Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Piechotkowie to Bielany

Nie ma chyba mieszkańca Bielan, któremu obce jest określenie Piechotkowo. To nieoficjalna nazwa, jednak bardzo trwała i popularna. Pochodzi od nazwiska państwa Marii i Kazimierza Piechotków, którzy wiele dekad temu zaprojektowali bloki na Bielanach. Te budynki zachwycały swoją urodą i charakterem od zawsze. Można rzec, że mieszkać na Piechotkowie to prawdziwy zaszczyt i wyróżnienie. Nic dziwnego - kameralne osiedle jest po prostu piękne.

 

Myśl i wyobraźnia architektoniczna pani Marii Piechotkowej na trwale wpisała się w krajobraz naszej dzielnicy. Dzięki jej zamysłowi na Bielanach mogły w przyjaznym otoczeniu dorastać kolejne bielańskie pokolenia; dzielić swoje radości smutki, budować własne życie i powodzenie ze świadomością, że spokojny sen czeka ich właśnie w bielańskim mieszkaniu...  Czy to dużo? Pamiętajmy, że najwspanialszym jest nie ta statua, która budzi zachwyt powszechny, ale ta z której istnienia mogą korzystać wszyscy, która staje się niezbędną częścią naszego życia. Na tym właśnie polega wielkość dzieła pani Marii.

12 lipca mija setna rocznica jej urodzin. Koleje życia pani Marii rysowała burzliwa historia naszego kraju. To nie tylko niszczycielskie koleje drugiej wojny światowej. To również trudne lata odbudowy Polski z wojennych zgliszcz, wielkie nadzieje i wielkie rozczarowania wobec zmian, które miały miejsce w Polsce w ciągu jej życia. Może właśnie z tych powodów dzieło bielańskich architektów – Marii i Kazimierza Piechotków – jest tak wyjątkowe. Szczególne znaczenie ma fakt, że ubogaca je setna rocznica urodzin twórcy. Dlatego życzę jej nie tylko kolejnych stu lat, ale przede wszystkim pamięci w ludzkich sercach przez co następne najmniej tysiąc lat.

Grzegorz Pietruczuk, Burmistrz Dzielnicy Bielany m. st. Warszawy

Od pierwszego momentu, kiedy się poznałyśmy, byłam pod wielkim wrażeniem pani Marii. Trudno mi było uwierzyć, że zbliża się do setnych urodzin. Jest osobą o żywym, krytycznym umyśle, z poczuciem humoru i dystansem. Reprezentuje etos inteligenta, pozytywisty, pracującego dla dobra kraju i społeczeństwa – mówi w rozmowie z Anną Piłat Katarzyna Madoń-Mitzner z Domu Spotkań z Historią, redaktorka książki „Maria i Kazimierz Piechotkowie. Wspomnienia architektów”.

Proszę opowiedzieć, jak narodził się pomysł wydania wspomnień państwa Piechotków w Domy Spotkań z Historią?

Kiedy kilka lat temu zamieszkałam na Starych Bielanach, zaczęłam poznawać tę dzielnicę i jej fascynującą i mało znaną nawet w Warszawie historię. Odkryłam też osiedla zaprojektowane tu po wojnie przez Marię i Kazimierza Piechotków, a po jakimś czasie przeniosłam się do jednego z nich. Zamieszkałam w domu  z charakterystycznej białej cegły silikatowej przy ulicy Skalbmierskiej, na otoczonym zielenią osiedlu niewielkich bloków, dziś niestety dosyć zaniedbanym, które kiedyś, w końcu lat 50. , było sławne. Przywożono tu wycieczki zagranicznych dziennikarzy, żeby podziwiali pierwsze w Warszawie niesocrealistyczne, nowoczesne i przyjazne osiedle mieszkaniowe Piechotków z pięknym placem zabaw w jego centrum i awangardową przeplotnią z betonu. Dowiedziałam się, że pani Maria cały czas mieszka na Bielanach, że jesteśmy właściwie sąsiadkami. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Przez lata znałam nazwisko Piechotków właściwie tylko w kontekście ich pionierskich książek o żydowskiej architekturze sakralnej. Album  „Bóżnice drewniane”, wydany w 1957 roku, był w bibliotece mojej mamy - a teraz jest w mojej.

Czy wtedy poznała pani panią Marię Piechotkową?

Tak. Postanowiłam, że muszę nagrać jej relację biograficzną do zbioru Archiwum Historii Mówionej w Domu Spotkań z Historią. Anna Brzezińska-Czerska, pomysłodawczyni renowacji tzw. Bielańskiej Muszli – przeplotni z placu zabaw na Skalbmierskiej – poznała mnie z panią Marią. Zaczęłam odwiedzać ją w domu przy ulicy Kleczewskiej na osiedlu, które Piechotkowie sami zaprojektowali jako członkowie lokalnej inicjatywy spółdzielczej Wspólnota. Mieszkali tu od 1962 roku. Nagrywając jej relację dowiedziałam się, że państwo Piechotkowie spisali wspomnienia dla swoich synów i wnuka i zainteresowałam się tym tekstem. Od pierwszego momentu, kiedy się poznałyśmy, byłam pod wielkim wrażeniem pani Marii. Trudno mi było uwierzyć, że zbliża się do setnych urodzin. Jest osobą o żywym, krytycznym umyśle, z poczuciem humoru i dystansem. Reprezentuje etos inteligenta, pozytywisty, pracującego dla dobra kraju i społeczeństwa. Uderzyła mnie jej skromność i bezpretensjonalność, wzruszył jej ponad 60-letni związek z Kazimierzem Maciejem Piechotką, ich powstańczy ślub i dalsze losy tak mocno związane z naszą trudną historią, z odbudową i budową Warszawy. Byli zawsze nierozłącznym tandemem w życiu i w pracy, działali jako spółka autorska przy każdym projekcie, zarówno architektonicznym, jak i naukowym. Podziwiałam w ich ogrodzie przy Kleczewskiej piękny kasztanowiec, który pan Maciej przed laty własnoręcznie zasadził jako kiełkujący kasztanek. Zafrapowała mnie ta rzadka w Warszawie ciągłość, jedność miejsca, pracy i życia. Wybudowane przez nich na Bielanach osiedla (dziś niestety nie zawsze w dobrej kondycji) nie są miejscem anonimowym. Powszechnie funkcjonuje tu nieoficjalna nazwa „Piechotkowo”. Ludzie wiedzą, kto wybudował ich domy, często znają z widzenia panią Marię, która chętnie bierze udział w różnych lokalnych uroczystościach, jak choćby powstańcze śpiewy 1 sierpnia przed muralem wykonanym ku czci państwa Piechotków i ich powstańczej karty.  Na Facebooku działa profil Piechotkowo, aktywizujący mieszkańców bielańskich osiedli i przypominający o dokonaniach ich twórców. Wszystko to wydaje mi się niezwykłe i zasługujące na większy zasięg niż tylko dzielnicowy.

Tak narodził się pomysł, aby Dom Spotkań z Historią, miejska instytucja kultury, przygotował wydanie wspomnień Marii i Kazimierza Piechotków na setne urodziny pani Marii. Trudno o bardziej warszawski temat i biografie. Ta publikacja doskonale wpisuje się w misję DSH, w kluczowy dla nas nurt varsavianistyczny i zarazem biograficzny. Pracując nad książką przeprowadziliśmy, we współpracy z panem Michałem Piechotką szerokie kwerendy ikonograficzne. Będzie ona bogato ilustrowana. Obok zdjęć pokażemy także projekty oraz rysunki pana Kazimierza Macieja, nie tylko te dotyczące architektury.

Co w dorobku Marii i Kazimierza Piechotków wydaje się pani szczególnie interesujące z dzisiejszej perspektywy?

Przede wszystkim podziwiam ich zawodowe wybory, niekiedy trudne i nieoczywiste, ich konsekwencję i zaangażowanie. Zaraz po powrocie z niemieckiego obozu jenieckiego zdecydowali się zamieszkać w zrujnowanej Warszawie i włączyć się w jej odbudowę. Kończyli studia architektoniczne i pracowali. Kazimierz Maciej był w czasie okupacji mocno zaangażowany w konspirację. Jako żołnierz AK walczył w Powstaniu w plutonie „Agaton” batalionu „Pięść”. Kiedy wrócili do ojczyzny, witały ich propagandowe plakaty o „zaplutym karle reakcji”. Odbyli ważną rozmowę o przyszłości z prof. Janem Zachwatowiczem, który powiedział im: „Nie wiadomo, kto i jak długo będzie tu rządził. Ale to jest nasz kraj i nasze miasto i naszym obowiązkiem jest je odbudować, najlepiej jak potrafimy”. I tym właśnie się zajęli w pierwszym okresie po wojnie. Potem, wraz z narastaniem stalinizmu, znaleźli swoją zawodową „niszę”. Zrezygnowali ze startowania w konkursach na prestiżowe budowle i zajęli się tym, co stolicy było najbardziej potrzebne – budownictwem mieszkaniowym. Los chciał, że na początku lat 50. otrzymali zadanie zaprojektowania osiedla na Bielanach, uzupełnienia istniejącej tam zabudowy przedwojennej. Tak powstały budynki wzdłuż ulicy Kasprowicza i Alei Zjednoczenia a także np. przy ulicy Schroegera, gdzie idealnie wkomponowały się w dawną zabudowę i układ urbanistyczny. Ten szacunek dla tradycji i dbałość o ludzką skalę zabudowy jest charakterystyczny dla projektów Piechotków, także tych modernistycznych (bo przecież oni często wprost nawiązywali do międzywojennego budownictwa socjalnego). Natomiast projektując Bielany I bardzo powściągliwie traktowali obowiązujący socrealizm, którego nie znosili. Zarzucano im, że ich projekty są zbyt skromne, że za mało w nich socrealistycznego dekoru. Ratowała ich peryferyjność Bielan, które były wtedy na obrzeżach Warszawy.

Potem na bielańskich pustkowiach wyrastały ich kolejne nowoczesne osiedla. Na ich przykładzie można prześledzić rozwój budownictwa mieszkaniowego w PRL. Piechotkowie nigdy nie należeli do PZPR i nie akceptowali istniejącego systemu, ale działali w określonej rzeczywistości polityczno-ekonomicznej i zmagali się z jej ograniczeniami i z obowiązującymi normami. Projektowali osiedla przyjazne dla ludzi, o zindywidualizowanych, głównie niskokondygnacyjnych budynkach, dbali o wewnątrzosiedlową infrastrukturę, o małą architekturę użytkową, o swobodny układ urbanistyczny, o dostęp do zieleni i słońca. Mieli swój rozpoznawalny styl. Byli autorami pierwszego w Warszawie modernistycznego osiedla po panowaniu socrealizmu. Stale unowocześniali technologię budownictwa mieszkaniowego. Z czasem mocno zaangażowali się w pracę nad polskim, otwartym systemem wielkopłytowym. Była to ich odpowiedź na pomysł władz, by sprowadzać gotowe bloki wielkopłytowe z ZSRR  a nawet fabryki takich bloków, i stawiać takie same standardowe budynki w całej Polsce.

W swoich wspomnieniach tak podsumowują te zmagania: „Przez cały czas, wraz z całym środowiskiem architektów z SARP, walczyliśmy o racjonalny, odpowiadający obecnym i przyszłym potrzebom normatyw mieszkaniowy, o indywidualny układ i formę architektoniczną osiedli, sprzyjającą identyfikowaniu się z nimi mieszkańców, o kulturę i estetykę otoczenia.

Widzieliśmy możliwość, potrzebę, a nawet obowiązek działania w ramach narzuconego, niechcianego, ale istniejącego systemu, poprzez m.in. zwalczanie jego patologii i zgłaszania kontrpropozycji w dziedzinach, na które mogliśmy mieć wpływ – w naszym przypadku architektury i budownictwa mieszkaniowego. Protestowaliśmy wraz z niemal całym środowiskiem przeciwko bierutowskiemu socrealizmowi, potem skrajnym, naskórkowym, pozornym oszczędnościom Gomułki, „typowiźnie” Jaroszewicza, monokulturze wielkiej płyty Gierka. Nikt z nas nie wyobrażał sobie wtedy załamania się ustroju w przewidywalnej przyszłości...”

Jakie były losy państwa Piechotków po roku 1989?

Kiedy w Polsce upadł system komunistyczny, nie byli już czynnymi architektami. Zajmowali się swoją drugą pasją – historią żydowskich synagog i miasteczek. Opracowali kolejne prekursorskie książki na ten temat. Ale zawsze byli związani z Bielanami, udzielali się lokalnie i po śmierci męża w 2010 roku pani Maria podtrzymuje tę tradycję. Kiedy pokazuję swoim znajomym naszą dzielnicę i opowiadam o autorskim tandemie Piechotków, są zafascynowani tą architekturą i urbanistyką i jej twórcami. Chciałabym, aby stali się oni znani i doceniani na znacznie szerszą skalę. Uważam, że możemy być dumni z takiego dziedzictwa kulturowego. Przy okazji premiery książki i otwarcia przygotowanej dla Dzielnicy wystawy plenerowej o Marii i Kazimierzu Piechotkach zamierzamy także organizować spacery po bielańskich osiedlach. Wierzę, że zarazimy swoim entuzjazmem do tych miejsc osoby spoza dzielnicy, ale także tych, którzy mieszkają tu od niedawna i nie znają jej historii; że dzięki temu bardziej docenią swoją „małą ojczyznę”, spojrzą na nią w nowy sposób. Spotkanie z panią Marią Piechotkową uważam za jedną ze swoich najpiękniejszych przygód zawodowych i cenną nagrodę za to, że wybrałam Bielany jako miejsce do życia.

Sierpień 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany