Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Wojna światów na Zabłocińskiej

Jeszcze czterdzieści lat temu pośród nowej, wielorodzinnej zabudowy ukryte były ostatnie relikty dawnego świata. Tak było na Mokotowie, Targówku, Bródnie, ale też na Rudzie. Pojedyncze kamienice, domki, warsztaty – to wszystko było skazane na zagładę przez planistów i urbanistów. Nastała wojna światów: stary musiał ustąpić nowemu. I nie było od tego wyroku odwołania do żadnej instancji.

Fototeka

Przemysław Burkiewicz

Widoczny na zdjęciu budynek znajdował się przy ulicy Zabłocińskiej. Takich domów – zbudowanych z sosnowego drewna – było kiedyś na dawnych stołecznych przedmieściach wiele. Znaczna część spłonęła w 1939 i 1944 roku, ale jeszcze do końca PRL drewniaki można było spotkać tu i ówdzie. Dziś, aby obejrzeć takie budynki, musimy pofatygować się na Wólkę Węglową, Młociny, albo na Placówkę. Marymont, Słodowiec czy Ruda została z takich reliktów skutecznie wyczyszczona.

Dom ze zdjęcia stał jeszcze w latach osiemdziesiątych. Już na fotografii widać, że jest opuszczony i za kilka chwil przestanie istnieć. Dorobek poprzednich pokoleń okraszony twórczością i pomysłowością dawnych cieśli oraz mistrzów stolarskich przepadł, i nikt o nim nie pamięta. Zresztą, mimo coraz popularniejszych odwołań do dawnych warszawskich klimatów, takich obiektów jest coraz mniej. Nie raz pisaliśmy w „Naszych Bielanach” o tym, jak wyglądały zapomniane ulice Rudy i Kaskady. Jeszcze dwie dekady temu ulica Chlewińska była brukowana kocimi łbami, a wzdłuż krawężników ciągnęły się rynsztoki. Na Brochowskiej dogorywają ostatnie gołębniki, a ogródki i altanki z ulicy Smoleńskiego zostały zastąpione nowymi apartemantowcami. Nie ma już warsztatów, sklepików, a przy Marymonckiej 16 niemal na naszych oczach rozpada się kamienica pani Mincbergowej – świadek strasznego Września 1939 roku – przy której żołnierze Wojska Polskiego wspólnie z bohaterskimi mieszkańcami okolicznych domów budowali barykady, mające na celu zatrzymanie potwornej armii Hitlera.

Tak jak umierają ludzie, odchodzą też domy, ulice, a nawet całe dzielnice. Nie zostaje kamień na kamieniu. Kto dziś pamięta resztki młyna słodowieckiego przy ulicy Słowackiego? Kto pamięta sklep mięsny państwa Wdowiarskich? Wreszcie: czy ktoś pamięta jeszcze gwizd ciuchci, przez kilka lat kursującej przez Bielany do Młocin, Łomianek i Palmir? Chyba już dosłownie garstka osób. Tak jak drewniak przy Zabłocińskiej, w którym kiedyś toczyło się życie, rodziły się i umierały kolejne pokolenia bielańczyków, a z czasem po prostu został rozwalony kilkoma ruchami łychy koparki…

A my zachęcamy Państwa do przeglądania rodzinnych albumów i wysyłanie zdjęć związanych z dzielnicą do naszej Bielańskiej Fototeki na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub umówienie się na zeskanowanie fotografii pod nr tel. 22 4434762.