Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Bielany mnie inspirują

Inspirację znajduję w zasadzie wszędzie, czerpię ze wszystkiego co się da. Oczywiście z racji tego, że mieszkam na Bielanach, to tu powstaje większość pomysłów. Choć zauważam, że nawet będąc w podróży, zbieram swoje obserwacje, czasem coś zapisuję w notesie, czasem coś zostaje w pamięci – mówi aktorka Nina Malinowska

Czy może pani powiedzieć, kim w pierwszej kolejności jest Nina Malinowska? Aktorką, poetką czy osobą śpiewającą poezję?

Jeszcze rok temu pewnie odpowiedziałabym na to pytanie, że w pierwszej kolejności jestem poetką śpiewającą swoje wiersze, pięć lat temu – aktorką, a dzisiaj myślę o sobie jak o kobiecie, która widzi w sobie nie tylko artystkę, ale przede wszystkim człowieka.

Prowadzi pani Teatr Tup Tup. Co to jest za przedsięwzięcie i na czym ono polega?

Teatr Tup Tup prowadzę z mężem Dariuszem od 2016 roku. Jest to teatr objazdowy dla dzieci, nie mamy swojej siedziby. Ale nie ukrywam, że czasami marzy nam się jakiś „własny kąt” na Bielanach ze swoją sceną. Występujemy na co dzień w przedszkolach, żłobkach i domach kultury, w tym również w Bielańskim Ośrodku Kultury. Współpracujemy ze scenografami, kompozytorami, ilustratorami, ale teksty do piosenek piszę sama, a spektakle reżyseruje oczywiście Dariusz. Zaczęliśmy również tworzyć własne gadżety dla dzieci: można u nas nabyć po występie Magiczną Kolorowankę Teatru Tup Tup, audiobooki, na których wspólnie czytamy, a także w czasie pandemii wydaliśmy książkę dla dzieci autorstwa Dariusza „Funfel i Lusia”.

Czy to, że mieszka pani na Bielanach, w jakimś stopniu ma wpływ na pani twórczość? A jakże! Przyjeżdżałam na Bielany od dziecka do mojej cioci i wujka, którzy byli już na emeryturze, a całe życie pracowali w Polskim Radiu. Od 2012 roku mieszkam na Starych Bielanach z mężem i kotką Lilką. Tu powstały moje pierwsze piosenki, wiersze, tu podjęłam decyzję o tym, że zmieniam swoje życie i będę rozwijać swoje talenty i pasje. Tu chodziłam na lekcje śpiewu, upiekłam po raz pierwszy szarlotkę, poznałam wspaniałych sąsiadów i tu rozkwitła moja wielka miłość do męża.

Co się pani najbardziej podoba na Bielanach? To, że mam blisko las. W ogóle na Bielanach jest dużo zieleni, a nasze kamienice w Alei Zjednoczenia są tak wspaniale zaprojektowane przez państwa Piechotków, że patrząc przez okno widzę najpierw drzewo. To wspaniałe, że jest przestrzeń i inteligentnie zostało to kiedyś przemyślane. Uwielbiam spacerować po Bielanach, robić zakupy, podziwiam za każdym razem ulicę Płatniczą, plac Konfederacji, Szaflarską, Kleczewską, Schroegera, Skalbmierską i jeszcze mogłabym tak długo wymieniać. Lubię pić kawę w Czytelni, zjeść chrupiącego croissanta w Cafe de la Poste, pić wino ze znajomymi w Stacji Bielany, ale jak dla mnie na Bielanach mogłoby być jeszcze więcej takich klimatycznych miejsc.

Przede wszystkim pisze pani wiersze… Gdzie znajduje pani do nich inspirację i co stanowi ich tematykę? - Inspirację znajduję w zasadzie wszędzie, czerpię ze wszystkiego co się da. Oczywiście z racji tego, że głównie mieszkam na Bielanach, to tu powstaje większość pomysłów. Choć zauważam, że nawet będąc w podróży, zbieram swoje obserwacje, czasem coś zapisuję w notesie, czasem coś zostaje w pamięci. I ze wszystkich takich przeżyć, spotkań z ludźmi, czasem bardzo przypadkowych powstają wiersze i piosenki. W czasie pandemii odkryłam, że dobre pomysły przychodzą podczas pieczenia ciast. Zapachy, smaki, łączenie składników, te wszystkie czynności w trakcie pieczenia pobudzają moją wyobraźnię, niestety pobudzają też mój apetyt nie tylko do pisania, ale i do jedzenia. Odnośnie tematyki, to myślę, że piszę o wszystkim co mnie jakoś dotyka, co jest dla mnie ważne, coś może z czym sobie nie radzę, a chciałabym sobie poradzić. Tomik „Domy Tymczasowe” to zbiór moich pierwszych wierszy o poszukiwaniu samej siebie, swojej drogi… Myślę, że kolejny tomik będzie trochę inny, bo ja wciąż „w drodze” jak każdy z nas.

Wiem, że piosenka „Wulkan” powstała dokładnie na ulicy Kasprowicza. Czy mogłaby pani opowiedzieć czytelnikom „Naszych Bielan”, w jakich dokładnie stało się to okolicznościach?

A to nie był „Wulkan”, a piosenka „Melancholia”, ale rozumiem skąd ten trop, ponieważ „Wulkan” to wierszopiosenka o Warszawie. A „Melancholia” przyszła do mnie na ulicy Kasprowicza podczas wieczornego spaceru, gdzieś między Wolumenem a Sklepem Rowerowym. Czasem tak mam, że tekst pojawia się nagle i wtedy trochę się „zatracam” w tym tworzeniu. Ten tekst zapisałam w telefonie w notatniku, wróciłam do domu i zapisałam w zeszycie. Jestem w tej kwestii trochę staromodna, czasami zapisuję wiersze w zeszytach.

W trakcie pani występów na gitarze akompaniuje pani mąż Dariusz Dziewięcki, z którym tworzy pani artystyczny duet Nine Berries…

Tak, właśnie do wiersza „Melancholia” wspólnie po raz pierwszy skomponowaliśmy muzykę... Teraz mamy już bardzo dużo autorskich piosenek i zagraliśmy kilkanaście koncertów...I ciągle nam mało, bardzo lubimy wspólnie muzykować. Wcześniej występowałam z pianistami, pianistką, akordeonistą, a tu proszę... tak blisko mnie był ktoś, kto grał na gitarze i nawet nie przyszło nam do głowy, że możemy tworzyć razem muzykę. Czasem nie zauważamy, że to co najcenniejsze jest na wyciągnięcie ręki.

W listopadzie zeszłego roku miałem wielką przyjemność być na pani wieczorze autorskim w Dlaczemu przy ul. Schroegera. Czy planuje pani powtórzenie podobnych występów na Bielanach? -

Tak, pamiętam ten wieczór doskonale! Bardzo bym chciała powtórzyć! Kocham występować, inspirować i dzielić się swoją pasją z ludźmi. Niestety z powodu pandemii miejsc koncertowych jest jeszcze mniej, organizowanie takich wydarzeń nie jest zawsze prostą sprawą. Od marca zorganizowaliśmy jeden koncert balkonowy i jeden pod balkonem naszych wspaniałych sąsiadów. Mam nadzieję, że sytuacja się wkrótce ustabilizuje i będzie jeszcze mnóstwo okazji i miejsc na Bielanach do występowania.

Wydała pani tomik poetycki „Domy Tymczasowe” ze znakomitymi rekomendacjami na okładce – Niny Dunin i malarki Ewy Blusiewicz. Kiedy należy spodziewać się pani płyty?

Ależ płyta już jest! Co prawda koncertowa, ale jest. 8 marca 2020 roku zagraliśmy nasz ostatni koncert w galerio-winiarni na Żoliborzu La Boheme. Okazało się, że cały występ został fantastycznie zarejestrowany przez właściciela galerii Jarosława Blusiewicza. Gdy tak siedzieliśmy zamknięci w naszym mieszkanku pod koniec marca, wpadliśmy na pomysł, że skoro materiał jest nagrany to wydamy płytę koncertową. Płyta powstała i jeśli ktoś chce posłuchać naszych piosenek, może ją nabyć po koncercie lub pisząc do nas na naszym Facebooku. Oczywiście marzę o nagraniu płyty studyjnej, ale tu liczą się również kwestie finansowe. Póki co muszę jeszcze cierpliwie poczekać...

W „Domach Tymczasowych” można znaleźć pani utwór poświęcony dziadkowi, babci czy ojcu… Czy rodzina jest dla pani ważna?

Dużo myślę o swoich korzeniach. Kiedyś moje pochodzenie było dla mnie tematem wstydliwym, czułam, że pochodzenie ze wsi jest czymś ujmującym. Teraz zupełnie inaczej to odbieram. W domu rodzinnym było dużo śpiewania: mój tata ma piękny głos, dziadek oswajał mnie z przyrodą, przekazywał wiedzę historyczną, śpiewał przed snem melodie z filmu „Zakazane piosenki”. Babcia niezwykle ciekawie opowiadała o swoich wojennych przeżyciach, a do tego nosiła piękne kapelusze i rękawiczki. Moja mama przekazała mi smaki i zapachy wypiekanych świeżo ciast, które obecnie również uwielbiam wypiekać. Co więcej - w czasie pandemii przez dwa miesiące zarabiałam na pieczeniu ciast dla mieszkańców Bielan i nie tylko. A moja Siostra wprowadziła mnie w świat polskiej muzyki rockowej, od niej dostałam pierwsze lekcje robienia makijażu. Teraz to wszystko cenię niezwykle i pielęgnuję.

Zgodzi się pani z twierdzeniem, że większość wykonywanych przez panią utworów utrzymanych jest w melancholijnym nastroju, ale jednocześnie ma też głęboki egzystencjalny przekaz?

Zgodzę się… Taką mam naturę, jestem melancholijna, liryczna i sentymentalna. Takie w większości są moje piosenki, choć to się ostatnio trochę zmienia. Odkąd komponuję z mężem, mam wrażenie, że do naszej twórczości wkrada się więcej słońca. I proszę mnie źle nie zrozumieć, nie uważam, żeby ten melancholijny nastrój był czymś złym, ale lubię gdy jest lekko przełamywany innym rodzajem energii. Myślę, że to nabiera nowej jakości. Odnośnie przekazu to piszę i śpiewam dużo o sobie, to pozornie proste i zarazem trudne. Bo z jednej strony odsłaniam się przed publicznością, a z drugiej - wiem, że w mojej historii i w tym jak coś przeżywam, ktoś może odnaleźć również cząstkę siebie.

Jakich poetów i dlaczego akurat tych a nie innych, by pani wskazała, gdyby ktoś panią zapytał o inspiracje poetyckie?

To może zacznę od poezji ks. Jana Twardowskiego, jego wiersze są w moim odczuciu piękne, szczere, mają dużo odniesień do natury. Ogromnie cenię teksty piosenek Katarzyny Nosowskiej, zawsze mnie inspirowała. W jej słowa zawsze miałam ochotę jakoś się „wgryźć” i smakować jak najdłużej. Po przeczytaniu wierszy z tomiku „Mleko i Miód” Rupi Kaur od razu mam ochotę pisać, a moim ostatnim odkryciem jest poetka pochodząca z Syrii: Chulud Szaraf i jej tomik „Odwrócone niebo”. Czytam ostatnio więcej poezji, świadomie wybieram i mam nadzieję, że ta „przyjaźń” z innymi twórcami, pozwoli mi się dalej rozwijać.

rozmawiał Jarosław Hebel



 

Grudzień 2020
P W Ś C Pt S N
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany