Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Glosa do świętowania

Rozpieszczano nas przez cały październik. Nie ma to jak być seniorem. Dziewczynki i chłopcy, dziewczyny i faceci, panie w kwiecie wieku i panowie w sile wieku zasługują na współczucie. Godzien zazdrości jest dopiero wiek dojrzały.

Przestańmy wreszcie narzekać, że oczy już nie te, tu boli tam strzyka, bo żaden okres życia nie jest usłany różami, ale najlepiej być seniorką czy seniorem. Wydawałoby się, że najszczęśliwsze jest dziecko – w rzeczywistości dziecko jest bezbronne: całkowicie uzależnione od widzimisię dorosłych, którzy je ustawicznie krytykują. Pouczają, karzą i nagradzają nie wiadomo za co, bo zupełnie nie potrafią go zrozumieć.

Tak przepoczwarzane dzieci wyrastają na nastolatki, którym – dla odmiany – nie pozwala się wydorośleć, nadal traktując ich jak dzieci i ucząc rozumu, którego przecież nauczy ich dopiero dalsze życie, czyli pełnienie ról żony-matki i ojca rodziny. Co to za role – wszyscy wiemy, pamiętamy i chyba nikt z nas nie marzy, aby wrócił tamten czas.

Dopiero gdy dorosłe dzieci opuszczają dom, same mają dzieci, a my stajemy się seniorami zaczyna nam być dobrze. Seniorka nie jest młodą synową, gnieżdżącą się we wspólnym mieszkaniu z teściami bez nadziei na własne, ani pracującą mamą co o świcie zrywa dziecko do przedszkola. Senior nie jest biznesmenem głowiącym się nocami jak załatwić konkurencję… Oboje są natomiast uśmiechem epoki cierpiącej na chroniczne zapędzenie i niepewność jutra. W odróżnieniu od reszty udręczonej tym cierpieniem ludzkości emanują spokojem i pogodą ducha, a na młodych goniących za groszem patrzą ze współczuciem i ulgą, że oni już tak gonić nie muszą. Co mają to mają, ale mają.

Jeden z cudów ludzkiego życia polega na tym, że z każdego otumanionego dziecka, zagubionego nastolatka, zabieganego nieszczęśnika wyrasta pewnego dnia jako tako szczęśliwy senior. I żylibyśmy sobie niebogato ale bez burz, świętując jak rok długi, gdyby nie nasza ustawiczna gotowość do dzielenia się tym szczęściem z bliskimi. Skutki bywają opłakane: mam znajomych, którzy wzięli kredyt dla syna, pewni, że syn będzie spłacał. Ale potomek stracił pracę i kredytobiorcy co miesiąc zanoszą do banku połowę emerytur. Znam seniorów, których córka i zięć wyjechali zarabiać do Anglii, zostawiając im pod opieką dwoje wnuków w wieku przedszkolnym (!).

Zanim ochoczo pośpieszycie z pomocą, pomyślcie, jaka może być jej cena. I nie dajcie sobie wmówić, że to Wasz obowiązek. Ani rząd, ani prezydent, ani dorosłe dzieci nie mają władzy nad seniorem. Chce im coś dać, to da. Ale nic nie musi. Tyle że – mówiąc już poważnie – wybór jest coraz trudniejszy.

Powszechnie uważa się, że młodzi członkowie rodzin pomagają nestorom finansowo i opiekuńczo. Tymczasem wyniki badań socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego wskazują, że zaczyna być odwrotnie. Przy niestabilnym rynku pracy ratunkiem staje się emerytura dziadków. Nawet w rodzinach osób pracujących, nie walczących z niedostatkiem, częściej seniorzy pomagają młodym niż odwrotnie: na siebie wydają niewiele, nie potrzebują książek szkolnych, nie wyrastają z ubrań, jedzą niewiele… Rozwiązują też problem opieki nad wnukami. Ugotują, pomogą przy lekcjach i wesprą dzieciaki emocjonalnie, bo potrafią patrzeć na życie przez różowe okulary.

No cóż, podobno nie starzeje się ten, kto nie ma na to czasu.

Irma Wieczorkowska-Bednarek

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany