Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Na letnie dni po prostu nie ma jak Młociny

Lato powoli nabiera rozpędu. Udajmy się zatem „w plener”, na sentymentalną wycieczkę do Parku Młocińskiego.

Od czasów hrabiów Brühlów podwarszawskie Młociny były miejscem zabaw i letniego wypoczynku wyższych sfer. W ostatniej dekadzie XIX w. zaczęły przeżywać swoisty „renesans” – krajobrazowe walory miejscowości zostały ponownie odkryte i udostępnione szerszej publiczności. To wtedy zaczęły się masowe wycieczki parostatkami do młocińskiego lasku nad Wisłą. Przypuszczam, że modę zainicjowali warszawscy drukarze, którzy latem 1890 r. wyprawili tam zabawę z okazji 450. rocznicy wynalezienia druku – z tańcami, grami towarzyskimi, występem chóru i ucztą na kilkaset osób. Kilkanaście lat później, w odpowiedzi na rosnącą popularność tej okolicy, pojawił się pomysł założenia podmiejskiego parku rekreacyjnego. Po długich targach z właścicielem gruntów, Adolfem de Poths, w lipcu 1907 r. magistrat Warszawy kupił za 170 tys. rubli ponad 110 hektarów zalesionego terenu pomiędzy Młocinami a Burakowem po wschodniej stronie szosy zakroczymskiej.

Projekt parku przygotował architekt Stanisław Rutkowski, specjalista od ogrodów publicznych. Nadał głównej alei parkowej formę podłużnej, nieco „nerkowatej” pętli (czyżby nawiązanie do modnej wówczas secesji, wykorzystującej w swoim dekoracyjnym repertuarze kształt nerki?) Koncepcja Rutkowskiego przewidywała nawet osuszenie śródleśnych łąk w pobliżu wiślanego starorzecza i rozmieszczenie na nich boisk i kortów; nie zostało to jednak zrealizowane. Choć sam proces urządzania parku przeciągał się, frekwencja wycieczkowiczów stale wzrastała. Gazeta „Słowo” we wrześniu 1913 r. odnotowała: „Lasek młociński staje się coraz popularniejszy w sferach zarówno uboższych, jako też średnio zamożnych. Wczoraj na przykład kilka tysięcy osób bawiło się w tym lasku. […] O ilości osób przez dzień wczorajszy bawiących w lasach młocińskich dowodzi fakt, iż w pobliskiej restauracji zabrakło pod wieczór trunków i jadła.”. Redaktor miał zapewne na myśli restaurację działającą w dawnym pałacu Brühlów. Zaawansowane prace wykończeniowe w parku trwały jeszcze w 1927 r., wzmocniono wtedy wał przeciwpowodziowy.

Park Młociński niejako rywalizował z Lasem Bielańskim o publikę. W majówkę i latem przyciągał odwiedzających różnymi atrakcjami. Dawniej na parkowej polanie odbywały się zabawy z orkiestrą i tańcami, którym czasem towarzyszyły loterie i poczta francuska. Konkurencję dla kapel stanowili szczęśliwi posiadacze patefonów; zachrypnięte melodie z czarnych płyt niosły się po całej łące. Na drewnianej estradzie występowali kabareciarze i szansoniści, nieopodal kręciła się karuzela… Miłośnicy sportu mogli sprawdzić swoje siły w biegach, wyścigach rowerowych i wyścigach w beczkach. Posiłki i napitki zapewniał dobrze zaopatrzony bufet parkowy. „Firmowe” rejsy na zabawy ludowe do Młocin urządzały miejskie instytucje, stowarzyszenia zawodowe, sportowe i wojskowe oraz organizacje studenckie. Warszawska młodzież żydowska celebrowała w parku święto Lag ba-Omer – coroczne wycieczki lagbaomerowe na stałe wpisały się w kalendarz przedwojennego życia stolicy.

Najpopularniejszym środkiem transportu na młociński wywczas były oczywiście słynne parostatki. Przed wojną niektóre z nich miały królewskie nazwy, takie jak „Stefan Batory” czy „Chrobry”. Odbijały z przystani zlokalizowanych przy Moście Kierbedzia (dzisiejszy Most Śląsko-Dąbrowski). W niedziele i święta kursowały co pół godziny, czasem nawet częściej. Impreza rozkręcała się już na pokładzie, pasażerom „pod nogę” przygrywała orkiestra. Niekiedy wieczorny powrót do miasta umilały pokazy fajerwerków.

Po wojnie do Młocin pływały m. in. statki „Waryński” i „Matejko”. W sierpniu 1947 r. uroczyście otwarto w parku – tam, gdzie dziś znajduje się plac zabaw przy parkingu – boisko im. Stanisława Dubois. Inauguracyjny mecz piłkarski rozegrały Zespół Ludowy Łomianki i drużyna OM TUR Młociny. W upalną niedzielę w połowie sierpnia 1954 r. w Młocinach wypoczywało aż 15 tys. osób! W tym samym roku tłumy widzów oglądały w parku wyścig motocrossowy z udziałem zawodników z Czechosłowacji i NRD. Polscy motocykliści zdobyli w klasyfikacji zespołowej Wielką Nagrodę Warszawy.

Rzeczne podróże ze Starego Miasta do Parku Młocińskiego opiewali pieśniarze Warszawy. Zapewne wszyscy słyszeliśmy utwór „Statek do Młocin”, wykonywany przez aktora i piosenkarza Jaremę Stępowskiego z charakterystyczną, „warsiaską” swadą. Zabawny tekst napisał Wojciech Młynarski, piosenka ukazała się w 1967 r. na płycie „Księżyc frajer”. Stępowski śpiewa o letniej wyprawie w słonecznym żarze. Słyszymy o przygodach na statku (człowiek za burtą!), podrywaniu dziewcząt i spożywaniu napojów wyskokowych. Wycieczka do parku to część stołecznego stylu życia: „Panowie, panie, to nie są kpiny/Na letnie dni po prostu nie ma jak Młociny/To dla mnie życia urok, życia treść/Do Młocin statek, no i cześć”.

Być może mniej znaną pieśnią jest „Wisłą do Młocin”, śpiewana przez Mieczysława Fogga (tekst Grzegorz Jankowski). Została nagrana przy akompaniamencie Orkiestry Tanecznej Polskiego Radia prawie 15 lat przed szlagierem Stępowskiego. Utwór urzeka swoją subtelnością. Romantyczny dżentelmen wczesnym rankiem zabiera swoją ukochaną na rejs rozśpiewanym statkiem do parku, jednak nie na taneczną zabawę, a na odpoczynek w miłych okolicznościach przyrody: „Tu pośród lasu gwar ucicha i tylko słychać olszynowy śpiew,/tu zostaniemy dzień calutki,/ na mchu mięciutkim w cieniu drzew”.

Moja mama, młocinianka, wspomina, że wizyta w parku była dla niej przed laty atrakcją niedzielnego popołudnia, na którą wyczekiwała cały tydzień. Po mszy w kościele przy Dzierżoniowskiej cała rodzina udawała się na leśną polanę. W piknikowym koszyku lądowały ogórki, jajka faszerowane i domowy kompot. Opalano się, tańczono na „dechach” przy dźwiękach kapeli, pływano w Wiśle i jej parkowych starorzeczach. Brat mamy opowiadał mi, że kilka dekad temu dochodowym biznesem dla miejscowych chłopaków było zbieranie szklanych butelek, pozostawionych po niedzielnych imprezach, i oddawanie ich do skupu. W ten sposób wujek i jego koledzy zarabiali swoje pierwsze pieniążki, przy okazji oczyszczając park – ot, (mikro)ekonomia i ekologia w praktyce!

Statki do Młocin przestały kursować w połowie lat 70. „Trybuna Ludu” w sierpniu 1979 r. pisała: „Na Bielanach nie ma niedzielnej karuzeli ani statku do Młocin, o którym również tylko się śpiewa. Przystań na Młocinach dawno rozebrano, a godzinna wycieczka statkiem po Wiśle zaczyna się i kończy koło Mostu Poniatowskiego.”. Zniknął nieodłączny element specyficznej, warszawskiej kultury. Wanda Warska w piosence „Nikomu nie żal pięknych kobiet” śpiewała z nostalgią: „Tak wam żal stateczków pływających do Młocin po Wiśle we mgle”...

Park Młociński – zwany urzędowo Lasem Młociny – niezmiennie cieszy się popularnością, lecz skoczna muzyka rozbrzmiewa już raczej tylko ze smartfonowych głośników. Do Młocin wprawdzie nie popłyniemy spod Starówki, niemniej możemy wyobrazić sobie klimat dawnych rejsów – w sezonie z parkowej przystani, zbudowanej kilka lat temu, pływa katamaran, zaś nieco na północ od parku kursuje prom. A gdyby tak udało się wskrzesić starą tradycję zabaw tanecznych z „żywą” orkiestrą?

Mateusz Napieralski

Sierpień 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany