Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Cimitero Militare Italiano in Polonia

Na cmentarzu przy ul. Marymonckiej spoczywają żołnierze włoscy, którzy zmarli na ziemiach polskich w czasie obu wojen światowych. Jakie były okoliczności powstania tej wyjątkowej nekropolii?

Mateusz Napieralski

 

Kiedy rozpoczęła się I wojna światowa, Włochy były związane sojuszem z Niemcami i Austro-Węgrami, zwanym Trójprzymierzem. Przyjęły jednak neutralną postawę, śledząc rozwój wydarzeń. Wiosną 1915 r. państwo włoskie zmieniło kurs i opowiedziało po stronie Ententy, czyli Francji, Wielkiej Brytanii i Rosji. Włosi walczyli na górzystym froncie w Słowenii i północnej Italii z wojskami austro-węgierskimi, a następnie niemieckimi. Około 600 tysięcy włoskich żołnierzy dostało się do niewoli. Trafiali następnie do obozów jenieckich w Austrii i Niemczech, w tym również na ziemiach polskich pod zaborami (w Galicji, Wielkopolsce, Górnym Śląsku, Pomorzu). Wielu jeńców zmarło z ran, chorób i wycieńczenia przymusową pracą; ich zwłoki grzebano na przyobozowych cmentarzach.

Po Wielkiej Wojnie państwo włoskie odszukiwało miejsca pochówków swoich rodaków. Latem 1929 r. ambasada Włoch w Warszawie wystosowała do magistratu stolicy prośbę o udostępnienie miejsca na urządzenie odpowiedniego, godnego cmentarza dla żołnierzy włoskich, których mogiły były rozsiane po całej Polsce. Magistrat zgodził się wydzielić obszar o powierzchni 0,6 hektara położony między wsią Młociny a Lasem Bielańskim, tuż przy Szosie Marymonckiej, w pobliżu dawnego rosyjskiego fortu. Teren znajdował się za granicą miasta, był gruntem państwowym. „Kurier Warszawski” w wieczornym wydaniu z 12 sierpnia 1929 r. tak opisywał koncepcję nekropolii: „Na tle istniejących wałów powstanie wspaniałe mauzoleum na cześć żołnierzy italskich. Będzie to pomnik–grobowiec o charakterze monumentalnym”. Jesienią rozpoczęły się ekshumacje zwłok z prowizorycznych miejsc pochówków. Na mocy umowy – której odpis znalazłem w Archiwum Akt Nowych – zawartej 5 grudnia 1929 r. pomiędzy Skarbem Państwa reprezentowanym przez inżyniera Władysława Trylińskiego a włoskim attaché wojskowym kapitanem Lodovico Donatim, przekazano Włochom teren (w dzierżawę na 36 lat) za symboliczną złotówkę rocznie. Zwracam uwagę na ten dokument, ponieważ jako datę założenia cmentarza żołnierzy włoskich błędnie podaje się rok 1926 lub 1927.

Uroczystość otwarcia odbyła się 10 czerwca 1930 r. Poświęcenia cmentarza dokonał, odprawiwszy polową mszę żałobną, nuncjusz apostolski kardynał Francesco Marmaggi. Włoski minister spraw zagranicznych Dino Grandi wygłosił przemówienie, w którym nawiązał do historii włosko-polskich relacji i tradycji wojskowych. Obecni byli członkowie korpusu dyplomatycznego w Warszawie, m.in. ambasadorzy Alberto Franklin-Martin (Włochy) i Jules Laroche (Francja). Stronę polską reprezentowali kardynał Aleksander Kakowski, szef MSZ August Zaleski oraz komendant stołecznego garnizonu, generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski (słynny kawalerzysta i kobieciarz, skądinąd późniejszy ambasador RP we Włoszech). Wartę honorową przy grobach wystawiła kompania reprezentacyjna z warszawskiego 36. Pułku Piechoty Legii Akademickiej, a wojskowa orkiestra odegrała włoski hymn.

Architektura nekropolii, zaprojektowana we włoskim Biurze Technicznym Komisariatu Głównego ds. Cmentarzy Wojskowych, czerpie ze sztuki starożytnego Imperium Romanum, do którego potęgi odwoływało się państwo pod rządami Benita Mussoliniego. Cmentarz ma plan kwadratu. Dwie krzyżujące się na środku główne alejki dzielą go na cztery kwatery, zawierające po osiem rzędów mogił. Pochówki znajdują się także wzdłuż muru. Regularny kształt nekropolii nasuwa skojarzenie z rozplanowaniem wojennych obozów legionów rzymskich. Spoczywa tu blisko 870 włoskich ofiar I wojny światowej. Na płytach nagrobnych widnieją informacje: nazwisko, imię i data śmierci żołnierza oraz nazwa jednostki, w której służył. Materiał kamienny sprowadzono z płaskowyżu Carso; zresztą wszystkie elementy wystroju cmentarza, oprócz żwiru na alejkach, pochodzą z dalekiej Italii. Nie zabrakło też topoli, rzecz jasna – włoskich.

Nekropolię otacza mur z kratownicami ozdobionymi tarczami, mieczami i liśćmi wawrzynu, symbolami chwały i zwycięstwa. Pierwotnie na cmentarz wchodziło się przez imponująca bramę – łuk tryumfalny – pokrytą płytami z piaskowca. Widniały na niej napisy „Cimitetro Militare Italiano Guerra 1915-1918” i „Italski Cmentarz Wojskowy Wojna 1915-1918” oraz płaskorzeźby: z lewej strony orzeł, znak armii imperium rzymskiego, z prawej herb Królestwa Włoch. Łuk rozebrano podczas remontu na początku lat 70., a dwie dekady później cmentarz został ogrodzony dodatkowym murem, naśladującym ten dawniejszy.

Na gazonach stoją dwa kamienne ujęcia wody, przerobione na kwietniki. Przypominają rzymskie sarkofagi z „esowatymi” żłobieniami (autentyczny tego typu zabytek możemy zobaczyć w Galerii Sztuki Starożytnej Muzeum Narodowego w Warszawie), są ozdobione płaskorzeźbami Wilczycy Kapitolińskiej karmiącej braci Romulusa i Remusa, mitycznych założycieli Rzymu. Główną oś nekropolii niegdyś podkreślał pomnik w formie rzymskiego grobowca z girlandą i mieczami oraz łacińską sentencją „Pro patria defuncti in terra fideli requiescunt” („Polegli za ojczyznę spoczywają w wiernej ziemi”). Monument został zastąpiony – prawdopodobnie na początku lat 60. – prostym ołtarzem z krzyżem, wykonanym z ciemnego marmuru. Za nim znajduje się tablica z nazwiskami ponad stu żołnierzy włoskich z I wojny światowej, którzy nie zostali ekshumowani z przyobozowych cmentarzy z terenu Polski, ponieważ nie udało się odnaleźć ich ciał.

W czasie II wojny światowej Włochy były sojusznikami nazistowskich Niemiec. Latem 1943 r. nastąpił przewrót – marszałek Pietro Badoglio odsunął od władzy Mussoliniego, zawarł rozejm z aliantami i wypowiedział wojnę Hitlerowi. W odwecie Niemcy internowali wielu żołnierzy włoskich w obozach jenieckich, zsyłali ich także do obozów koncentracyjnych. W latach 1957-1959 dokonano ekshumacji Włochów zmarłych i zamordowanych w czasie II wojny światowej, których mogiły znajdowały się na obszarze powojennej Polski. Ponad 1400 spoczęło na bielańskim cmentarzu. Dla ofiar wybudowano dwie katakumby, północną zdobi złoty napis „L'Italia ai suoi caduti che riposano in terra polacca Guerra 1915-1918 Guerra 1940-1945” („Włochy swoim poległym spoczywającym w ziemi polskiej...”), południową zaś „Ricordate e meditate il nostro sacrificio” („Pamiętajcie i rozmyślajcie o naszej ofierze”). Pomiędzy katakumbami stoją dwie tablice, upamiętniające Włochów zamordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych. Nazwiska ofiar II wojny spoczywających na cmentarzu wyryto na kamiennych płytach w pobliżu wejścia przy wewnętrznym murze. Przy skrzyżowaniu głównych alej usytuowano grób symboliczny sześciu generałów armii włoskiej, rozstrzelanych przez Niemców w Kuźnicy Żelichowskiej w styczniu 1945 r.

Złożenie kwiatów na cmentarzu przy ul. Marymonckiej 40 było i jest nieodłącznym punktem oficjalnych wizyt delegacji włoskich w Warszawie. Byli tu m.in. prezydenci Giuseppe Saragat, Francesco Cossiga i Romano Prodi. W lutym 1939 r. rodaków odwiedził hrabia Galeazzo Ciano, minister spraw zagranicznych, prywatnie zięć Mussoliniego.

Nad grobami powiewa trójkolorowa flaga. Cmentarz jest otwarty codziennie od 10 do 17, opiekuje się nim włoska ambasada. W białym domku pomiędzy murami mieszka polska rodzina dbająca o należyty porządek. Przed wojną urzędowali tam włoscy dozorcy. Jeden z nich, Arigo Petruzzi, w styczniu 1932 r. przeżył chwilę grozy. Usłyszawszy głośne śpiewy, wyjrzał przez okno i zobaczył grupę dziwnie odzianych postaci. Był przekonany, że nieznajomi chcą go zamordować. Niewiele myśląc, chwycił za rewolwer i drżącą ręką oddał kilka niecelnych strzałów. Na miejsce przyjechała policja, interweniowała nawet ambasada. Okazało się, że Włoch, nie znając lokalnych obyczajów, o mały włos nie pozabijał... miejscowych kolędników.