Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Historie znad Stawów Kellera

Ten urokliwy zakątek ma interesującą przeszłość, choć sam patron parku nie był sympatyczną osobą.

Mateusz Napieralski

 

Bielańska „dolina dwóch stawów” była niegdyś częścią założenia pałacowo-parkowego królowej Marii Kazimiery Sobieskiej, zwanego Marymontem (Górą Marii). W czasach saskich marymoncki lasek przekształcono w zwierzyniec, w którym odbywały się monarsze polowania i uczty zakrapiane winem z lokalnej winnicy. Późniejsi właściciele udostępnili park szerszemu gronu zwiedzających, a na stawach urządzono ozdobny wodospad. Kaskada, gdyż taka nazwa przylgnęła do tej przyjemnej okolicy, w dobie Królestwa Kongresowego stała się modnym miejscem rekreacji dla warszawiaków. Nad szumiącą wodą do tańca przygrywały orkiestry, nierzadko w blasku fajerwerków, zaś zimą do głównych atrakcji należały szlichtady, czyli ślizgawki. Wokół wyrosły domy letniskowe. Strawę i trunki zapewniały dobrze zaopatrzone gospody.

Pod koniec XIX w. Kaskada zaczęła stopniowo tracić swój wypoczynkowy i rozrywkowy charakter. Tereny dawnego parku uległy parcelacji, w pobliżu powstawały niewielkie zakłady przemysłowe. Działkę ze stawami – w dokumentach noszącą nazwę „Osada Kaskada Fabryczna Nr 1 B” – objął w posiadanie Berek Wolfkowicz, który założył tam farbiarnię przędzy jedwabnej. Interes kręcił się przez kilka lat, ale już latem 1901 r. przedsiębiorca wystawił plac z zabudowaniami na licytację.

 

Omijajcie farbiarnię Kellera!

Posesję, na której znajdowały się „dom murowany jednopiętrowy, w części fabryczny, budynki fabryczne drewniane, oficyna, stajnia, stawy, farbiarnia, kocioł parowy i maszyny”, przejął Emil Keller. Internetowe opracowania podają, że uruchomił on zakład w 1908 r., jednak przeczą temu wzmianki z warszawskiej prasy, z których jednoznacznie wynika, że prowadził farbiarnię co najmniej od 1904 r. Przedsiębiorstwo działało pod adresem Kaskada Dolna 33, przemianowanym na Gdańską 33 po włączeniu tego rejonu do Warszawy.

Keller źle traktował podwładnych. Jedno z robotniczych czasopism w 1911 r. okrzyknęło go nawet „ober-wyzyskiwaczem”, mającym pracowników za „bydło”. W sierpniu 1922 r. farbiarze odeszli od maszyn (zresztą nie pierwszy raz), by domagać się podwyżek. Sytuację opisała gazeta „Robotnik”: „Związek zawodowy robotników przemysłu chemicznego wystosował żądanie 50 proc. podwyżki dla robotników farbiarni p. Kellera w Kaskadzie (pod Warszawą) ul. Gdańska. W odpowiedzi p. Keller napisał, żeby... zmienić delegatów, bo są «za młodzi» i ze smarkaczami nie będzie wcale mówił. Gdy przedstawiciel Związku udał się osobiście do p. Kellera, ten nawymyślał w najordynarniejszy sposób robotnikom (w języku niemieckim), nazywając ich świńską bandą itp. Gdy robotnicy zwrócili się do niego o ostateczną odpowiedź w sprawie podwyżki, oświadczył, że da 20 proc. Robotnicy postanowili urządzić strajk, wobec bardzo niskich zarobków, zupełnie niewspółmiernych z obecną drożyzną. […] Na godzinę przed przerwaniem przez robotników pracy, Keller wezwał komisarza 26-go okręgu w asystencji posterunkowego, poczem zawołano dwóch delegatów, pytając ich, czy robotnicy mają wysadzić kotły w powietrze. Robotników to wprawiło w zdumienie. Wszak nie oni, a p. Keller powiedział, że raczej fabrykę w gruzy wywróci, niż da podwyżkę. Szanowni towarzysze! Omijajcie tę fabrykę, aż do odwołania”. Można powiedzieć, że przemysłowiec z Kaskady trafił na czarną listę pracodawców. Niespełna rok później farbiarze znów upomnieli się o podwyżki. Rozsierdzony Keller wezwał policję, by spacyfikować „bunt”, ale funkcjonariusze powstrzymali się od interwencji, ponieważ nie stwierdzili żadnego niebezpieczeństwa.

Fabrykant notorycznie zalegał z opłacaniem składek na Ubezpieczalnię Społeczną, co skończyło się dla niego tygodniową odsiadką w kwietniu 1937 r. Niebawem osada Kaskada Fabryczna po raz kolejny poszła pod aukcyjny młotek.

 

Loft państwa Norblinów

Budynek upadłego przedsiębiorstwa kupił Stefan Norblin, wybitny malarz i ilustrator, autor stylowej serii plakatów promujących Polskę za granicą. Wraz z żoną Leną Żelichowską-Norblin, znaną aktorką teatralną i filmową, zaadaptowali farbiarnię na willę „Kaskada”, w której miało powstać ich prywatne studio filmowe. Latem 1939 r. część mieszkalna była już gotowa, trwały jeszcze prace nad wykończeniem atelier w dawnej hali przemysłowej, a także ogrodu nad stawami.

Wybuch wojny pokrzyżował plany artystów. Norblinowie we wrześniu opuścili kraj i udali się przez Rumunię, Turcję, Irak i Persję do Indii, dokąd dotarli w 1941 r. (docelowo pragnęli dostać się do Stanów Zjednoczonych). Indyjscy arystokraci chętnie zatrudniali polskiego plastyka do dekoracji wnętrz swych rezydencji. Artysta łączył formy art déco z motywami zaczerpniętymi z hinduskiej mitologii. Za najwspanialsze dzieło Stefana Norblina z tego okresu uważa się malowidła w gigantycznym pałacu Umaid Bhawan, należącym do maharadży Dźodhpuru.

W Indiach państwu Norblinom urodził się syn Andrzej (Andrew). Po wojnie rodzina wyjechała do Stanów Zjednoczonych i osiadła w San Francisco. W 1952 r. Stefan Norblin, załamany postępującą utratą wzroku, popełnił samobójstwo.

 

Powstańcza reduta

W 1940 r. opustoszałą willę „Kaskada” zajęła firma agrotechniczna „Janusz Kirchmayer i Jan Marczewski” i przebudowała posiadłość na wytwórnię oleju roślinnego. Podczas powstania warszawskiego olejarnia przy Gdańskiej była niemieckim umocnionym punktem oporu. 1 września 1944 r. żołnierze z kompanii porucznika Jerzego Zdrodowskiego „Kwarcianego”, wchodzącej w skład żoliborskiego zgrupowania „Żubr”, opanowali tę placówkę. W natarciu zginął jeden z powstańców, a kilku odniosło rany.

Na zdobycznym oleju smażono placki z dyni i ziemniaków wykopanych na okolicznych działkach, warzono także proste zupy. Jak wspominała łączniczka Krystyna Domańska „Ksenia” w wywiadzie dla Muzeum Powstania Warszawskiego: „Żoliborz olejem wtedy płynął. Poślizgnąć się można było na ulicy. Nosili w jakichś bańkach, naczyniach, wylewało się trochę. Wszyscy dostali. I cywile, i wojsko przede wszystkim”.

Olejarnia była najdalej wysuniętym w stronę Bielan stanowiskiem „Żubrów”. Według ustaleń doktora Grzegorza Jasińskiego (w fascynującej książce „Żoliborz 1944”) załoga liczyła od 50 do 60 żołnierzy. Powstańcy, odpierając dalsze natarcia przeciwnika, utrzymali się tam do 14 września, kiedy to, zagrożeni odcięciem od głównych sił, musieli się wycofać. Wskutek ostrzału artyleryjskiego fabryka uległa poważnemu zniszczeniu. Jej wypalone ruiny widnieją na zdjęciach lotniczych z 1945 r.

 

Park na nowo

Minęło nieco lat i stawy u podnóża skarpy ponownie stały się przestrzenią relaksu, choć już w innej formie. W czerwcu 1994 r. park otrzymał obecną nazwę. Na łamach „Gazety Wyborczej” pisano przy tej okazji, że „ten cichy zakątek z pięknym starodrzewem łatwo może zauroczyć”, z czym zgadzam się w zupełności.

W październiku 2012 r., kiedy szczątki państwa Norblinów sprowadzono ze Stanów i pochowano na Starych Powązkach, w pobliżu miejsca, gdzie stała willa „Kaskada”, odsłonięto pamiątkowy kamień. Wymarzony dom artystycznego małżeństwa znajdował się dokładnie pomiędzy dzisiejszym placem zabaw a budynkiem pod adresem Gdańska 27/31. Willę możemy zobaczyć na fotografiach ze zbiorów Andrzeja Norblina, opublikowanych m.in. na portalu warszawa1939.pl oraz w książce Grzegorza Rogowskiego „Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji”, zawierającej rozdział poświęcony Lenie Żelichowskiej.

Nazwę Kaskada, historycznie wszak wiążącą się ze stawami między ulicami Gdańską a Kolektorską, przyjął inny park, znajdujący się nieopodal, na terenie dzielnicy Żoliborz.

 

Mateusz Napieralski