Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 

1918 r. – Bielany u progu niepodległości Polski (3)

Wojenne majówki w Lesie Bielańskim

Po wybuchu pierwszej wojny światowej tradycyjne leśne popasy w Zielone Świątki straciły wiele na atrakcyjności i beztrosce, szczególnie po zajęciu Warszawy przez nowego najeźdźcę. Jak pisał w swej znakomitej książce „Zabawy na Bielanach” Władysław Lech Karwacki, „znacznie mniej było karuzeli, huśtawek, nie bardzo też starczało ochoty, a nawet i sił do tańca. Dawne biesiady pod dębami ograniczały się do bardzo skromnych posiłków, składających się najczęściej z kawałka chleba wypiekanego z domieszką kartofli i otrąb”. Przypomnijmy, że od 1915 r. pod niemiecką okupacją obowiązywał system kartkowy z głodowymi, a mimo to jeszcze parokrotnie zmniejszanymi przydziałami podstawowych artykułów. Przy ciągłym niedostatku mąki nie wolno było wypiekać białego chleba, a i ten ciemny był na potęgę fałszowany, albo po prostu znikał z miejskich składów dystrybucyjnych wraz z kartoflami i cukrem, by pojawić się potem na bazarach z odpowiednio wyższą ceną.

Wszystkie powyższe trudności nie były jednak w stanie powstrzymać warszawian przed tłumną wyprawą do Lasu Bielańskiego w dzień Zesłania Ducha Świętego, czyli Zielonych Świątek, na związany z nimi dwudniowy odpust. Nie dysponujemy szczegółową relacją z roku 1918, ponieważ 19 maja trwał już kilkutygodniowy strajk drukarzy, który spowodował zawieszenie wydań gazet codziennych, w przypadku dziewięciu najważniejszych chrześcijańskich tytułów zastąpionych dopiero 28 maja jednym, bardzo zwięzłym biuletynem. Zmuszeni więc jesteśmy sięgnąć do opisu w „Kurierze Warszawskim” z roku 1917, który mówi o masowej frekwencji ludności przybywającej do kościoła parostatkami, „umajonymi wehikułami”, a nawet pieszo. Licznie stawili się także warszawscy hierarchowie kościelni, a cykl nabożeństw rozpoczęto w sobotę 26 maja od prymarii celebrowanej przez miejscowego proboszcza, ks. Jakowskiego. W drugim dniu odpustu sumę celebrował jego poprzednik, ks. Michał Pogorzelski, który – jak wiemy z poprzedniego felietonu – zainicjował przed wojną generalny remont bielańskiego kościoła. Gazeta podkreśliła, iż „zabawy miały znacznie mniej zwolenników. Nie było tradycyjnych huśtawek i karuzeli z hałaśliwemi orkiestrionami”. W zamian tłumnie odwiedzano grób Stanisława Staszica i sprzedawano kwiaty „na schronisko dla ubogich dzieci”. W ciężkich wojennych czasach nie wypadało po prostu bawić się, choć ten niepisany zakaz omijano metodą łączenia rozrywki ze zbiórką na pożyteczny cel, najchętniej właśnie na wspomożenie biednych, często głodujących dzieci. Przykładowo 14 czerwca 1918 r. została zorganizowana pięciogodzinna wycieczka parowcem na Bielany i z powrotem, z której wpływy zostały przeznaczone „na dochód uczennic 55 Koła szkoły pani Turkiewicz”. Jeśli chodzi o uczestników, to w tym przypadku z pewnością na biednych nie trafiło, toteż podczas rejsu przygrywała orkiestra, a późna pora wypadu (w godzinach od 16 do 23) sprzyjała tańcom i korzystaniu z dobrze zaopatrzonego bufetu.

W porównaniu z tysiącami warszawian odwiedzających dawną pustelnię kamedulską podczas odpustu, przybycie w 1918 r. ledwie nieco ponad 500 osób na obchody rocznicy Konstytucji 3 Maja może nie warte byłoby odnotowania, ale prawicowa polska prasa podchwyciła temat, ze względu na „narodowy” aspekt wydarzenia. Obchody zorganizowało nacjonalistyczne, silnie antysemickie Towarzystwo Popierania Przemysłu i Handlu Polskiego „Rozwój” oraz powiązane z nim związki zawodowe polskich właścicieli małych firm rzemieślniczych i usługowych: zakładów szewskich, składów węgla, pralni itp. oraz drobnych kupców. Przewóz zapewniono specjalnie wynajętymi statkami, co świadczyło o zasobnej kasie organizatorów. Niemało musiało kosztować także uroczyste nabożeństwo celebrowane przez ks. dra Henryka Hilchena. Nie obyło się bez „pień religijnych” w wykonaniu chóru związku drobnych kupców, okolicznościowych przemówień oraz złożenia wieńca na mogile Staszica. Dzieci z tutejszego sierocińca „zgotowały uczestnikom niespodziankę szeregiem popisów”, znów był więc pretekst, aby zebrać nieco grosza na utrzymanie przytuliska. Jak można wyczuć w zdawkowej relacji prasowej, atmosfera uroczystości była – delikatnie mówiąc – dęta, czyli zupełnie różna od tej z czasów przedwojennych, beztroskich zabaw majówkowych. Te miały powrócić dopiero w czasach Polski niepodległej.

Jarosław Zieliński

Maj 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany