Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 

Niedoszłe kino Piechotków

Majowe otwarcie Centrum Handlowego „Młociny” to jednocześnie moment, w którym Bielany po raz pierwszy w swych dziejach zyskały nowoczesne kino.

To niebywałe, ale jako jedyna z przedwojennych, a obecnie jedna z najbardziej ludnych dzielnic Warszawy dotychczas go nie posiadały! Rzecz wydaje się o tyle dziwna, że w czasach komunizmu, począwszy od schyłku lat czterdziestych kina wyrastały w mieście jak grzyby po deszczu, w erze przedtelewizyjnej szczodrze finansowane przez władzę świadomą potęgi tego instrumentu propagandowego.

Ówczesne plany rozwoju miasta przewidywały wznoszenie tego rodzaju obiektów nie tylko w Śródmieściu, ale też w pozostałych dzielnicach, a ściślej w ich równocześnie projektowanych centrach lokalnych. To właśnie wtedy powstały tak legendarne kina jak Moskwa i Stolica na Mokotowie, W-Z na Woli, Praha na Pradze Północ czy 1 Maj na Pradze Południe. Później dołączyły równie popularne Skarpa (Śródmieście) i Wisła (Żoliborz). Bielańczycy najbliżej mieli do tego ostatniego, toteż także i ja wielokrotnie dojeżdżałem tam w dzieciństwie autobusem linii 132. Dziś mało kto zdaje sobie sprawę, że również Bielany miały pozyskać nowoczesne kino, do budowy którego przymierzano się w roku 1960. Wtedy właśnie do zamkniętego konkursu SARP zostały zaproszone trzy zespoły, z których zwycięskim okazał się team Marii i Kazimierza Piechotków oraz Romana Dutkiewicza. Małżonkowie są dziś na Bielanach powszechnie znani jako twórcy większej części zabudowy mieszkaniowej najstarszej części dzielnicy, tj. osiedli Bielany I, II i III. W ich jakże bogatym dorobku projekt kina był wszakże wyjątkiem.

Budynek miał powstać przy skrzyżowaniu ul. Kasprowicza z al. Zjednoczenia, w miejscu gdzie dziś stoi SAM Bielański oraz dwa bloki biurowe. Projektowany pawilon był najskromniejszy z trzech zgłoszonych do konkursu, ale jego twórcy uczynili to świadomie, nie chcąc konkurować z architekturą stojącego nieopodal „Naszego Domu”, a jednocześnie pragnąc bezkonfliktowo wpisać obiekt w zielone otoczenie. Respektowanie istniejącego drzewostanu nie było w tamtych czasach częstym zjawiskiem, ale taki właśnie zapis pojawił się w warunkach konkursu. Niska hala uzyskała rzut wydłużonego prostokąta, kratownicową konstrukcję stalową i falujący dach cementowy. Dach ten łagodnie obniżał się w kierunku al. Zjednoczenia i był nieco zaklęśnięty. Autorami konstrukcji byli Stefan Goetz i Wacław Zalewski, z których drugi przeszedł do historii jako twórca struktury katowickiego „Spodka” i warszawskiego Torwaru, a także zadaszeń o śmiałych krzywiznach, w tym zjawiskowego, funikularnego dachu nad legendarnym Supersamem. W prostej strukturze bielańskiej hali miała powstać główna sala kinowa z ekranem panoramicznym, przewidziana dla 800 widzów, pomocnicza z dwustoma miejscami (z możliwością szybkiego przearanżowania na inne funkcje …dla zorganizowania życia społecznego i kulturalnego młodzieży sąsiadującego osiedla), a także szatnia obsługująca obie te sale, hol, bufet i WC. Inwestycja cieszyła się sporym zainteresowaniem prasy, a plany i zdjęcia makiet zamieścił nie tylko fachowy miesięcznik „Architektura”, ale też popularny tygodnik „Stolica”.

Kilka słów należy się także pozostałym projektom. Koncepcja Zygmunta Stępińskiego, Grzegorza Chruścielewskiego i Andrzeja Milewskiego przewidywała wybudowanie od strony ul. Kasprowicza niskiego i wydłużonego pawilonu, a na jego zapleczu asymetrycznie dołączonego skrzydła z salą kinową. Jej dolna kondygnacja łagodnym łukiem obniżała się w kierunku skrzydła frontowego, górną zaś przykrywała spłaszczona kopuła. Projekt autorstwa Cezarii Iljin-Szymańskiej i Tadeusza Niezabitowskiego wyróżniał bardziej nieregularny układ z dwoma zespolonymi ze sobą, niskimi, równoległymi, różnej długości, przeszklonymi pawilonami, z których jeden przedłużono znacznie wyższym segmentem widowni, nakrytym wklęsłym dachem łupinowym. Autor artykułu w „Stolicy”, znany architekt Stanisław Jankowski, przekornie zadał pytanie, czy jest w ogóle sens budować kino w czasach, gdy niepodzielnie zaczyna rządzić telewizja. Sam odpowiedział na nie stwierdzeniem, iż chyba tak. Jest u nas miejsce i na nowe, bardzo liczne telewizory i na nowe – ale już chyba nieliczne kina dzielnicowe pod warunkiem, że będą one proste, tanie, że szybko się zamortyzują, a w przyszłości dadzą się ewentualnie adaptować do innych celów kulturalno-społecznych. Wyraźne wahania twórcy najpewniej podzielili sędziowie konkursu, wybierając projekt właśnie prosty i tani.

Całkowite zwątpienie w sens przedsięwzięcia musiało jednak niedługo potem dopaść decydentów, skoro wokół inwestycji zapadła głucha cisza. O miejscu jednak nie zapomniano i już w roku 1964 pojawił się w nim inny „prosty” pawilon, mieszczący wszakże nie kino, lecz pierwszy na Bielanach duży sklep samoobsługowy. Nie spełniło się więc żartobliwe życzenie Jankowskiego, aby na hali kinowej umieścić w hołdzie Piechotkom tablicę z napisem: Nic co na Bielanach, nie jest nam obce. Parafrazując wiersz Tuwima, autor dorzucił strofę: Nie ma ulic bez wykopków – nie ma Bielan bez Piechotków!

Jarosław Zieliński

Maj 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany