Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 

Złote pióro i zegarek cudo

W Sali Paderewskiego chicagowskiego Muzeum Polskiego w Ameryce wzrok przykuwa złote pióro, którym Ignacy Jan Paderewski, ówczesny „prezydent ministrów” i minister spraw zagranicznych w jednej osobie, podpisał 28 czerwca 1919 r. Traktat Wersalski.

Na mocy tego dokumentu Polska oficjalnie, po 123 latach rozbiorów, wróciła na mapę świata.

Między papierowymi deklaracjami a uznaniem ich treści przez zaborców była przestrzeń, którą Polacy musieli wypełnić walką i zabiegami dyplomatycznymi. Dzień 11 listopada, przyjmowany jako data odzyskania niepodległości, może być traktowany jedynie symbolicznie lub co najwyżej jako rozpoczęcie bojów o państwo polskie. Determinacja i opór Polaków w Plebiscycie i Powstaniach Śląskich, Powstaniach Wielkopolskich i wreszcie Bitwie Warszawskiej w 1920 r. przesądziły o kształcie zarysowanych w Wersalu granic Polski.

Współcześnie działania zbrojne tego okresu są należycie honorowane i powszechnie znane. Znacznie mniejsza jest świadomość społeczna w odniesieniu do starań dyplomatycznych, podejmowanych przez polski rząd. Tymczasem tylko mariaż militarno-dyplomatyczny mógł doprowadzić do spełnienia marzeń pokoleń Polaków o suwerennej Polsce. W kontekście tych uwag spójrzmy na zabiegi niepodległościowe dwóch gigantów: Ignacego Jana Paderewskiego i Romana Dmowskiego, swoiście różne w formie, a identyczne w nakreślonym celu głównym.

Od stycznia 1919 r. trwały przygotowania do konferencji pokojowej w Paryżu. Teoretycznie najważniejszym organem było Zgromadzenie Plenarne delegatów. W praktyce jednak o nowym porządku świata decydowały trzy państwa: Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja i ich przywódcy w osobach Thomasa Woodrowa Wilsona, Davida Lloyda Georga i George Clemenceau . Na konferencję nie zostały zaproszone pokonane Niemcy i Rosja. Polskę w Paryżu reprezentowali „prezydent ministrów” i minister spraw zagranicznych Ignacy Jan Paderewski oraz Roman Dmowski. W skład polskiej, kilkudziesięcioosobowej delegacji wchodzili naukowcy i politycy różnych stronnictw politycznych, wspierający reprezentantów.

Już 29 stycznia Roman Dmowski w pięciogodzinnym exposé przedstawił po raz pierwszy na posiedzeniu Rady Najwyższej polskie stanowisko. Zaimponował i wzbudził zainteresowanie audytorium świetnym improwizowanym wystąpieniem. Swobodnie operował danymi, choć mówił z pamięci. Fakty, wspierane danymi liczbowymi, logicznie przedstawiane i uzasadniane były tak przekonywające, że słuchano Dmowskiego z uwagą i trudno było się oprzeć jego argumentacji (Dzieje Polski Porozbiorowej 1795–1921). Pół roku później Roman Dmowski wraz z Ignacym Janem Paderewskim podpisali, w imieniu Polski, Traktat Wersalski. Dmowski tak wspomina ten dzień. „Nigdy, jak w owej sali, nie odczuwało się historycznej powagi chwili, dla nas, Polaków, poważniejszej niż dla kogokolwiek. Na stole leżał tekst traktatu, który Niemcy mają podpisać, traktatu, który uznaje niepodległe państwo polskie, mocą którego Niemcy zwracają Polsce nie wszystko wprawdzie, co jej zagarnęli w przeszłości, ale prawie wszystko to, czego nie zdołali zniemczyć. (...) W ciągu swego wiekowego zmagania się z zachodnim sąsiadem nie miała Polska takiej chwili od Kazimierza Jagiellończyka, od drugiego pokoju toruńskiego. Zapomniałem wówczas o rzeczach i ludziach małych, o sporach i utarczkach codziennych, o marnych ambicjach i marnych intrygach, które stawały na drodze dążeniu do wielkiego celu” (A. Czubiński, Historia Polski XX wieku).

Paderewski po podpisaniu traktatu miał poczucie ogromnego niedosytu, bo nie udało mu się osiągnąć zaplanowanego celu. Gdańsk został wolnym miastem, a na Śląsku miał się odbyć rozstrzygający plebiscyt. Wiedział, że czekają go trudne wyjaśnienia w Sejmie. Słodko-gorzko smakowały postanowienia traktatu wersalskiego po wysiłku, jaki włożył Paderewski we wskrzeszanie Polski. Powtarzane przez niego słowa „Gram żeby żyć, a żyję dla Polski” nabierały szczególnej wymowy, gdy w 1914 r. wyjechał do Ameryki na tournée artystyczne. W salach koncertowych, salonach wielkich tego świata i na towarzyskich przyjęciach zagrał blisko trzysta koncertów. Przed każdym występem opowiadał o Polsce której nie było na mapie, ale była w sercach Polaków. Prosił o pomoc dla niepokonanego narodu i otrzymywał ją. Wzruszał i zachwycał arystokratycznymi manierami i imponującą techniką gry. W wagonie, którym tygodniami podróżował po ogromnym terytorium Ameryki miał fortepian z metalowymi klawiszami. Ćwiczył godzinami, by każdy koncert był wirtuozerią najwyższej klasy. Wagon kołysał, zmęczone ręce bolały, a poranione od ciągłych ćwiczeń palce zostawiały na klawiaturze krwawe ślady. Nagrodą były przywitania. W każdym mieście, do którego przybywał pociąg, witały Mistrza tłumy fanów, ale też oficjalne delegacje. Wielbicielki starały się dopaść pianistę na peronie, by wyrwać mu na pamiątkę choć jeden rudy włos. Sława sprawiła, że znał wiele znaczących osób w kręgach politycznych.

Zaprzyjaźnił się z najważniejszym doradcą prezydenta Wilsona Edwardem Housem. Znajomość ta miała wielki wpływ na losy Polski. House w styczniu 1917 r. odwiedził Paderewskiego w nowojorskim hotelu i zakomunikował, że za trzy dni musi dostać memoriał w sprawie Polski, bo wyjeżdża do Waszyngtonu, gdzie przedstawi go prezydentowi Wilsonowi, wraz z własnym, życzliwym komentarzem. Pianista wykonał zadanie i wręczył House’owi dokument na kwadrans przed odjazdem pociągu. Memoriał Paderewskiego miał niewątpliwie wpływ na stanowisko prezydenta wobec Polski.

W orędziu noworocznym 1917 r. wygłoszonym do Kongresu Stanów Zjednoczonych Wilson odniósł się do sprawy polskiej. Wówczas to padły znamienne słowa: „Mężowie stanu są wszędzie zgodni co do tego, że winna istnieć zjednoczona, niepodległa i autonomiczna Polska”. Również dwa lata później, podczas konferencji pokojowej w Paryżu, Wilson stanowczo opowiedział się za suwerenną Polską ale zbagatelizował sprawę Gdańska i Śląska. Także patriotyczne wystąpienia Paderewskiego nie pozostały bez śladu. Odpowiedziały na nie tysiące polskich emigrantów, uznając za swój obywatelski obowiązek zaciąg do tworzonej we Francji Błękitnej Armii, mającej walczyć zbrojnie o Polskę.

Paderewski tak charakteryzował swoją amerykańską aktywność „Byłem wtedy rządem, ministrem spraw zagranicznych i prezydentem w jednej osobie, krótko mówiąc – rządem polskim w Ameryce”. Dodać wypada, że rządem skutecznym jak nigdy przedtem i potem. Nic więc dziwnego, że w dowód uznania Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej sprezentowało Mistrzowi na 75. urodziny zegarek – cud, który nadal zachwyca pięknem i wzrusza oddaniem i miłością wyrażonymi w niezwykłym pomyśle i wykonawstwie. Wojciech Orliński podczas reporterskiej wizyty w Muzeum tak zachwycił się tym arcydziełem sztuki zegarmistrzowskiej, że opisał go z najdrobniejszymi szczegółami. „Na platynowej, pokrytej emalią, tarczy godziny zastąpione są literami I. J. PADEREWSKI [12 liter -12 godzin] ze złota żółtego. Minuty zastąpione są klawiaturą wykonaną z emalii. W dwunastu odstępach pomiędzy godzinami znajduje się 12 fraz wyjętych z 12 kompozycji Mistrza Paderewskiego – [emalia]. W mniejszym kole na tarczy znajdują się nuty sławnego „Menuet” Paderewskiego i globus symbolizujący światową sławę mistrza [wykonanie z emalii]. Wskazówkę godzin [mniejszą] zastępuje pióro wyrażające jego zdolności poetyczne i kompozycje, a wskazówka minutowa jest w formie batuty [wykonanie z platyny i emalii]. Na sekundniku 12 liter POLSKA-PODOLE, strony rodzinne mistrza Paderewskiego. Wskazówka na sekundniku – sztandar Polski, a sekundy zastąpione literami: Urodzony szczęśliwie 6 listopada roku 1860 w Kuryłówce. Koperta wykonana z czerwonego złota obramowaną jest 75-cioma gwiazdami obsadzonymi 75-cioma kamieniami [brylantami i rubinami], oznaczającymi wiek Mistrza Paderewskiego”.

Dwóch mężów stanu, różne poglądy i różnie pojmowana droga do Niepodległości, ale wspólny cel zwieńczony sukcesem. W panteonie polskich bohaterów Dmowski i Paderewski sytuowani są w drugim rzędzie. Ten ostatni lepiej jest znany w Stanach Zjednoczonych niż w Polsce, bo tam każde polonijne dziecko wie, kim był Paderewski. W Polsce niekoniecznie. Z Dmowskim jest jeszcze gorzej. Przeprowadzony przed kilkoma dniami konkurs wśród młodzieży szkolnej – „Kto jest na tym zdjęciu”? Przyniósł zaskakujące odpowiedzi: „Sienkiewicz, Hitler, nie wiem”.

Może warto w klasach historycznych w szkołach, dla upamiętnienia Jubileuszu odzyskania niepodległości powiesić zdjęcia sześciu „Ojców Niepodległości”, aby uczniowie zaprzyjaźniali się z nimi. Osobiście polecam wszystkim, którzy chcieliby mocniej zaprzyjaźnić się z Ignacym Janem Paderewskim sztukę graną od czasu do czasu w teatrze Ateneum „Fantazja Polska”. Świetna obsada, lekka, żartobliwa forma dialogów jest gwarancją doskonałej zabawy, ale i poważniejsza refleksja jest zapewniona.

Joanna Fabisiak

Poseł na Sejm RP

Maj 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany