Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Muzyczne pożegnania

Koniec lipca okazał się czasem bardzo smutnym dla polskiej muzyki. Pożegnaliśmy nie tylko niezapomnianą, wielką Korę, która odeszła 28 lipca, ale także światowej sławy jazzmana Tomasza Stańko – 29 lipca oraz perkusistę Grzegorza Grzyba – 23 lipca

Kora – ikona wolności

Była symbolem niezależności. Artystycznej, muzycznej, światopoglądowej, kobiecej, ludzkiej. Jej muzyka łączyła pokolenia. Słuchali jej młodzi, słuchali ich rodzice, a z biegiem czasu – także dziadkowie. Talent, charyzma, odwaga w głoszeniu własnych poglądów – to wszystko zjednywało jej szacunek i sympatię. Gdy zachorowała – trzy pokolenia fanów trzymało kciuki za jej wyzdrowienie i powrót na scenę. Odeszła 28 lipca 2018 r.

Kora urodziła się w Krakowie 8 czerwca 1951 r. Na różnych etapach swojej kariery nazywała się różnie – Olga Ostrowska, Olga Jackowska, Olga Sipowicz… Jednak dla słuchaczy, fanów i melomanów była po prostu Korą. Wokalistką działającego w latach 1976–2008 zespołu Maanam, którego dwie pierwsze płyty (wydane kolejno w 1981 i 1982 r.) były tak wielkim sukcesem, że w zasadzie można ich dziś słuchać jak płyt typu „The Best off…”. A także poetką. Występowała również solowo, śpiewała zarówno własny repertuar, jak i piosenki Jerzego Wasowskiego, Mieczysława Fogga czy Czesława Niemena w bardzo odmiennych od oryginałów, autorskich aranżacjach. Współpracowała ze Stanisławem Soyką, zespołami T.Love i Püdelsi. Często zabierała głos w sprawach publicznych, zdecydowanie przeciwstawiając się próbom narzucania jednego nurtu światopoglądowego ze strony państwa. Walczyła o prawa kobiet, a w ostatnim czasie, czasie, w którym chorowała – także o łatwiejszy dostęp cierpiących na choroby nowotworowe do nowoczesnych metod terapii.

Choć zespół Maanam zakończył swoją działalność 10 lat temu, nigdy nie przestał być zespołem znanym, popularnym i cenionym. Początki grupy sięgają połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy to po raz pierwszy z duetem instrumentalnym M-a-m, tworzonym przez Milo Kurtisa i Marka Jackowskiego zaśpiewała żona Jackowskiego, czyli właśnie Kora. Jednak prawdziwa eksplozja popularności Maanamu nastąpiła w 1981 r., a zaczęła się od występu zespołu na Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, gdzie Kora w sposób brawurowy wykonała utwór „Boskie Buenos (Buenos Aires)”, wprawiając w osłupienie widzów, jurorów i innych muzyków. Ten występ Maanamu miał tak wielkie znaczenie w dziejach polskiej muzyki rozrywkowej, że niektórzy historycy kultury uważają go za początek zjawiska zwanego „boomem polskiego rocka”.

Od tej pory Kora z występu na występ i z płyty na płytę stawała się kimś więcej niż tylko wokalistką zespołu rockowego. Jej sceniczne kreacje i fryzury były naśladowane przez młodych ludzi, zaś płyty i kasety Maanamu rozchodziły się w błyskawicznym tempie. Po wydaniu płyt „Maanam” i „O!” zespół przypieczętował swoją popularność rewelacyjnym wręcz singlem zawierającym piosenkę „Kocham cię kochanie moje”, stanowiącą muzycznie fuzję rocka i reggae, a zaśpiewaną przez Korę bardzo zmysłowo i jednocześnie z wielką prostotą. W tym też okresie Maanam próbował (i to z pewnymi sukcesami) kariery zagranicznej w Danii, Holandii i RFN.

W połowie lat osiemdziesiątych Kora była już wielką gwiazdą, ikoną muzyki i stylu, a kiedy w 1985 r. Maanam odmówił występu w Pałacu Kultury i Nauki na spotkaniu młodzieży polskiej z młodzieżą radziecką, co spowodowało cenzorski zakaz prezentowania w radiu piosenek zespołu – stała się także ikoną walki o wolność. Zespół przeżywał w tym czasie zawirowania, kilkukrotnie zawieszał działalność i wracał na scenę, by ostatecznie odrodzić się w 1990 r. i w wielkim stylu powrócić na muzyczny rynek. Takie przeboje, jak „Wyjątkowo zimny maj”, „Róża”, „Nic dwa razy się nie zdarza”, „Zapatrzenie” i „Bez ciebie umieram” zapewniły i grupie, i jej jako wokalistce nową falę popularności, choć jednocześnie ortodoksyjni zwolennicy rocka zwracali uwagę, że zespół porzucił stricte rockową drapieżność na rzecz łagodniejszych brzmień i zwrócenia się w stronę muzyki pop.

Lecz choć Maanam nie istniał bez Kory (w całym dorobku zespołu znajduje się tylko jedna piosenka – „Oprócz” – śpiewana przez kogoś innego niż Kora, a konkretnie przez Marka Jackowskiego), Kora z powodzeniem działała także poza Maanamem. Pierwszą płytę solową wydała jeszcze 1988 r. Na początku lat dziewięćdziesiątych nagrała płytę „Ja pana w podróż zabiorę”, na której zaprezentowała swoje interpretacje piosenek Kabaretu Starszych Panów. Największym solowym sukcesem Kory okazała się wydana w 2003 r. płyta „Kora ola ola”, zawierająca polskie piosenki sprzed lat, m.in. „Augustowskie noce”, „Ta ostatnia niedziela”, czy „Pamiętasz była jesień” w aranżacjach o latynoskim zabarwieniu. Na początku XXI w. wokalistka koncertowała także dwukrotnie dla polskich żołnierzy na misjach zagranicznych – w roku 2001 w Bośni, zaś w 2002 – w Iraku.

Chociaż Kora nie grywała w filmach jako aktorka, trudno sobie bez niej wyobrazić także polskie kino. W 1981 r. wraz z całym Maanamem wystąpiła w filmie „Wielka majówka” Krzysztofa Rogulskiego, w którym role główne zagrali Zbigniew Zamachowski i Jan Piechociński, zaś w rolach drugoplanowych – m.in. Czesław Wołłejko, Ryszard Kotys czy Kazimierz Brusikiewicz.

Fenomen popularności Kory i Maanamu inspirował także twórców filmów dokumentalnych. Tak powstały filmy „Czuję się świetnie” (1983) Waldemara Szarka i „Maanam być pięknie” (2016) Wojciecha Mosiejczuka. Z kolei niektóre teledyski zespołu Maanam były doskonałymi, wysmakowanymi plastycznie filmami animowanymi, by wspomnieć choćby rewelacyjny klip do utworu „Się ściemna” w reżyserii Mariana Cholerka, oparty na animowanych transformacjach twarzy Kory, czy nie mniej doskonały teledysk do piosenki „Wieje piaskiem od strony wojny”. Śpiewane przez Korę utwory znalazły się na ścieżkach dźwiękowych wielu polskich filmów, takich jak m.in. „Bohater roku” (1986) Feliksa Falka, „Po upadku” (1989) Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego, „Ile waży koń trojański?” (2008) Juliusza Machulskiego, „Pokot” (2017) Agnieszki Holland, czy „Człowiek z magicznym pudełkiem” (2017) Bodo Koxa.

Kora przez wiele lat była mieszkanką dzielnicy Bielany. W ostatnich latach, w których zmagała się z chorobą, zdecydowała się jednak na opuszczenie Warszawy i zamieszkała na Roztoczu, w Bliżowie. Tam też zmarła. Jej pogrzeb na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach zgromadził tysiące ludzi – artystów wszystkich dziedzin sztuki, mieszkańców Bielan i całej Warszawy oraz fanów, którzy przybyli na Powązki z innych miast, by pożegnać artystkę. Uroczystości pogrzebowe prowadził Wojciech Mann, zaś na miejsce wiecznego spoczynku odprowadzał Korę dźwięk buddyjskich mantr.

Odeszła artystka, która przez całe życie szła jako twórczyni niezależna. Nikomu nie pozwoliła się zaszufladkować i podporządkować – ani peerelowskim kacykom, ani samozwańczym „autorytetom moralnym”, które jak grzyby po deszczu wyrosły w nowej rzeczywistości po 1989 r. Jak napisał w Internecie jej mąż, Kamil Sipowicz – „Tworzyła pewną epokę, która wraz z jej odejściem kończy się”. Pozostały piosenki, wiersze, teledyski, filmy. I pamięć tych, dla których jej utwory znaczyły bardzo wiele, będąc niejednokrotnie życiowymi drogowskazami.

Rafał Dajbor