Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Jarnuszkiewiczowie – artystyczny ród z Bielan

Na sąsiedniej stronie można przeczytać obszerny wywiad z Marceliną Jarnuszkiewicz i Piotrem Kornobisem. To dobry pretekst, by przypomnieć skąd wzięła się na Bielanach pracownia Jerzego Jarnuszkiewicza oraz opowiedzieć o artystach związanych z Bielanami od pokoleń.

Koncepcja wygospodarowywania w nowobudowanych blokach mieszkalnych przestrzeni na pracownie artystyczne powstała na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Związek Polskich Artystów Plastyków alarmował wówczas, że zdobycie przestrzeni do pracy jest dla artystów prawdziwym problemem. To sprawiło, że resorty Kultury i Sztuki oraz Gospodarki Komunalnej porozumiały się i w 1961 r. wydano Zarządzenie nr 27 „w sprawie programowania, projektowania i realizacji pracowni plastycznych w osiedlowym budownictwie mieszkaniowym realizowanym przez rady narodowe”. W tym też duchu projektowali bielańskie osiedla Maria i Kazimierz Piechotkowie. Niezwykle cenione małżeństwo architektów, wsławione nie tylko zaprojektowaniem układu urbanistycznego Bielan, ale także wieloma innymi pracami oraz wielką dbałością o pozostałości dziedzictwa architektonicznego, w tym badaniami i opisywaniem zachowanych na terenie Polski drewnianych bożnic. To ich talentowi Bielany w znacznej mierze zawdzięczają swój niepowtarzalny charakter. Od ich nazwiska wzięła się też zwyczajowo używana nazwa – „Piechotkowo”. Realizowana przez Marię i Kazimierza Piechotków wizja zaowocowała stworzeniem w bielańskich budynkach kilku artystycznych pracowni. W jednej z nich pracował Jerzy Jarnuszkiewicz.

Urodził się on 27 lutego 1919 r. w Kaliszu. W latach 1936-38 studiował w krakowskim Instytucie Sztuk Plastycznych. W 1939 r. uzyskał dyplom Miejskiej Szkoły Sztuk Zdobniczych w Warszawie, zaś w latach 1947-50 uczył się Wydziale Rzeźby warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Był uznanym rzeźbiarzem i pedagogiem. Do połowy lat 80. prowadził pracownię rzeźby na stołecznej ASP. Zmarł 14 lipca 2005 r. w Warszawie.

Choć był autorem wielu dzieł rzeźbiarskich (jego autorstwa jest m.in. pochodząca z 1947 r. płaskorzeźba „Plon” znajdująca się na Saskiej Kępie, dwie gipsowe płaskorzeźby zdobiące tunel schodów ruchomych przy warszawskiej Trasie W-Z, a także rzeźby na fontannie na rynku Mariensztackim na Powiślu), to najbardziej znaną jego pracą pozostaje usytuowany na murach Starego Miasta Pomnik Małego Powstańca. Projekt powstał jeszcze w latach 40. Pomnik uroczyście odsłonięto 1 października 1983 r. podczas obchodów 15-lecia nadania Chorągwi Warszawskiej ZHP imienia Bohaterów Warszawy. I choć Jerzy Jarnuszkiewicz zadedykował swoje dzieło warszawskim harcerzom, po dziś dzień pojawiają się głosy, że rzeźba ta utrwala historyczną nieprawdę, bo Armia Krajowa nie przyjmowała w swoje szeregi nieletnich. Z dylematami tymi borykał się także sam Jarnuszkiewicz: „Prowadzę z samym sobą spór o tę rzeźbę. Zaraz po wojnie uległem sentymentalnej potrzebie spłacenia długu walczącym dzieciom, potem jednak zacząłem się wstydzić tej rzeczy. Wyrzucałem sobie, że – choć nieświadomie – dokonałem manipulacji na najbardziej intymnych uczuciach, zaniedbałem formę na rzecz treści, zrobiłem knota” – mówił. Trudno jednak nie zauważyć, że krytyka pomnika, czy to ze strony samego twórcy, czy widzów, wydaje się być zbyt surowa. Rzeźba przedstawia małego chłopca, na którego dziecięcej główce tkwi olbrzymi hełm, na nogach – za wielkie buty, a przez ramię przewieszony ma wielki karabin maszynowy. Czyż może być lepsza alegoria tego, czym po dziś dzień jest wojna dla każdego dziecka? Pomnik we wstrząsający sposób pokazuje, że wojna to coś „za dużego” dla dzieci. Coś, co je przytłacza, niszczy. Co odbiera dzieciństwo i przynależny mu „mały świat”. Co nigdy żadnemu dziecku nie powinno się przytrafić.

Synem Jerzego Jarnuszkiewicza był Marcin Jarnuszkiewicz (1947–2016), scenograf i reżyser teatralny. Absolwent Wydziału Architektury Wnętrz warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, którego zaraz po studiach zauroczył i wciągnął bez reszty magiczny świat teatru. Wszyscy teatromani albo pamiętają, albo znają z opowiadań i zdjęć słynną realizację „Balladyny” Słowackiego, którą wystawił w 1974 r. w Teatrze Narodowym Adam Hanuszkiewicz. Tę, w której Goplana (Bożena Dykiel), Chochlik (Wiktor Zborowski) i Skierka (Mieczysław Hryniewicz) zachwycali widownię swoimi drobiazgowo opracowanymi przez kaskadera Krzysztofa Szustera akrobacjami na motocyklach marki Honda w bajecznej scenografii. Jej autorem był właśnie Marcin Jarnuszkiewicz. Jednak praca scenografa z czasem przestała mu wystarczać. Podjął studia reżyserskie w warszawskiej PWST, zwieńczone asystowaniem Andrzejowi Wajdzie przy realizacji „Sprawy Dantona” w Teatrze Powszechnym (1975) i dyplomem reżysera w 1981 r.

Marcin Jarnuszkiewicz całe swoje reżyserskie życie zawodowe dzielił między teatry dramatyczne, a teatry lalkowe. „Pod koniec swojego życia chyba odnalazł w teatrze lalkowym swój dom. Ostatnie jego przedstawienia, począwszy od 2013 r., powstawały już tylko w teatrach lalkowych: Ateneum w Katowicach, Baju w Warszawie, Pinokiu w Łodzi i Teatrze Animacji w Poznaniu. (…) Symbolicznie jego drogę można zobrazować następująco: od sukcesu w Teatrze Narodowym („Balladyna”) do lalkowego teatru. Czyżby to była droga zstępująca? Chyba nie. Ostatnie trzy spektakle oparte były na książkach i rysunkach Wolfa Erlbrucha – „Gęś, Śmierć i Tulipan” (2013), „Wielkie pytanie” (2015) i „Całe królestwo króla” (2015; tutaj tekst Heinza Janischa w wydaniu książkowym ilustrował Erlbruch, co chyba zaważyło na wyborze Jarnuszkiewicza). Dla dzieci to teksty bardzo trudne. Jak bowiem zadać im owe „wielkie pytania” o śmierć, przemijanie, sens? Ale jeśli uda się z dziećmi porozumieć przez sztukę, to czy tego nie można uznać za mądre zwieńczenie całego swojego życia? Jak bowiem porównać sukces „Balladyny” z powściągliwością „Gęsi, Śmierci i Tulipana”? Co ma większe znaczenie?” – pisał w pośmiertnym wspomnieniu o Marcinie Jarnuszkiewiczu na łamach czasopisma „Teatr lalek” Tadeusz Kornaś.

Przy ostatnim z wymienionych przez Kornasia przedstawień, czyli „Całym królestwie króla” wystawionym w Teatrze Animacji w Poznaniu, z Marcinem Jarnuszkiewiczem – reżyserem współpracowała już jako scenograf jego córka, Marcelina Jarnuszkiewicz. Absolwentka warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (Wydział Sztuki Mediów i Scenografii) oraz Uniwersytetu Warszawskiego (Etnologia i Antropologia Kulturowa), ilustratorka. Nie ma potrzeby pisać o niej w trzeciej osobie; w tym wydaniu „Naszych Bielan” sama zabiera przecież głos w wywiadzie. Nadmieńmy więc tylko, że Marcelina Jarnuszkiewicz wraz ze swoim mężem Piotrem Kornobisem ocalili pracownię Jerzego Jarnuszkiewicza i prowadzą dziś w niej bardzo interesującą i istotną działalność artystyczną i popularyzatorską, o której zgodzili się opowiedzieć Czytelnikom naszej gazety. Pracownia przy ul. Magiera łączy w sobie w unikalny sposób cechy otwartego miejsca w której samemu można spróbować się w roli twórcy, z miejscem, w którym trwa pamięć po Jerzym i Marcinie Jarnuszkiewiczach – wybitnych artystach i wspaniałych pedagogach, którzy związali swoje życie z Bielanami.

Pointą opowieści o Jarnuszkiewiczach z Bielan niech będzie fakt, że Marcelina Jarnuszkiewicz i Piotr Kornobis doczekali się właśnie potomka. Oczywiście, że nie można jeszcze niczego przesądzać, ale… Nie jest wykluczone, że w Pracowni przy ul. Magiera za kilka lat spotkać będzie można czwarte już pokolenie artystycznego rodu Jarnuszkiewiczów. Tak ważnego dla dzielnicy Bielany, dla Warszawy i dla całej polskiej kultury.

Rafał Dajbor