojciecha Gąssowskiego, ale... refleksja wrześniowa mnie naszła... Oto ona.

Przez ostatnie lata nasza dzielnica zmieniła się nie do poznania. Pierwsze z brzegu przykłady? Proszę bardzo. Most Marii Skłodowskiej-Curie, budowa drugiej „nitki” ulicy Kasprowicza, a także Reymonta, rewitalizacja uliczek Starych Bielan, np. Płatniczej i Barcickiej, nowe tereny zabaw, sportu i rekreacji, remonty wielu bielańskich szkół czy przedszkoli...

À propos. Przemierzając Chomiczówkę z ciekawością obserwuję „wymianę” starych przedszkoli na nowe. Od podstaw. Wysłużone, ponad 40 letnie pawilony na licencji szwedzkiej rozebrano do cna. Nie ma. W ich miejsce powstają modułowe, które szybko można stawiać w różnych konfiguracjach. Rzecz cała dotyczy placówek na ul.  Bogusławskiego, Conrada oraz Marii Dąbrowskiej.

To duże wyzwanie logistyczne nie tylko dla rodziców, ale przede wszystkim ich dzieci i personelu w/w, którzy zostali rozrzuceni po innych obiektach szkolnych na terenie dzielnicy. Innej możliwości nie ma. Coś za coś.

Lista pozytywnych zmian na Bielanach jest naprawdę bardzo długa. O czym się przekonałem, przeglądając archiwalne egzemplarze „Naszych Bielan” z ostatnich 10 lat. Praktycznie w każdym numerze są relacje (i zdjęcia) z bieżących działań. Począwszy od kolejnego żłobka, przez tworzenie „Orlików”, a kończąc na nowej siedzibie ratusza. No właśnie. To ułatwiło nam życie. Pamiętacie stary ratusz na Przybyszewskiego 70/72 oraz kilka wydziałów rozrzuconych po dzielnicy? Uff! Wreszcie nastąpiła normalność.

Ale wiecie jak to jest: dla jednych będzie to szklanka do połowy pełna, dla innych do połowy pusta. Nie ma takiej opcji, żeby wszystkim  dogodzić. To jest niemożliwe.

Dlaczego o tym wspominam? Już mówię. Porządkując w komputerze folder ze zdjęciami, które robiłem, odnalazłem mnóstwo ujęć Bielan, których już nie ma. Obrazki z niedawnej przeszłości, które można porównać z teraźniejszością.

Zatem..., wspomnijmy to jeszcze raz, bo warto odświeżyć pamięć.

Tradycja zabaw oraz igrców rozmaitych, sięga mocno przedwojennych czasów. A i po wojnie też sporo się działo. W Lesie Bielańskim można było piknikować, tańcować na dechach i oczywiście pokręcić się na karuzeli. To o niej śpiewała Maria Koterbska w swoim wielkim przeboju: karuzela, karuzela, na Bielanach, co niedziela...

W latach 60. i 70. karuzele przeniosły się gdzie indziej. Może nawet, nie tyle same karuzele, co, przyjeżdżające wesołe miasteczka. Kolorowe barakowozy, strzelanie po fanty z wiatrówki, gabinet strachu, krzywych luster itd., itd. I oczywiście, jako główna atrakcja – karuzela. Z wirującymi na łańcuchach krzesełkami. Siermiężne to wszystko było, ale cóż, jakie czasy, taka rozrywka.

Najczęściej rozkładały się na Serku Bielańskim i przy Parku Olszyna. Wiem, bo chodziłem tam wielokrotnie robiąc zdjęcia. Sporo z nich opublikowałem swego czasu na tutejszych łamach w sześcioczęściowym cyklu „Zatrzymane w kadrze” (NB V – X 2008).

Po transformacji ustrojowej, pojawiły się nowocześniejsze wesołe miasteczka, lecz coraz rzadziej bywały na Bielanach. Inna epoka, inna mentalność, inne zainteresowania mieszkańców. Ostatni raz widziałem karuzelę w wesołym miasteczku prawie 8 lat temu, na klepisku tuż przy bazarze Wolumen. Więc zrobiłem historyczne zdjęcie na styku ul. Kasprowicza i (przyszłej) drugiej jezdni ul. Reymonta.

Kolejny obrazek przemijania sprzed 6 lat to kiosk „Ruchu”. A raczej, co z niego zostało, gdyż okoliczni mieszkańcy szybko zamienili go w słup ogłoszeniowy. RSW Prasa – Książka – Ruch już nie istniała, dlatego PSD (Punkty Sprzedaży Detalicznej) uległy likwidacji. Ten na zdjęciu, stał na rogu ul. Żeromskiego i Makuszyńskiego.

Nota bene; w powojennych latach w kioskach „Ruchu” sprzedawano nie tylko gazety, ale również... papierosy, lusterka, grzebienie, baterie, książki, proszki do prania, mydła, dropsy, bilety MZK, ba, przyjmowano nawet kupony Toto Lotka!

Ponadto dochodziła „instytucja” teczek, do których za drobną opłatą odkładano klientowi najbardziej poczytne tytuły: „Przekrój”, „Tygodnik Powszechny”, „Świat”, „Kobieta i życie”, „Młody Technik” i jeszcze kilka innych.

I tak sobie pomyślałem, że temat kiosków „Ruchu” zasługuje na odrębny artykuł, pokazując ówczesne potrzeby, niekoniecznie konsumpcyjne. Ale o tym, innym razem.

Wątek ostatni – handel, czyli gdzie statystyczny Kowalski z Bielan robił wówczas zakupy. Wyboru nie było: placówki handlowe były uspołecznione, z WSS „Społem” na czele. Do tego dochodziły nieliczne prywatne sklepiki, by wspomnieć malutki spożywczy (w garażu) na ulicy Lisowskiej oraz warzywniczy na Swarzewskiej. Tam nabywało się śmietanę własnej roboty laną do słoika, wiejskie jaja, biały ser, świeże warzywa, a nie państwowe zgniłki, oranżadę w proszku czy „pańską skórkę”. Całość dopełniał zieleniak na bazarze Wolumen, gdzie „znajomy” chłop oferował drób na rosół, mięso na kotlety, że o warzywach i owocach z pola nie wspomnę. Tak czy siak, łatwo nie było.

Wzdłuż głównych ulic: Żeromskiego, Kasprowicza i Marymonckiej, było sporo placówek handlowych „Społem”, ale... Wicie-rozumicie, mamy przejściowe trudności, to i zaopatrzenie czasem szwankuje. W sklepach spożywczych dominowały podstawowe produkty pierwszej potrzeby: pieczywo, mleko, masło, ser żółty, jajka, herbata „Ulung” lub „Yunan”, ocet, dżemy oraz mąka i cukier. Te dwa ostatnie, to barometr nastrojów społecznych, towar strategiczny. Kto wtedy żył i „latał” po Bielanach, bo „rzucili” to albo tamto, dokładnie wie o czym mówię.

Kategorię zaopatrzenia sklepów mięsnych pominę, gdyż to kolejny temat rzeka... Na zupełnie inną okazję.

I jeszcze miniwątek socjologiczny. Statystyczny personel (bywały wyjątki) w/w to mocno humorzaste sprzedawczynie, istne królewny, panie na włościach z tendencjami do chamstwa i poniżania klienta. A spróbuj takiej zwrócić uwagę: awantura murowana. Wielokrotnie widziałem jak ta sama sprzedawczyni przecierała ladę brudną ścierką, po czym podawała chleb, przyjmowała pieniądze itd. Bez mycia rąk! Dziś wydaje się to nieprawdopodobne. Oczywiście można było dokonać krytycznego wpisu do wiszącej na sznurku „Książki życzeń i zażaleń”, ale dawało to tyle, co nic. Taka zmyła, żeby naród nie szumiał w kolejkach. Świetnie ukazał to Stanisław Bareja w swojej słynnej komedii: „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz”.

Większość bielańskich sklepów WSS „Społem” splajtowała pod naciskiem rynku supermarketów. Te, które działają do dzisiaj, np. „Radek” czy „Sam Bielański”, zostały gruntownie zmodernizowane i w niczym nie przypominają tych dawnych.

Aczkolwiek... Jakieś 10 lat temu wypatrzyłem smutny widok byłego spożywczaka przy ul. Aspekt, co widać na załączonym zdjęciu o walorze historycznym.

No i tak to kiedyś było, a na koniec dla poprawy nastroju, warto by się jakoś zrelaksować. Choćby w wesołym miasteczku. Tylko...

Gdzie się podziały te karuzele?

Leszek Rudnicki

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany