Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Etno Młociny, czyli muzeum w pałacu hrabiego

W dawnym pałacyku Brühla spotykały się kultury ludów z różnych zakątków świata. Swego czasu młocińskie muzeum posiadało najbogatszą kolekcję etnograficzną w Polsce.

 

Mateusz Napieralski

Na końcu ulicy Muzealnej, za szpalerem drzew skrywa się zrujnowana rezydencja, pamiętająca czasy, kiedy w Rzeczypospolitej beztrosko „jedzono, pito i popuszczano pasa”. Budowlę wzniesiono dla wszechwładnego hrabiego Henryka von Brühl, będącego prawą ręka królów Polski z dynastii saskiej. Urokliwa posiadłość na wiślanej skarpie gościła arystokratów przybywających na huczne imprezy i polowania. Dwa wieki później w upaństwowionych komnatach ulokowano Muzeum Kultur Ludowych. Instytucja, powołana do życia w 1946 r., startowała w zasadzie od zera, bez jakichkolwiek eksponatów, ponieważ zbiory jej szacownego poprzednika, Warszawskiego Muzeum Etnograficznego, doszczętnie spłonęły we wrześniu 1939 r. Pałacyk miał być w założeniu tymczasową siedzibą MKL, które czekało na odpowiednie lokum w odradzającej się z gruzów Warszawie. Co ciekawe, już przed wojną architekci Oskar Sosnowski i Gerard Ciołek proponowali projekt skansenu w Młocinach.

 

Polska, Afryka i Oceania

Etnografowie udali się w teren i w ciągu niespełna dwóch lat skompletowali ponad sto strojów regionalnych z niemal całej Polski w powojennych granicach. Pierwszą wystawę, zatytułowaną „Polski strój ludowy”, otwarto w pałacowych wnętrzach 22 maja 1949 r. Ekspozycja, podzielona na sześć sal tematycznych, prezentowała bogactwo rodzimej kultury chłopskiej. Obok tradycyjnych ubiorów można było obejrzeć wiejskie sprzęty domowe (np. wyroby z wikliny), narzędzia rolnicze, malowidła, rzeźby, ozdobną ceramikę i tkaniny. Na ścianach wisiały pomoce naukowe w postaci map i schematów. Z czasem przybywało coraz więcej materiałów i dział kultury polskiej poszerzył się o pięć sal. Stan techniczny budynku pozostawiał jednak wiele do życzenia – ściany zaciekały, sypała się elewacja.

Krąg zainteresowań muzeum nie ograniczał się do krajowego podwórka. W lipcu 1950 r. w specjalnie wybudowanym pawilonie przy pałacu zainaugurowano stałą wystawę „Sztuka Afryki i Oceanii”, która wzbudziła duże zaciekawienie wśród odwiedzających i zgarnęła pozytywne recenzje prasowe. Gabloty ukazywały rytualne maski, figurki i bębny, uzbrojenie (dziryty, skórzane tarcze), plecionki z włókien drzewnych i liści oraz rozmaite ozdoby. Na wystawie nie zabrakło polskiego akcentu. Z portretów przypatrywali się zwiedzającym nasi wybitni badacze nieznanych lądów, m.in. Strzelecki, Rogoziński i Kubary. Egzotyczne eksponaty pochodziły w dużej mierze z przejętych kolekcji poniemieckich ze Śląska i Pomorza. Z roku na rok powiększały się zbiory tego działu: włączono część materiałów z Muzeum Wielkopolskiego w Poznaniu, napływały też dary przekazane przez polskich inżynierów i lekarzy pracujących w dalekich krajach. Wiele przedmiotów ofiarował dr Wacław Korabiewicz, podróżnik, dyplomata i badacz Afryki. Do Młocin trafiły prawdziwe perełki, jak choćby drewniany, misternie rzeźbiony tron wodza jednego z afrykańskich plemion oraz polinezyjski miecz z ostrzem wykonanym z zębów rekina – ten wyjątkowy oręż z pewnością należał do nieustraszonego wojownika!

Muzeum było otwarte codziennie od 10.00 do 18.00. Dysponowało dość skromną kubaturą w porównaniu do stale powiększającej się kolekcji. Na dziedzińcu wybudowano jeszcze jeden pawilon wystawienniczy, a w 1952 r. w pałacu Mostowskich na Tarchominie, tuż za rzeką, powstała filia placówki z wystawą wiejskich wnętrz mieszkalnych. MKL ponadto uruchomiło stałą ekspozycję w Częstochowie.

Mocno rozproszona instytucja (dyrekcja i biblioteka dostały lokal na Starówce) pełniła funkcję centralnego muzeum etnograficznego w kraju. W połowie lat 60. jej zbiory obejmowały aż 40 tys. przedmiotów ze wszystkich kontynentów.

 

Pracować w pałacu

Pan Krzysztof Chojnacki, długoletni pracownik działu kultury materialnej, podzielił się kiedyś ze mną wspomnieniami z czasów swojej pracy w Młocinach. W pałacu panowała koleżeńska, wręcz rodzinna atmosfera („to były cudowne wakacje!”). Ekipa liczyła kilkanaście osób. Na piętrach obu oficyn znajdowały mieszkania dla personelu. Pani Dąbrowska z Burakowa, zatrudniona na etacie sprzątaczki, gotowała sycące obiady na węglowej kuchni. Muzealnicy jadali w ciasnym korytarzyku przy składanym stole, którego boki należało podnosić, by móc przejść. Pracownia fotograficzna była niepodzielnym królestwem pana Czarneckiego, luksusem osobnego pokoju mógł pochwalić się również pan Piotr Szacki, kierownik działu kultury materialnej. Konserwacją muzealiów zajmował się pan Konstanty Tiunin, malarz specjalizujący się w restauracji malowideł. Na czele działu tkanin i strojów stała pani Kaznowska, a pani Kohutnicka odpowiadała za dział kultur pozaeuropejskich. W garażu przy zabytkowej stróżówce (dziś nieistniejącej) parkowała nyska, którą etnografowie jeździli na badania terenowe po całym kraju. Na dziedziniec zajeżdżała także dyrektorska wołga.

„Lewobrzeżni” pracownicy musieli przejechać dobre 18 kilometrów, by dostać się na Tarchomin, wszak przekraczali rzekę odległym Mostem Gdańskim. Pan Chojnacki wspominał, że zaprzyjaźnieni rybacy młocińscy nierzadko przeprawiali muzealników na swych łodziach.

 

Muzeum na wodzie

Królowa polskich rzek odegrała zresztą istotną rolę w działalności muzeum. Latem 1952 r. wyruszyła w trasę barka „Bat” z wystawą „Sztuka ludowa Mazowsza” na pokładzie. Według ówczesnej prasy była to pierwsza w Polsce (i bodaj w Europie!) pływająca galeria muzealna. Kilka lat później „Bat” zastąpiła trochę przestronniejsza „Złota Kaczka”, wyposażona w agregat prądotwórczy i szalupę ratunkową. W kolejnych sezonach wystawienniczych prezentowano, oprócz swojskich wytworów, sztukę ludów Afryki, Azji i obu Ameryk.

Barki pływały z Warszawy do Gdańska lub z Krakowa do Warszawy, zatrzymując się w wielu miejscowościach. Podróż trwała nawet kilkanaście tygodni. Niektóre wyprawy podążały aż na Dolny Śląsk szlakiem Wisła-Odra. Załoga składała się najczęściej z dwóch pracowników naukowych i doświadczonego szypra, pana Hinze, przedstawiciela starej, wodniackiej rodziny z Bydgoszczy. Etnografowie prowadzili na pokładzie prelekcje popularnonaukowe. Nawodne wystawy cieszyły się dużą frekwencją. Docierały nie tylko do odbiorców z dużych miast, ale przede wszystkim do tych z mniejszych ośrodków, pozbawionych instytucji kulturalnych.

 

Nowa lokalizacja

W połowie lat 50. nastąpiły zmiany organizacyjne: placówkę przemianowano na Muzeum Kultury i Sztuki Ludowej, a dotychczasowego dyrektora dr. Jana Żołnę-Manugiewicza zastąpił na stanowisku prof. Ksawery Piwocki z ASP. Kolekcja rozrosła się, nie było miejsca na jej właściwe wyeksponowanie. W gazecie „Zielony Sztandar” z 30 lipca 1961 r. możemy przeczytać, że „muzeum z powodu ciasnoty zamknęło swe podwoje dla zwiedzających”. Odtąd w pałacyku działały wyłącznie magazyny zbiorów oraz pracownie naukowe i konserwatorskie, a eksponaty wędrowały na zewnętrzne wystawy.

MKiSL otrzymało wreszcie „przydział” na ul. Kredytową, gdzie funkcjonuje do dziś jako Państwowe Muzeum Etnograficzne. Etapowa przeprowadzka trwała parę ładnych lat, zakończyła się dopiero w 1972 r. Zwolnione komnaty przeznaczono na pokoje Domu Zasłużonego Twórcy Związku Literatów Polskich, młocińskiego „Skolimowa” dla ludzi pióra. Ten skądinąd ciekawy projekt, zakładający gruntowną rewitalizację całego założenia pałacowo-parkowego, pozostał tylko na papierze.

O muzealnym epizodzie przypomina nazwa ulicy prowadzącej do pałacu, nadana w maju 1960 r. Tajemnicza rotunda nad glinianką to nieukończony pawilon kultur pasterskich, służący za prowizoryczny magazyn eksponatów.