Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 

Życie bielańskich kamedułów

Odziani w białe habity zakonnicy wiedli pustelniczy żywot, wypełniony nie tylko modlitwą, kontemplacją i studiowaniem ksiąg, ale także pracą fizyczną. Na Bielanach kameduli mieszkali przez około 260 lat. Przyjrzyjmy się życiu (i śmierci) za klasztorną furtą.

Zakon kamedułów powstał dziesięć wieków temu we Włoszech. Jego organizatorem był święty Romuald, który zakładał klasztory-pustelnie, zwane po łacinie eremami, w których mnisi doskonalili się duchowo. Erem zwany Camaldoli dał nazwę nowemu zakonowi. Z czasem kameduli podzieli się na kilka różnych odłamów, niektóre zgromadzenia porzuciły nawet pustelnictwo. W XVI wieku ojciec Paolo Giustiniani dokonał reformy zakonu, wyodrębnił kongregację kamedułów Monte Corona i zaostrzył regułę zakonną, wracając do ściśle pustelniczej religijności. Eremy kongregacji projektowano według podobnego wzoru, z trzema głównymi elementami: foresterium (domem pielgrzyma), świątynią oraz strefą zamkniętą z eremitoriami, czyli pustelniczymi domkami.

W dawnej Rzeczypospolitej powstało siedem eremów kamedulskich, wszystkie kongregacji Monte Corona. Trzecim w kolejności – po Krakowie i Rytwianach – był klasztor na Górze Polkowej pod Warszawą, założony z inicjatywy króla Władysława IV na początku lat 40. XVII wieku. Monarcha, jego następcy oraz magnaci hojnie sponsorowali podwarszawski klasztor, finansując budowę murowanych eremitoriów oraz świątyni. Ponadto pustelnicy otrzymali od królów specjalne dotacje, między innymi prawo do czynszów z kilku okolicznych wsi. Kameduli nie mogli oczywiście posiadać własnych pieniędzy, funduszami zarządzał ojciec prowadzący księgi, a dochody szły na utrzymanie klasztoru.

Zgodnie z tradycją zakonu, sięgającą czasów świętego Romualda, kameduli nosili białe habity z grubego sukna, dlatego potocznie nazywano ich „bielanami”. Strój składał się z dwóch części – długiej tuniki i naszytego na niej szkaplerza (prostokątnego płatu materiału z otworem na głowę) z kapturem. Habit przewiązywano sukiennym paskiem. Gdy kameduła udawał się do kościoła na modlitwy, zakładał na wierzch pelerynę. Bracia zapuszczali długie brody i podgalali głowy, zostawiając na czubku tylko cienkie kółko z włosów. W habitach kameduli kładli także się do snu. Sypiali krótko, na prostych łożach, przykrytych siennikami. Kiedy zaś mnicha zmorzył sen wieczny, jego ciało układano na desce i zamurowywano w niszy w ścianie krypty pod kościołem. Na grobie umieszczano tablicę z imieniem zakonnym zmarłego, rokiem śmierci, latami życia oraz latami spędzonymi w klasztorze. Ksiądz Jędrzej Kitowicz, słynny pamiętnikarz czasów saskich, w swoim opisie zakonu kamedułów zauważył: „Groby są u nich tak czyste, że żadnego zaduchu ani wilgoci nie wydają”. Do dziś w podziemiach kościoła na Bielanach zachowały się liczne pochówki pustelników. Jeśli w krypcie brakowało miejsca, otwierano najstarsze groby i przenoszono kości do ossuarium. Ponoć kameduli przechowywali w swoich eremitoriach czaszki dawnych współbraci, by kontemplować majestat śmierci...

Reguła kamedulska kategorycznie zabraniała kobietom wejścia na teren eremu. Specjalnie dla nich zbudowano kaplicę przed zewnętrznym murem bielańskiego klasztoru. Wyjątek stanowił dzień odpustu, na który zjeżdżały się tłumy, wówczas białogłowy mogły wejść tylko do kościoła. Do strefy pustelniczej, odgrodzonej dodatkowym murem, nikt poza zakonnikami nie miał prawa wstępu. Każdy mnich-pustelnik mieszkał w oddzielnym eremitorium. Na terenie klasztoru na Bielanach wzniesiono 13 takich domków, wszystkie przetrwały do naszych czasów. Niewielkie budynki miały identyczne rozplanowanie. Przez środek wiodła sień, po lewej stronie znajdowały się cela (izba mieszkalna) i schowek na narzędzia ogrodnicze, po prawej kapliczka z ołtarzem i drewutnia. W celi stały: prosty stół, łoże i szafka na książki. Choć mnisi żyli skromnie, standard mieszkania był wygodny, ponieważ każdy domek został wyposażony w piec oraz ustęp.

Podstawą jadłospisu bielańskich kamedułów były kasza, warzywa i owoce. Dietę urozmaicano rybami i nabiałem. Odrobiny słodyczy w życiu pełnym wyrzeczeń dostarczał miód z zakonnej pasieki. Bracia okazjonalnie raczyli się piwem jęczmiennym z klasztornego browaru, przy czym przełożeni pilnowali, by zachowywano rozsądny umiar. Surowa reguła zakonna stanowczo zakazywała spożywania mięsa. Zakonnicy otrzymali od króla Władysława IV specjalny przywilej, zezwalający na połów ryb w Wiśle w pobliżu Góry Polkowej, posiadali też własny staw rybny. Co ciekawe, reguła dopuszczała spożywanie innych stworzeń wodnych: kaczek, bobrów (ogon tego gryzonia był dawniej istnym przysmakiem!), wydr, a nawet... żółwi błotnych. W staropolskiej tradycji tych zwierząt nie uznawano bowiem za pokarm mięsny. Jak wyjaśniał ksiądz Kitowicz: „te zwierzęta według naturalistów mają więcej przyrodzenia wodnego niż ziemnego”, a więc razem z rybami zaliczały się do potraw postnych. Posiłki przygotowywano w kuchni klasztornej, znajdującej się wraz z refektarzem (jadalnią) w oficynie gospodarczej, która stała w miejscu dzisiejszego gmachu rektoratu UKSW. Kameduli jedli wspólnie tylko kilkanaście razy w roku, podczas najważniejszych świąt. Nie wolno im było korzystać ze szklanych naczyń, używali glinianych kubków, dzbanków i misek. Na co dzień każdy brat otrzymywał posiłek z dostawą do swojego eremitorium i spożywał go w samotności. W dniach ścisłego postu pustelnicy żyli jedynie o chlebie i wodzie.

Kameduli siedem razy dziennie uczestniczyli w zakonnych modlitwach w swojej świątyni. Nie prowadzili działalności duszpasterskiej wśród wiernych. W bielańskim kościele dawniej nie było organów, ponieważ kameduli nie wykorzystywali muzyki instrumentalnej w swojej liturgii. Co pewien czas bracia gromadzili się w kapitularzu, czyli pomieszczeniu w kościele (po lewej stronie od ołtarza), w którym obradowała kapituła zakonna, podejmująca decyzje w bieżących sprawach klasztoru; dokonywano tam również wyznawania przewin. Na co dzień kameduli zachowywali milczenie. Oprócz prowadzenia bogatego życia duchowego pracowali w klasztornych ogrodach warzywnych i owocowych, a także utrzymywali erem w należytym porządku.

Według Ludwika Zarewicza, znawcy dziejów kamedułów, w XIX wieku nieco osłabła surowość życia zakonnego w bielańskim klasztorze. Władze rosyjskie w ramach represji po powstaniu styczniowym zakazały przyjmowania nowicjuszy do eremu na Bielanach, toteż zakonnicy zaczęli stopniowo wymierać. Około 1900 roku ostatnich trzech pustelników odwiedził podróżnik i etnograf Zygmunt Gloger. W książce „Dolinami rzek” opisał rozmowę z przeorem Florianem Marczewskim. To bodaj ostatnie świadectwo kamedulskiego bytowania na Bielanach. Swoją gawędę o klasztorze Gloger zakończył spostrzeżeniem: „Owa dawna cisza uroczysta cisza i niezamącony nigdy niczym spokój klasztorny należą już także do podań”.

Mateusz Napieralski

Maj 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany