Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Tajemnica Ewarysta Backiego

Przez całe życie moja mama nigdy nie sprzątała mieszkania, używając miotły. Zawsze zdejmowała z niej kij, i używała samej szczotki. Zastanawiałem się, dlaczego tak robi, na jaką czyni to pamiątkę. Gdy ją o to spytałem, odpowiedziała mi, że gestapowcy właśnie kijem od miotły tak bili jej brata Ewarysta Bronisława Backiego, aż stracił przytomność.

I ten kij kojarzył się mojej mamie właśnie z tą zbrodnią – opowiada pan Adam Wójcik, siostrzeniec młodego żołnierza Armii Krajowej z Młocin, którego ulica może niedługo wrócić na Bielany.

Przemysław Burkiewicz

O Ewaryście Backim piszemy w „Naszych Bielanach” od kilku miesięcy. Po moim felietonie dotyczącym przywracania przez stołecznych rajców historycznych nazw ulic (m.in. Sosnowej, Parysowskiej, Kłopot, Moczydło itd.) radna Agnieszka Gola (Razem dla Bielan) rozpoczęła działania mające na celu przywrócenia na Młocinach ulicy Ewarysta Bronisława Backiego. Taka nazwa już na tym osiedlu bowiem funkcjonowała – nadano ją dokładnie 14 października 1960 roku. Jednak ulica, wraz z sąsiednimi Ilustracji i Rytmy – została skasowana przy okazji budowy węzła Wisłostrady z ulicami Marymoncką i Pułkową w latach siedemdziesiątych. Mimo tego na planach Warszawy pojawiała się aż do początku lat dziewięćdziesiątych, a w spisie kodów pocztowych znaleźć można przypisany jej przed laty kod: 01-966.

Saga rodu Backich

Po naszych publikacjach poświęconych Ewarystowi Backiemu, do redakcji „Naszych Bielan” zgłosił się pan Adam Wójcik. Jego mama Alicja była rodzoną siostrą młocińskiego bohatera. – Moi dziadkowie, Marianna i Józef Baccy, zajmowali się ogrodnictwem. Dziadek miał na Grochowie plantację owocowo-warzywną. W latach dwudziestych chcieli kupić ziemię, ale ze względu na inflację i spadającą na łeb, na szyję wartość ówczesnych pieniędzy, nie mogli sobie jednak pozwolić na taką inwestycję. Koniec końców trafili na Młociny, gdzie wydzierżawili ziemię i rozpoczęli hodowlę pomidorów – wspomina pan Adam Wójcik. Jak opowiada, fortuny się nie dorobili, ale biedy nikt nie cierpiał. – Raz było lepiej, raz było gorzej, ale wszyscy byli ubrani i najedzeni – zaznacza. Gdy 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowali Polskę i wybuchła II wojna światowa, uciekinierzy z Warszawy przemierzali m.in. Młociny. – Ludzie byli głodni. Brali pomidory z hodowli Backich, ale dziadkowie nie robili z tego problemu. Warszawiacy wyszli z miasta, jak stali, niemal boso. Nieliczni wymieniali jakieś dobra, czy nawet pieniądze, za warzywa. Wtedy skończył się tamten świat – opowiada Adam Wójcik. Na przełomie 1941 i 1942 roku Niemcy zabrali Józefa Backiego na roboty przymusowe. Wrócił schorowany. – Cierpiał na zapalenie płuc i zmarł w 1942 roku. Nie miałem więc okazji poznać dziadka – mówi pan Wójcik, który urodził się dekadę po wojnie. Józef i Marianna Baccy mieli troje dzieci: najstarszą Irenę, „średniego” Ewarysta Bronisława oraz najmłodszą Alicję.

W szponach gestapo

Ewaryst Bronisław Backi urodził się w 1915 roku w Warszawie. Do niedawna nie było wiadomo o nim zbyt wiele. Nieliczne źródła podawały, że raz był żołnierzem Armii Ludowej, raz – że Armii Krajowej. Nam ostatecznie dużo udało się ustalić, by przybliżyć jego postać warszawiakom, a przede wszystkim – mieszkańcom Bielan. Na jednej z zachowanych do dziś fotografii legitymacyjnych widać wyraźnie pieczęć dawnego Gimnazjum Ojców Marianów, które przed wojną działało przy pokamedulskim klasztorze. – Wujek należał do Armii Krajowej i był zbrojmistrzem. Zajmował się konserwacją broni. Ktoś zdradził oddział. Ze względu na ważną funkcję wujka, Niemcy postawili sobie za punkt honoru znalezienie go. W sylwestra 1943 roku wpadli do domu Backich na Syberii (to dawna część Młocin – przyp. red.) i rozpoczęli przesłuchanie. Tłukli wujka kijem od miotły, bili pięściami, kopali. Ewaryst jednak nikogo nie sypnął. Nie zdradził ani jednego nazwiska czy pseudonimu, co rozwścieczyło gestapowców. Było już po północy, a więc 1 stycznia 1944 roku, gdy hitlerowcy zabrali go do samochodu i pojechali na obecną ulicę Farysa. Kazali komuś wykopać dół i wrzucili Ewarysta do niego. Kazali zakopać. Gdy odjechali, ludzie szybko rozkopali prowizoryczny grób, mając nadzieję, że wujek żyje. Niestety, Ewaryst był już martwy – relacjonuje Adam Wójcik.

1 czy 2 stycznia?

Ewaryst Bronisław Backi został pochowany na cmentarzu Bródzieńskim. – Wciąż nie wiem, dlaczego w akcie zgonu wujka widnieje data 2 stycznia 1944 roku. Może dopiero wtedy udało się jego zgon zgłosić w magistracie? A może to omyłka pisarska? Tego już nie ustalimy, ale jedno jest pewne: śmierć nastąpiła 1 stycznia – zaznacza Adam Wójcik. Dziś w jednym grobie bohaterski żołnierz spoczywa wraz ze swoją siostrą Ireną Frankowską (zm. w 1998 r.) i szwagrem Janem Frankowskim (zm. w 1982 r.). Rodzice Ewarysta spoczywają w grobie obok syna.

Powrót jego ulicy

Poza nadaniem w 1960 roku nazwy ulicy Ewaryst Backi został jeszcze upamiętniony kamieniem w miejscu jego kaźni. – Co roku 31 grudnia jeżdżę tam i zapalam duży znicz. Widzę też, że inni młociniacy palą tam lampki i kładą kwiaty. To bardzo miłe, ale i tak nie zwróci życia odebranego młodemu człowiekowi. I to jeszcze w tak okrutny sposób – zamyśla się Adam Wójcik. Sam wspomnianej ulicy nie pamięta. – Byłem za młody, żeby interesować się takimi sprawami. Jako nastolatkowi nie w głowie było mi zajmowanie się historią – przyznaje. Prawdopodobnie nie zachowało się też żadne zdjęcie samej ulicy czy tabliczki z nazwą. A może nasi Czytelnicy mają w albumie taką fotografię? Jeśli tak, to bardzo proszę o kontakt z redakcją.
Radna Agnieszka Gola rozpoczęła starania o przywrócenie nazwy ulicy Backiego na Młocinach. Zaproponowała tzw. Pułkową-bis oraz przedłużenie ul. Zofii Roesler. Niestety, w obu miejscach nie można nadać nazwy: przy Pułkowej-bis stoją domy o adresie „Pułkowa”, zaś przedłużenie Roesler nie jest ulicą, tylko nieformalnym dojazdem do posesji. Trzeba więc szukać dalej, ale mieszkańcy podpowiedzieli, że jest jedno miejsce, które jest bardzo blisko pierwotnej ulicy Backiego. To fragment Prozy między Marymoncką a Farysa. Nie ma tam żadnych adresów – budynki z adresem od ulicy Prozy znajdują się bowiem dopiero w głębi osiedla – więc nikt nie zostałby obciążony wymianą dokumentów.
Sprawa Ewarysta Backiego zdaje się być opisana możliwie najbardziej rzetelnie. Pozostaje mieć teraz nadzieję na przywrócenie ulicy jego imienia. Ale to już kompetencja radnych.