Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Dom na placu Konfederacji

Plac Konfederacji jest dziś chlubą Starych Bielan – pięknie urządzony i wzorowo zabudowany, ale żyją ludzie, którzy pamiętają jego całkiem inne oblicze. Na ówcześnie jeszcze podmiejskim, pustynnym spłachetku dawnego carskiego poligonu w roku 1927 wyrósł pierwszy dom – piętrowy szeregowiec osiedla „Zdobycz Robotnicza” utrzymany w formach przypominających staropolskie kamieniczki. Wprawdzie na jego zapleczu spółdzielnia wystawiła również inne budynki, ale przed frontem domu długo jeszcze niewiele się zmieniło. Piaszczyste klepisko ograniczał po przeciwnej stronie nowo zasadzony zagajnik z sosnami, pośrodku zaś od czerwca 1934 r. funkcjonowała pętla autobusu „Z”. Linię uruchomiono cztery lata po przyłączeniu tej części Bielan do Warszawy.

Jarosław Zieliński

 

Dom, który do dziś dzieli się na dziesięć segmentów, został zasiedlony udziałowcami spółdzielni, ale wszyscy zostali siłą usunięci po tym, jak w 1932 r. „Zdobycz Robotnicza” zbankrutowała i Bank Gospodarstwa Krajowego zażądał natychmiastowej spłaty zaciągniętych kredytów budowlanych. Po zajęciu nieruchomości bank rozpoczął sprzedaż lokali na wolnym rynku. Wtedy właśnie do segmentu nr 52, róg Lipińskiej, przeprowadził się Janusz Dzierżawski – wcześniej dyrektor zarządzający „Zdobyczy Robotniczej” i jeden z jej twórców, brat projektanta osiedla – Zenona - i mąż Janiny. Wcześniej mieszkał w znacznie większym dworku, przy przeciwnym krańcu Lipińskiej, na rogu Kasprowicza. Dzierżawscy mieli trójkę dzieci – Danutę, Jerzego oraz Ksawerego, później ojca dwóch chłopaków, który dziś liczy sobie 98 lat. W księdze adresowej Warszawy na rok 1939 jako właściciel figuruje jednak już ktoś inny – Albin Chwiećko. Po wojnie lokal podzielono i na parterze w roku 1945 zamieszkał Marian Jastrzębski – technik dentystyczny i wujek Krzysztofa Brodnickiego (rocznik 1936), któremu zawdzięczam informacje na temat mieszkańców tego domu. Jeszcze w ubiegłym roku można tam było spotkać jedną z córek pana Mariana.

Jak relacjonuje pan Krzysztof, pod numerem 54 mieszkali przed wojną państwo Chmurowie. Właściciel domu zginął tragicznie na krótko przed wojną, rażony prądem we własnym mieszkaniu. Żona i jej siostra, panna Tkaczykówna, ponoć przetrwały w ukryciu wypędzenie mieszkańców z Bielan w sierpniu 1944 r., należałyby więc do elitarnego grona robinsonów warszawskich. Zamieszkiwały pod tym adresem do lat sześćdziesiątych.

Pod numer 56 wprowadzili się państwo Pitułowie. Pan Wincenty otworzył sklepik spożywczy, który dobrze pamięta moja mama. Przetrwał do lat pięćdziesiątych. Specjalnością było pieczywo własnego wyrobu, wytwarzane w piwnicy domu. Sklepik prowadziła pani Stanisława. Pitułowie mieli cztery córki, a wnuk jednej z nich – Barbary – mieszka tu do dziś.

Segment nr 58 zajmował Edward Wysocki z żoną i wilczurem Azą, po nich zaś, od ok. 1941 r, Dominik Biernacki, który prowadził źle widziane w społeczności interesy z Niemcami. Stać więc go było na rozbudowę domu, zainstalowanie centralnego ogrzewania oraz budowę altany i baseniku z fontanną. Pod koniec wojny Biernacki zbiegł z miasta, tak jak kilku okolicznych folksdojczów i już nie powrócił. Puste mieszkanie zajął administrator nowego kościółka przy ul. Daniłowskiego, a od 1951 r. – proboszcz, ks. Władysław Wiąckiewicz. Na poddaszu zamieszkał organista i jego żona. Nie zmieniło się to po wykupie całego segmentu przez państwa Frączków. Komu zapłacili? Nie wiemy. Ich syn podjął ostatnio remont segmentu.

Właścicielami mieszkania w segmencie nr 60 byli państwo Brodniccy. Pan Jan, kierownik szkoły powszechnej i jego żona, nauczycielka, mogli sobie pozwolić w 1935 r. na ratalny zakup lokum na Bielanach. Ich syn, Krzysztof Brodnicki, przytacza bezcenne informacje na temat warunków spłaty. Konieczne było wadium w wysokości 1500 zł, a pozostałe 40 tysięcy było rozłożone na 667 rat (sic!) w wysokości 60 zł. Co ciekawe, kwota ta nie wzrosła także po wojnie, mimo radykalnego osłabienia wartości złotówki! Pan Krzysztof mieszkał przy pl. Konfederacji do 1971 r., a obecnie mieszkanie zajmuje jego młodsza siostra.

Numer 62 był przed wojną związany z Janiną i Franciszkiem Białasami, aktywnymi działaczami Polskiej Partii Socjalistycznej, wszakże należącymi do dwóch zwalczających się jej odłamów. Po wojnie spór ideowy zakończył się rozejściem małżonków. On wyemigrował do Londynu, a ona pokochała nowe porządki w Polsce i powróciła do panieńskiego nazwiska Piotrowska. Syn Białasów, Jan, sprzedał segment państwu Stypułkowskim w roku 1988. Mąż, z zawodu lekarz, rozbudował segment, ale po kilku latach zginął w wypadku samochodowym.

Mieszkanie nr 64 należało przed 1939 r. do Jana Lendziona i jego żony. Po oswobodzeniu miasta w lokalu stacjonował oficer Wojska Polskiego, za którego wyszła córka właścicieli, Lila. Ich syn, Mirosław Moszczyński, przekształcił poddasze w pokoje mieszkalne, a przed kilku laty mieszkanie zostało wystawione na sprzedaż.

Jerzy Sternicki z małżonką kupili segment nr 66. Ich syn, Jędrek, był najbliższym towarzyszem dziecięcych zabaw pana Krzysztofa, ojciec zaś walczył w powstaniu warszawskim i po wycofaniu oddziału do Kampinosu przepadł bez wieści. Podczas pierwszych walk pocisk z niemieckiego czołgu stojącego w okolicach ulic Żeromskiego i Fontany rozwalił ścianę na parterze tego segmentu, a przy okazji mur piętra pod numerem 60. Po wojnie, jak pamięta pan Krzysztof, wdowa otworzyła lokal gastronomiczny zwany Paszteciarnią Konfederatką. Po jakimś czasie restaurację przejął Jan Mac, który najął pokój na piętrze domu.

W przedostatnim segmencie (nr 68) przed okupacją niemiecką na piętrze zamieszkiwali państwo Eberhardtowie, parter zaś był wynajęty na skład materiałów aptecznych i farb niejakiego Hoffmana, zapamiętany również przez moją mamę. Po nim, już podczas wojny, sklep przejął pan Gonera. Warto zaznaczyć, że w spisie adresowym z 1939 r. segment ten, jako jedyny, nie figuruje jako własność prywatna, lecz pod tajemniczym zapisem „Spółdzielnia Mieszkaniowa”. Ciekawe jaka, skoro „Zdobycz Robotnicza” dawno już nie istniała! Pan Brodnicki wspomina sklep mydlarsko farbiarski Aurelii Ruchały, który działał tu w latach siedemdziesiątych, a później przeniósł się w al. Zjednoczenia. Wiele razy robiłem tam zakupy i opisałem to w moim przewodniku historycznym po Bielanach.

Wspomniany spis adresowy wymienia Mieczysława Dmowskiego jako właściciela narożnego segmentu nr 70, przy ul. Chełmżyńskiej, dziś Płatniczej. Pan Krzysztof go nie pamięta, więc niczego bliższego o tej osobie pewnie się już nie dowiemy. Przez długie lata po wojnie był tam zakład fryzjerski – mała dziupla z frapująco archaicznym wyposażeniem. Bywaliśmy tam obaj, choć mnie, w latach sześćdziesiątych małemu smykowi, utkwiło w pamięci coś jeszcze – fryzjer bywał pod tęgim gazem i raz tak mnie obsmyczył, że przed długie lata wolałem się oddawać pod nóż (czy raczej nożyczki) własnej mamie. Lokal ten zagrał w owych latach w spektaklu telewizyjnego Teatru Kobra. Okazuje się, że obaj z panem Krzysztofem dobrze pamiętamy ten niebywały epizod w sennej codzienności Bielan. Fryzjer strzygł młodziutkiego Piotrusia Fronczewskiego (pamiętam, że grał rolę Petera Antrobiusa!), a na samym placu pojawiły się anglojęzyczne szyldy oraz stacja benzynowa British Petroleum z charakterystycznym, zielonym sześcianem znaku firmowego na maszcie. Spieszący z rana do sklepu, szkoły czy pracy okoliczni mieszkańcy (w tym ja!) przecierali oczy ze zdumienia, rojąc coś pewnie o generale Andersie na białym koniu, albo dopatrując się objawów delirium. Od siebie dodam też, że zakład przejęła w latach siedemdziesiątych i rozbudowała na salon kosmetyczny pani Kosek, którą zapamiętałem głównie ze względu na dwie córki szczycące się niesłychanej obfitości biustami! Od tego czasu dom trzykrotnie zmienił właścicieli i obecnie jest po raz kolejny przerabiany w charakterze luksusowej willi. Czy komuś kiedyś obecne rozdziały historii domu przy pl. Konfederacji wydadzą się ciekawe? Szczerze wątpię, ale pewności nie mam. Panu Krzysztofowi Brodnickiemu z serca dziękuję za przekazaną mi bezcenną wiedzę o moich dawnych sąsiadach.

 

Podpis do fotografii:

Dom na pl. Konfederacji wkrótce po ukończeniu – początek 1928 r.