Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Niezła kuchnia na Słodowcu

Ależ to była smakowita impreza! Podczas festiwalu „Polska od kuchni” na Słodowcu koła gospodyń wiejskich z całego Mazowsza zaprezentowały swoje kulinarne umiejętności. Nie zabrakło tradycyjnej kuchni rodem z Myszyńca czy spod Grójca, ale także wariacji na ich temat w wykonaniu gwiazd sztuki kulinarnej: Katarzyny Bosackiej oraz Pascala Brodnickiego.

Przemysław Burkiewicz

Co tam smakołyki z Azji! Co tam włoskie delikatesy! Nie ma to jak swojska kuchnia, jaka od wieków rządzi na polskich stołach. – Psierogi, jak się łu nos mówi na pierogi, to podstawa dobrego łobiodu. A zrobicie se je z kapusto i grzybami, abo z mięsiwem, abo z ziemnikoami – mówiła jedna z kurpiowskich gospodyń wiejskich podczas festiwalu „Polska od kuchni”, który odbył się przy metrze Słodowiec. Setki bielańczyków – ale też gości spoza naszej dzielnicy – przybyło na pokazy kulinarne. Nie zabrakło również stoisk ze smakołykami. Chleb ze smalcem i ogórkiem kiszonym, babka ziemniaczana, żur na domowym zakwasie, naturalne soki owocowe a także wspaniałe nalewki znikały z mazowieckich straganów.

Poza gospodyniami, piknik odwiedził również znany kucharz i przy okazji mieszkaniec Bielan Pascal Brodnicki, który przy pomocy radnych Moniki Szadkowskiej i Agnieszki Goli przygotowywał swoje wersje klasycznych polskich potraw. Niekwestionowany autorytet w dziedzinie zdrowego żywienia Katarzyna Bosacka radziła z kolei, jak jeść zdrowo i na co zwracać uwagę zarówno podczas zakupów, jak i samego gotowania. – Jestem związana z Bielanami, ponieważ na Wrzecionie mieszkała moja babcia. Tu też mój brat miał swoje pierwsze mieszkanie, kupione za zarobione na saksach w RFN pieniądze – powiedziała reporterowi „Naszych Bielan” redaktor Bosacka. – Wspomnienia z tej dzielnicy to także zakupy na Wolumenie. Od zawsze można tam było kupić wspaniałe owoce i warzywa. Do dziś pamiętam smak antonówek, papierówek oraz tak zwanych zajęczych łbów, które są owocami prastarego gatunku jabłoni. No i w kryzysowych latach osiemdziesiątych to właśnie tam mój tata kupował mięso. Nie kilogram, nie dwa, ale na przykład pół świniaka, by było na zapas – wspomina z uśmiechem Katarzyna Bosacka.