Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Epitafium dla Zosi Bieguszewskiej-Kochan

Pewnie patrzysz teraz na nas z góry i zrzędzisz: – Nie wziąść, tylko wziąć! Bo Zośka, odkąd ukończyła Teatralne Studium Wymowy (w wieku 60 lat), ciągle wszystkich poprawiała.

Jeszcze niedawno biegała, cała i zdrowa, między ukochanym bielańskim PKPS a ukochaną Hutą – dziś ArcelorMittal. Nagle, 20 lutego rozdzwoniły się telefony na tydzień: przed Jej 76. urodzinami.

Ale wspominając naszą Zosię nie wolno się rozżalać, bo Ona by tego nie chciała – radosna, choć na dworze plucha, żyjąca swoim dziennikarstwem, swoim wolontariatem, swoim śpiewaniem. I była przecież z tych, o których już Horacy pisał: „Extinctus amabitur idem” (w grobie będzie przez ludzi kochany).

Absolwentka Filologii Polskiej i Studium Dziennikarskiego UW była reporterką skrupulatną i pedantyczną, które to zalety są u nas na wagę złota, bo chochlik nie śpi. Swego czasu, w mrokach PRL, pisnęło mi się zamiast „kryminologów radzieckich” – „kryminalistów radzieckich”. Wredny lapsus, grożący wówczas karnym wykluczeniem z zawodu, przechytrzył wszystkie korekty, cenzurę i wylądował w drukarni. Uratował mnie zecer, logicznie wnioskując z tekstu, że piszę o naukowcach a nie o bandziorach. Natomiast red. Zofia Bieguszewska-Kochan była bodaj jedyną ze znanych mi osób w branży, która nigdy nie musiała zamieścić sprostowania, a my mawialiśmy: Póki Zośka dwa razy nie sprawdzi, nie napisze zdania.

Obszerną monografię autorstwa Zosi o powstawaniu prasy wielkopolskiej po II wojnie światowej, zamieszczoną w „Roczniku Historii Czasopiśmiennictwa Polskiego” zdigitalizowało Muzeum Historii Polski „w ramach udostępnienia w internecie polskiego dorobku naukowego i kulturalnego”. Ale na co dzień wolała penetrację środowisk lokalnych. Nieraz rozmawiałyśmy, że pisanie o małych ojczyznach jest trudniejsze niż się wydaje, bo czytelnik też je zna: zauważy każde potknięcie, nie odpuści…

W Hucie pracowała – długie lata – jako redaktor Rozgłośni Zakładowej i „Hutnika Warszawskiego” – poprzednika dzisiejszej gazety zakładowej o nazwie „Jedynka”. W czasach „Jedynki” Zosia była już emerytką, ale bezinteresownie przychodziła robić korektę: żeby nie brakowało przecinka.

W czerwcu 2005 r. zebrała się grupa kilkunastu byłych pracowników Huty. Była wśród nich Zofia Bieguszewska-Kochan. Podjęli decyzję o założeniu  Stowarzyszenia Przyjaciół Huty Warszawa. Zosia została członkiem pierwszego Zarządu. Była sekretarzem poprzedniej kadencji Zarządu Oddziału PTTK przy Hucie ArcelorMittal i działaczką emeryckich związków branżowych.

Współpracowała z „Nową Gazetą Praską”, gdzie powierzono Jej m.in. obsługę prasową Targówka. Tam to w 2007 r. trafiła na koncert chóru założonego przez panią prezes bródnowskiego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Warszawy. A że Bozia obdarzyła Zosię pięknym, dźwięcznym sopranem, więc przymówiła się i od razu ją do chóru przyjęto. Bywała solistką!

Jako wolontariuszka bielańskiego oddziału Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej pracowała niemal od początku jego istnienia. Przez dziesięciolecia PKPS gnieździł się w piwnicy przy ul. Kasprowicza i tony unijnej żywności trzeba było znosić po stromych schodach. Harowały przy tym wszystkie wolontariuszki – Zosia też. Systematycznie przychodziła na dyżury, rozdzielała żywność wśród podopiecznych, załatwiała ich sprawy w terenie. Rodziny stale korzystające z pomocy znała, była z nimi zaprzyjaźniona; słuchała każdego, kto czuł potrzebę „wygadania się” przed kimś życzliwym. Przez dwie ostatnie kadencje była sekretarzem Zarządu bielańskiego PKPS. Dwa lata temu obie odbierałyśmy zaszczytne certyfikaty „Bielański Wolontariusz Roku 2016”, przyznane m.in. Zosi i niżej podpisanej.

Pisywała i do „Naszych Bielan” – najchętniej o sprawach Jej bliskich: Hucie, wolontariacie… Nie zabrakło Jej tekstu w numerze wydanym na 60-lecie Huty, gdzie opisała pomnik wytapiacza.

Serdecznie dziękuję moim informatorkom: Reginie Głuchowskiej, Ewie Karpińskiej, Ewie Tucholskiej, Barbarze Wojciechowskiej i Krystynie Żebrowskiej, dzięki którym mogło powstać wspomnienie o Zosi.

Irma Wieczorkowska-Bednarek

Lipiec 2020
P W Ś C Pt S N
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany