Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Dylematy bielańskiego felietonisty

Od razu przejdę do rzeczy. Często bywa tak, że coś planujemy, mamy na przykład ciekawy temat na felieton, ale życie szybko weryfikuje nasze zamierzenia. Tak się właśnie stało. Piszę te słowa emocjonalnie nie bez powodu i nie wstydzę się tego. Taki jestem i już.

Przyszedł nadspodziewanie upalny czerwiec: rozgrzane bielańskie ulice, głowy, i oczywiście sprzęt komputerowy, na którym właśnie tworzyłem kolejny felieton.

Na termometrze w cieniu +32oC., trzeci prysznic nie pomaga: trzeba pchać temat do przodu i nie ma przebacz. W tym czasie, kot mój ukochany – Lumpek, leżał na grzbiecie z łapkami do góry, chłodząc ciało w maleńkim przewiewie przedpokoju. Kto zna się na kotach, ten wie o czym mówię.

Pot zalewał mi oczy, lecz dzielnie walczyłem z upałem za klawiaturą, aż tu nagle.., bum! Komputer padł na twarz.

Po prostu. Odmówił posłuszeństwa i wszystko co napisałem oraz inne moje prace, wyleciało w kosmos. Zobaczyłem tylko czarny ekran monitora i tyle tego było. Ciśnienie mi skoczyło, kląłem jak woźnica, kombinując nerwowo, co z tym fantem dalej zrobić? A terminy gonią i nie ma to tamto.

Próbowałem uruchomić zmęczonego upałem komputera w trybie awaryjnym za pomocą odpowiedniego klawisza, ale gdzie tam! Nic z tego. Zero reakcji. Dramat.

Bielany to nie pustynia, więc nastąpiła seria nerwowych telefonów do serwisu, znajomego informatyka itd. Nie wchodząc w techniczne szczegóły, powiem, że diagnoza była jednoznaczna: kaput, zapomnij. Co robić dalej?

Nie każdy z nas Bielańczyków ma pod ręką spora sumkę, by polecieć do sklepu i ot tak „z buta” kupić nowy komputer. To nie kartofle w promocji. A czas uciekał....

Na szczęście z pomocą ruszyła mi rodzina (syn), pożyczając własnego laptopa, żebym mógł dokończyć rozpoczęte prace. Chwała mu za to!

Ale wiecie jak to jest: inny sprzęt, którego nie znacie, inny system operacyjny, inny interfejs użytkownika i takie tam. Więc zamiast pisać materiał, wgryzałem się w niego, poznając wiele rzeczy od nowa. Żeby było ciekawiej, system operacyjny był w wersji angielskiej, co nie ułatwiało sprawy.

Nie jestem orłem języka english, więc obłożyłem się słownikami i krok po kroku, mozolnie poznawałem kolejne techniczne meandry... Innego wyjścia nie było.

Za oknem szalał afrykański żar bielański, każdy umykał w cień albo siedział w domu, ale i tak było strasznie gorąco. W samej siedzibie redakcji, do której wpadłem, po prostu nie szło wytrzymać, a już koło południa to istna Afryka. I żaden wentylator nie pomagał, ani picie wody mineralnej, czujecie ten klimat?

Wracając do dywagacji o sprzęcie. Jeszcze nie tak dawno, nikomu nie śniło się o komputerach osobistych, które nie są maszynami do pisania, ale wielonarzędziowym kombajnem o wielu zastosowaniach oraz możliwościach. Że o sterownikach, internecie, połączeniach lokalnych nie wspomnę. Sami spójrzcie jak to jest: byle awaria, wirus czy brak prądu i jesteśmy w szczerym polu. Bezradni, jak dzieci we mgle.

Myślę, że kiedyś było jednak łatwiej. Brało się wyostrzone gęsie pióro, maczało w inkauście i skrybało mozolnie literki na czerpanym papierze przy świetle świecy lub lampy naftowej. Potem nastały pióra wieczne i oczywiście maszyny do pisania. To już było coś. W tym momencie z olbrzymim sentymentem spoglądam na mój przedwojenny model „Remingtona”, na którym napisałem wiele tekstów. Maszyna ta działa do dzisiaj i prezentuje się bardzo okazale.

Aż przyszedł czas masowo produkowanych komputerów osobistych i wszystko przewróciło się „do góry nogami”. Olbrzymia wygoda. Lecz by z niej korzystać, należało się nauczyć, doszkolić w ich obsłudze, aby zrozumieć choćby podstawy. Bo to jest cała architektura wewnętrzna. Co to jest system operacyjny? Jak działa, do czego służy? Co to jest oprogramowanie instalowane z płyty w napędzie? Co to jest pamięć RAM? Co oznaczają skróty klawiaturowe, defragmentacja dysków? Poszukiwanie błędów? Temat rzeka na zupełnie inną okazję.

Mimo to...

Dzięki komputerowi czytacie właśnie ten tekst, który zostanie przekonwertowany na inny format, by został umieszczony na łamach „Naszych Bielan”.

Leszek Rudnicki

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany