Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Jak robiłem „na hucie”

Więc robię „na hucie” jako plastyk, ale... zatrudniony na etacie szlifierza wałków i otworów. Takich paradoksów oraz innych zaskakujących zdarzeń było więcej. Zatem...

WYDZIAŁ

Układ był taki, że kilka razy w miesiącu musiałem się pojawić na wydziale W-60. Pokręcić, wiatru narobić, oblecieć halę, zajrzeć do kierownika, kantorka mistrza i takie tam. Że „pracuję”, jestem, działam. Męczyła mnie ta fikcja. Któregoś dnia kierownik pracowni, pan Zbyszek rzekł, że są nadgodziny: przyjedzie delegacja zaprzyjaźnionego zakładu „Sierp i młot” z Moskwy i jest do zrobienia dużo plansz. Pomyślałem wtedy: o nie!, nie będą mnie wkręcać w polityczne historie. Poleciałem na wydział i mówię komu trzeba: jak to jest, że obciążam wam etat i nic z tego nie macie? Wtedy usłyszałem: słuszna uwaga, to co możecie dla nas zrobić? Ja na to, patrząc na ścienny kalendarz: niedługo marzec, dzień kobiet, przygotuję specjalną dekorację, przecież kobietom na suwnicach oprócz rajstop i goździka też się coś należy! Strzeliłem „w dziesiątkę”: świetnie, róbcie, już dzwonimy do waszego kierownika pracowni, że zabieramy was na tydzień, dwa. Szef – Zbigniew Kowalski łypał na mnie złym okiem, zgrzytał zębami, ale nic nie mógł zrobić. Gdy w pracowni ślęczeli do późnej nocy, tworząc wielkie hasła o nieustającej przyjaźni polsko – radzieckiej, ja, spokojniutko malowałem plansze na 8 marca: niebo, chmurki, kwiatuszki, ptaszki, twarze dziewczyn – nimf, życzenia itd. Klimaty flower-power, te rzeczy. Zrobiłem olbrzymią, prawie teatralną dekorację. Stanąłem przed halą o 6 rano i czekałem na reakcję. Kobiety, mężczyźni wchodzili, komentując: ale fajne, wreszcie coś ludzkiego, normalnego. Tym sposobem ręki do wschodniej propagandy nie przyłożyłem. Takich „numerów” wykręciłem o wiele więcej. Ale o tym może innym razem.

ROZGŁOŚNIA

Od świtu, przez „kukuruźniki” w pokojach i głośniki na słupach w hucie, leciały wywiady z kierownictwem, przodownikami pracy, relacje z konferencji zakładowych i oczywiście muzyka. Retransmitowano też z Polskiego Radia poranną audycję „Sygnały dnia”. Pewnego dnia wpadłem towarzysko do radiowęzła. Bolek Tuzin, w nierozłącznym szarym garniturze, machnął mi ręką: cześć, co słychać? Miał przy tym zabawny zwyczaj rozmawiania: podchodził blisko, łapał interlokutora za guzik koszuli / marynarki i kręcił nim niczym gałką potencjometru. Aż go urywał. W tym czasie Stasiu Święcicki, klnąc pod nosem, montował jakiś materiał. Nagle przerwał, wyciągał z szafy gitarę akustyczną, nastroił ją, zamyślił, popadł w głęboką melancholię i... zaczął śpiewać chrapliwym głosem rosyjskie dumki oraz songi Wysockiego. Miał facet kawał głosu, aż ciarki po plecach chodziły. Niezwykła postać. Tu, jeszcze kilka słów o sprzęcie, bo to ważne. Do dyspozycji mieli własną, nowiutką, zradiofonizowaną „Nyskę” z napisem: „Rozgłośnia zakładowa Huty Warszawa”. Ponadto: studio emisyjne z szybą realizatora, mikrofony „Unitra” i „Shure”, profesjonalną „szafę” – magnetofon mikserski, zdobyty chyba z radiowego demobilu, na olbrzymie szpule z taśmami „ORWO”. Oprócz tego reporterski, przenośny szpulowiec „Uher”, dwa magnetofony ZK-240, jak również produkowany wyłącznie dla wojska „MAK”. Ten ostatni pożyczyłem od nich kiedyś na 2 dni. W domu miałem gitarę elektryczną i wywijałem ostro solówki typu: Hendrix + McLaughlin. Przy okazji odkryłem, że „MAK” robi ciekawe sprzężenia zwrotne, a także zapętlony pogłos w stylu Urszula Dudziak – echoplex voice. Nagrania przetrwały do dziś i nadal brzmią groźnie :)

FOTOGRAFISTY

Tak właśnie mawiał o nich mój szef: oj, artysty – fotografisty. Kazik Docha i Jurek Knut mieli pracownię foto w piwnicach biurowca „B”. Gdy wywołali potrzebne nam do wystaw zdjęcia, wówczas dzwonili i przybiegali z mokrymi odbitkami. Czekaliśmy już z pędzlami, klejem wikolem oraz gąbkami, by szybko je nakleić, nie kalecząc przy tym emulsji. Musiały być gładkie jak stół. I były. Gdy zasapani odpoczywali, pani Ela robiła im kawę i rozpoczynały się niekończące, filozoficzno – polityczne „Polaków rozmowy”. Z pytaniami, wątkami, dzieleniem włosa na czworo. Celował w tym dociekliwy Kazio, co i raz szukając potwierdzenia u szefa: wszystko na głowie stoi, myślisz pan, że to się rypnie? Wtedy pan Zbyszek rzucał stały tekst: nie ma lekko, chleb po 8 i bez maku! Kazik szybko ripostował: e tam, czy się stoi czy się leży, dwa tysiące się należy! Pani Ela „ni z gruchy, ni z pietruchy” nagle weszła w słowo: Przy Agorze rzucili cukier bez kartek po 26 złotych, to ja polecę, co? O, i takie to egzystencjonalne rozmówki polsko-polskie się toczyły w godzinach pracy. Nie tylko w hucie. W każdym zakładzie. Temat rzeka, odrębny wątek.

KOMUNIKACJA

No dobrze, ktoś powie, a jak było wtedy z dojazdem? Bo przecież huta pracowała bez przerwy, na okrągło. Ja dojeżdżałem rowerem, a zimą - autobusem. Inni przybywali z całego miasta oraz okolic komunikacją zbiorową. Na ulicy przed biurowcem „A” huty zatrzymywały się PKS-y jadące z Zakroczymia, Nowego Dworu, Kazunia itd. Potem odjeżdżały w kierunku dworca PKS „Marymont” na Serku Bielańskim. Sięgam teraz po „tajne notatki kłusownika” i sprawdzam, jakie linie MZK dowoziły hutników do pracy. Mówimy o połowie lat 70-ych. Pętla była olbrzymia, wylana asfaltem, z przystankami, wiatami, torami... Do tego budki: dyspozytorów, „Totolotka” i kwiaciarnia. To by było na tyle. Zatem czas na historyczne porównanie z dniem dzisiejszym. Do huty dojeżdżały tramwaje: 15 (Plac Narutowicza – Huta), 17 (Służewiec Przemysłowy – Huta), 27 (Wola Cmentarz – Huta) i 28 (Żerań FSO – Huta). Autobusy: 103 (Wileńska – Huta), 132 (Świętokrzyska – Huta), 348 – szczytowy (Emilii  Plater – Huta), 432 – przyspieszony (Kopernika r. Świętokrzyska  – Huta), A-bis – pospieszny (Plac Unii Lubelskiej – Huta), E – pospieszny (Olimpijska r. Spartańska – Huta), 604 – nocny (Służew – Huta) i 606 – nocny (Bokserska – Huta). Dziś tych połączeń już nie ma. Było, minęło. Naturalna kolej rzeczy. Samo życie.

Kolejne smakołyki z mojej fotograficznej kolekcji. Kadr 1. Wspinam się na rusztowanie, bo kolega zostawił na podeście... młotek. Kadr 2. „Festyn młodego hutnika” – wyścig w workach. Kadr 3. Zima stulecia 1978 r. Hutnicy odśnieżają ul. Żeromskiego róg Makuszyńskiego.

Ciąg dalszy nastąpi...

Leszek Rudnicki

fot. nowahistoria.interia.pl

JavaScript must be enabled in order for you to use Google Maps.
However, it seems JavaScript is either disabled or not supported by your browser.
To view Google Maps, enable JavaScript by changing your browser options, and then try again.

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany