Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Ulica Lipińska – historie upamiętnione i zapomniane

Niejednokrotnie w swych felietonach i książkach przytaczałem barwne historie z osiedla „Zdobycz Robotnicza”, spisane z relacji dawnych mieszkańców, w ogromnej większości dziś już nieżyjących. Najwięcej przed wojną i po niej działo się przy Chełmżyńskiej (obecnej Płatniczej), Schroegera i pl. Konfederacji, gdzie zabudowa była gęsta, ludzi dużo, a sklepiki i zakłady usługowe nader liczne. Status majątkowy mieszkańców był bardzo zróżnicowany, najniższy na Chełmżyńskiej w pobliżu placu, a najwyższy (do 1939 r.) w stojącym tuż obok, dwupiętrowym domu przy ul. Schroegera 72, który po upadku spółdzielni, wraz z przyległymi segmentami (nr 74-80) został ukończony jako komfortowa czynszówka z wielopokojowymi mieszkaniami przez Henryka Towarnickiego i Borysa Bielajewa.

Jarosław Zieliński

 

Dziś jednak chciałbym poświęcić opowieść ul. Lipińskiej, która od początku poważnie różniła się wyglądem od reszty „Zdobyczy”. Wznoszone tu domy miały postać odosobnionych przestrzennie willi, jednorodzinnych lub bliźniaczych, wznoszonych w l. 1927-1928 na podstawie kilku standardowych projektów Zenona Dzierżawskiego. Te najwspanialsze, w stylu staropolskich dworów – nr 8, narożna przy Kasprowicza (nr 57) oraz taka sama przy rogu Kasprowicza i Chełmżyńskiej (nr 61), należały do twórców i członków zarządu spółdzielni, drugi z nich – jak pisałem w ubiegłym miesiącu – do Janusza Dzierżawskiego, brata projektanta osiedla. Pewnie w jednej z pozostałych zamieszkiwał księgowy, który (zdaniem Ksawerego Dzierżawskiego, syna Janusza) miał zdefraudować fundusze kooperatywy i doprowadzić do jej bankructwa. Właśnie konsekwencje tego faktu – wysiedlenia i przeprowadzki spółdzielców – nie pozwalają dziś precyzyjnie ustalić, kto gdzie mieszkał. Dotyczy to również pozostałych domów przy ul. Lipińskiej, z których dwa (nr 3 i nr 7) wraz z domem przy Chełmżyńskiej 71 należały do nieco skromniejszej wersji dworku (tak zwany typ B X), przeznaczonej dla średniej kadry technicznej, czyli majstrów budowlanych. Przypuszczalnie dla zbliżonego kręgu odbiorców przeznaczono jedno- i dwumieszkaniowe, piętrowe segmenty bliźniacze pod numerami 4/4A, 5, 6 i 7. Wszystkie te budynki zmieniły właścicieli po przejęciu przez Bank Gospodarstwa Krajowego i ich sprzedaży na wolnym rynku, począwszy od połowy lat trzydziestych.

Zgodnie z wykazem adresowym z 1939 r. właścicielem dworku pod numerem 3 był Czesław Czaki, przedstawiciel warszawskiego rodu węgierskiego pochodzenia. Czy miał syna lub siostrzeńca o tym samym imieniu? W powstańczych biogramach Muzeum Powstania Warszawskiego figuruje Czesław Czaki „Madziar”, rocznik 1922, członek Szarych Szeregów i żołnierz Armii Krajowej w batalionie „Parasol”, który poległ na Czerniakowie 20 września 1944 r. Pięć lat wcześniej był zdecydowanie zbyt młody jak na właściciela willi. Późniejszymi posiadaczami tego domu byli państwo Zarębowie, których pamięta Krzysztof Brodnicki, dawny mieszkaniec pobliskiego segmentu przy pl. Konfederacji.

Bliźniaczy dom nr 4/4A wyróżniają kolumnowe ganki osadzone przy bocznych elewacjach. Z jakichś względów spis z 1939 r. nie wymienia właściciela segmentu nr 4, natomiast połówka z numerem 4A należała przed wojną do Witolda Jackiewicza. Krzysztof Brodnicki pamięta, iż zamieszkiwał tam Stanisław Szułczyński (jak ustaliłem – redaktor naczelny pisma „Inwalida”), weteran pierwszej wielkiej wojny, który w bojach stracił obie nogi. Wolniutko chodził na dwóch protezach, wsparty na parze lasek, ale w końcu lat trzydziestych dysponował już samochodzikiem specjalnie przystosowanym do potrzeb inwalidy. Niemcy, którzy u progu okupacji zarekwirowali wszystkie prywatne samochody, pozwolili panu Szułczyńskiemu zatrzymać pojazd, honorując jego status weterana wojennego. Wszystkim starszym mieszkańcom „Zdobyczy” segment 4A kojarzy się jednak przede wszystkim z powojenną wytwórnią wody sodowej i oranżady rodziny Sitarków, działającą jeszcze w latach osiemdziesiątych. Syn producenta, Sławomir Sitarek, wspominał, że w oranżadę zaopatrywali liczne sklepiki, także szkolne, w wielu dzielnicach Warszawy, ja zaś pamiętam, jak na podwórku ładowało się syfony – chlorowaną wodąciągówką laną ze szlaucha i dwutlenkiem węgla z wielkich butli. Przed każdym Bożym Narodzeniem pan Sitarek sprzedawał choinki, z których niejedna znalazła się w moim domu.

O mieszkańcach „bliźniaka” pod piątką nie wiadomo mi nic ponadto, iż w 1939 r. był własnością Eugenii Kryńskiej (zapewne tożsamej ze zmarłą w 1947 r. szlachcianką herbu Przegonia), natomiast nieco różniące się od siebie domy bliźniacze nr 6 i nr 7 po upadku spółdzielni nabył Fundusz Domów Akademickich im. Gabriela Narutowicza. Pustynne wtedy tereny uznano za sprzyjające prewencji w walce z gruźlicą u studentów, chorobą będącą ówcześnie ogólnokrajową plagą. Dała ona jeszcze raz znać o sobie również po drugiej wojnie światowej, która straszliwie wyniszczyła społeczność, także akademicką, toteż oba domy jeszcze długo pełniły dotychczasową funkcję prewentorium. We wrześniu 1939 r. i w sierpniu roku 1944 r. „siódemka” dodatkowo mieściła ambulatorium dla ludności cywilnej, a „szóstka” AK-owski punkt sanitarno-ratowniczy, podczas powstania noszący nr 202, natomiast podczas okupacji niemieckiej w obu domach rezydowali rekonwalescenci, ranni podczas kampanii 1939 r. Właśnie z któregoś z tych domów wyszedł 1 sierpnia 1944 r. Władysław Rogowski, kapitan w stanie spoczynku i lekarz weterynarii. Odziany w mundur, chciał zobaczyć co się dzieje i zginął przy krzyżu na rogu ul. Kasprowicza, trafiony kulą snajpera z wieży AWF. Z domem nr 6 jest związana jeszcze jedna wojenna historia. Mimo, że podczas powstania cała okolica była kontrolowana przez Niemców, aż do 26 września Armia Krajowa utrzymywała tu tajny, nigdy nie zdemaskowany ośrodek łączności telefonicznej między Zgrupowaniem „Żywiciel” na Żoliborzu a Zgrupowaniem „Kampinos”, obsługiwany przez cztery dziewczyny. Inne łączniczki dostarczały tu i odbierały meldunki, przekradając się kilometrami przez niemieckie posterunki między Żoliborzem a puszczą.

Stojący w sąsiedztwie okazały „dwór” pod numerem 8 do września 1939 r. zamieszkiwała Konstancja Frauer, która potem gdzieś znikła, a domem opiekowali się wspomniani rekonwalescencji, a po nich znany nam już Ksawery Dzierżawski. Zwerbowany do NSZ, urządził w willi ośrodek szkoleniowy z licznymi skrytkami na broń i dla ludzi. Jakieś pół roku przed wybuchem powstania w sąsiedztwie domu doszło do przypadkowej strzelaniny z patrolem niemieckim. Wprawdzie chłopakom udało się nawiać, ale „meta” była stracona. W latach 90. kolejni właściciele willi nieco ją upiększyli pseudobarokowym szczytem.

Na koniec parę słów o mieszkańcach dworku nr 9. Przed wojną należał do małżeństwa Adeli z Jasińskich i Zygmunta Rozenów. On, z tytułem doktorskim, był uprzednio lekarzem powiatowym w Mińsku Mazowieckim oraz znanym tam organizatorem odczytów „higieniczno-sportowych” i koncertów z udziałem artystów scen warszawskich. Córka Rozenów, Hanna Dworakowska, absolwentka gimnazjum Hoffmanowej i Wydziału Lekarskiego UW, poszła w ślady ojca. Już przed wojną wyróżniała się aktywnością w akademickim Kole Medyków, a po 1945 r. zasłynęła jako lekarz społecznik, opiekunka osób niepełnosprawnych, przeważnie ze wsi, jak również jako organizatorka ośrodków opieki nad matką i dzieckiem, sanatoriów, domów zdrowia i Domu Medyka przy ul. Oczki. Jej inicjatywie zawdzięczamy też powstanie gmachów Instytutu Reumatologii przy ul. Spartańskiej, w którym pracowała od 1951 r. Imię lekarki nosi nagroda Serce na Dłoni – chyba czas najwyższy na tablicę pamiątkową przy Lipińskiej?

 

Podpis do fotografii: Lipińska w 1931 r. – domy o numerach 5, 7, 9 i 4.