Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 

75 lat temu na Starych Bielanach

Wydarzenia związane z tragicznym dniem 17 września 1944 r. łączą się z przebiegiem Powstania Warszawskiego na Żoliborzu. Bielany były wówczas jednym z osiedli tej dzielnicy.

Wokresie okupacji tereny zamieszkałe przez bielańczyków obejmowały obszar od dawnej pętli tramwajowej przy ul. Marymonckiej (vis-a-vis ul. Twardowskiej), do ul. Podczaszyńskiego i dalej: ul. Żeromskiego do al. Konstytucji (obecnie al. Reymonta), następnie wzdłuż Lasku Bielańskiego do ul. Marymonckiej. Podobnie jak dziś, ciąg ulic obejmujący obszar Bielan za ul. Żeromskiego, tzn. ulice: Daniłowskiego, Chełmżyńskiej (obecnie Płatniczej), Kleczewskiej i Przybyszewskiego, w zdecydowanej większości stanowiła zabudowa domów jednorodzinnych „Zdobyczy Robotniczej”. Na Starych Bielan mieszkało wówczas ok. 5 tys. osób.

We wrześniu 1939 r. Niemcy zajęli niektóre obiekty, w tym CIWF (obecnie AWF) oraz szkołę podstawową na ul. Zuga dla potrzeb obsługi lotniska bielańskiego, znajdującego się wówczas na terenie obecnego osiedla Młociny. Zaanektowali także dawne baraki wojskowe na obszarze lotniska oraz wybudowali dodatkowe w Lesie Bielańskim, które po wojnie zostały rozebrane.

Jednostka lotnicza stacjonująca na Bielanach stanowiła silny garnizon, który zamierzali zdobyć powstańcy. Plan nie został jednak zrealizowany pomimo dwukrotnych ataków 1 i 2 sierpnia 1944 r. Podobnym niepowodzeniem zakończył się atak oddziału Żubrów na CIWF, gdzie znajdowały się koszary Luftwaffe, a także obóz wojskowy Lasu Bielańskiego. Po dużych stratach 2 sierpnia dowódca oddziałów żoliborskich ppłk „Żywiciel” podjął decyzję o wycofaniu się do Puszczy Kampinoskiej. Wymarsz ten – powodowany koniecznością uzupełnienia broni i amunicji – nastąpił ze skrzyżowania ulic Żeromskiego i Marymonckiej do Sierakowa. Dwa dni potem, decyzją dowódcy Powstania Warszawskiego, oddziały te otrzymały rozkaz powrotu na Żoliborz. Powrót odbywał się nocą w ulewnym deszczu i sporym nieładzie, a prowadził przez Laski, Wólkę Węglową, Wawrzyszew i Bielany. Był to męczący ponad 10-kilometrowy marsz. Po dotarciu na Bielany oddziały rozlokowały się wzdłuż ulic Żeromskiego i Kleczewskiej od strony Piasków, gdzie zostały zaatakowane przez Niemców. Walki trwały cały dzień. Zginęło ok. 40 powstańców, wielu zostało rannych. Następnie oddziały „Żywiciela” wycofały się na Żoliborz.

Zaraz po zakończeniu walk Niemcy z garnizonu bielańskiego obstawili patrolami ulice i przeprowadzali rewizje w mieszkaniach, zabijając każdego, kto nie był mieszkańcem osiedla, np. przy ul. Przybyszewskiego (róg Schroegera) rozstrzelali 5 osób. Po akcjach zbrojnych i rewizjach na Polach Bielańskich nastała zupełna cisza.

Rannych umieszczono w szpitalu powstańczym nr 203, znajdującym się na terenie bielańskiego sierocińca „Nasz Dom” przy al. Zjednoczenia 34. Szpital został zorganizowany jeszcze przed wybuchem Powstania, a wśród personelu znalazło się wielu mieszkańców Bielan, m.in. doktor Jakubowska, sanitariuszki Matutat, Zwolińska i inne osoby (nierozpoznane na zdjęciu wykonanym w sierpniu 1944 r.). Placówka ta ściśle współpracowała z Domem Inwalidów Wojennych z 1939 r. mieszczącym się przy ul. Lipińskiej 6 i 7.

Mieszkańcy Bielan odwiedzali rannych, niosąc im wsparcie, ale także żywność z własnych przydomowych ogródków, w czym również uczestniczyłem jako mały chłopak. Szpital zaopatrywali także mieszkańcy Wawrzyszewa, Mościck i Gaci (obecnie Radiowo). Wszyscy z wielkim niepokojem oczekiwali rozwoju wydarzeń. Nasłuchiwano odgłosów artyleryjskich z prawego brzegu Wisły w nadziei na ofensywę, która przyniesie wolność. Tymczasem droga do wolności prowadziła tylko przez systematycznie powiększający się przyszpitalny cmentarzyk powstańczy na ul. Schroegera, który istniał tam do 1945 r. W tym czasie zmarła także Maryna Falska kierowniczka „Naszego Domu” i bliska współpracowniczka Janusza Korczaka.

Niepokoje dodatkowo wzmagały doniesienia z Woli, gdzie Niemcy wyrzucali mieszkańców z domów i bestialsko mordowali. Bielany ominęła taka tragedia, ponieważ w drugiej połowie września powstanie już dogasało. Mimo to strach o życie nie malał również wśród bielańczyków.

W niedzielę, 17 września wszyscy zostaliśmy wyrzuceni z mieszkań i zapędzeni na plac przy sierocińcu „Nasz Dom”. Był to jeden z nielicznych dużych obszarów ogrodzonych na Bielanach. Stąd po wstępnej selekcji pod konwojem skierowano nas do Pruszkowa na teren Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego (tzw. obóz pruszkowski, który istniał od 6 sierpnia 1944 r. do 16 stycznia 1945 r.). Był to obóz przejściowy Durchgangslager (Dulag 121) dla ludności Warszawy. Ludzie wyrzuceni ze swoich domów zgodnie z tajnym rozkazem nr 732/44 dowódcy grupy bojowej von den Bacha mogli mieć tylko bagaż osobisty, a w drodze otrzymywali wodę i kawałek chleba. Rozstawione wzdłuż ulic posterunki pilnowały porządku, uniemożliwiając ucieczkę. Przeszło przez niego od ok. 550–650 tys. warszawiaków i 100 tys. z okolic miasta. Wszyscy byli stłoczeni w 11 halach taboru kolejowego (ok. 10 tys. osób w każdej). Ile chorych i rannych zmarło w samym obozie – dokładnie nie ustalono.

Oficjalnie władzę w obozie sprawował Wehrmacht, ale faktycznie „rządziła” służba bezpieczeństwa SS pod dowództwem sturmbannführera Diethla. Ponad 165 tys. osób w obozie uznano za zdolnych do pracy i wywieziono w głąb Niemiec, m.in. Prus Wschodnich, a 70 tys. do obozów koncentracyjnych. Pozostałych: starych, chorych i dzieci zwolniono, lecz nie do domów, a na tułaczkę do Generalnej Guberni.

W czasie marszu kolumn do obozów przejściowych uciekło ok. 100 tys. osób. Jako uczestnik wypędzenia pamiętam jak mój ojciec wykupił nas za złotą obrączkę z kolumny konwojowanej niedaleko domu przez starego żołnierza Wehrmachtu, który udawał, że nie widzi naszej ucieczki. Wróciliśmy do swojego mieszkania, ale już następnego dnia zostaliśmy ponownie wyrzuceni. Chcieliśmy dostać się do znajomych w Raszynie, ale po drodze zatrzymali nas Ukraińcy i odesłali do obozu na terenie huty szkła w Ożarowie. Był tu znacznie łagodniejszy rygor niż w Pruszkowie, gdyż dzieci mogły wychodzić z obozu na zakupy, szczególnie po chleb. Mnie też przypadło mi pełnienie funkcji „zaopatrzeniowca”. Spaliśmy na drewnianych regałach magazynowych, a nie tak jak w Pruszkowie na betonie.

Po krótkim pobycie w obozie w Ożarowie załadowano nas do wagonów towarowych i wywieziono na stację w Nieborowie. Tam przejęli nas polscy gospodarze i znaleźliśmy tymczasowe schronienie we wsi Bełchów. Nasz pobyt tam trwał pół roku, a zima 1944/45 była wyjątkowo sroga. Zakwaterowano nas w bogatym 10-hektarowym gospodarstwie. Nasza pięcioosobowa rodzina dostała do dyspozycji letnią kuchnię o powierzchni ok. 9 m2. Ojciec zajął się handlem, zaś mama opiekowała się moimi braćmi (2 i 6 lat). Jako nastolatek pomagałem rodzinie jak potrafiłem. Pasłem krowy gospodarzy, za co otrzymywałem posiłek, ale miałem sporo szczęścia, bo austriacki żołnierz pozwalał mi zabierać do domu resztki z kuchni polowej stacjonującego tam niemieckiego oddziału. W ten sposób uchroniłem rodzinę od głodu. W tej wsi przebywało również wielu naszych sąsiadów z Bielan.

W lutym 1945 r. wróciliśmy z ojcem na piechotę (100 km) na Bielany. Mimo trudnych warunków powoli zagospodarowywaliśmy się w naszym mieszkaniu. Byliśmy szczęśliwi, że wróciliśmy do Warszawy, ale wielu naszym sąsiadom ta sztuka się nie udała. Nie powrócili już nigdy, dlatego zachowałem ich w żywej pamięci.

Tę pamięć winniśmy im wszyscy, a szczególnie mieszkańcy Starych Bielan. Będziemy mogli to uczynić 5-20 września br., składając w bielańskim ratuszu podpis pod wnioskiem do Budżetu Partycypacyjnego, aby to miejsce upamiętnić okolicznościową tablicą.

Adrian Gawerski,

jeden z wysiedlonych

Maj 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany