Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Karen Edwards na Bielanach

Jak co roku w ostatkowy wtorek w Podziemiach Kamedulskich rozbrzmiały jazzowe rytmy. Choć bielańskie koncerty zawsze przyciągają widzów, tym razem frekwencja była naprawdę wyjątkowa. Wyjątkowa była także artystka, która 5 marca wystąpiła na Bielanach.

Karen Edwards to międzynarodowa gwiazda jazzu. Międzynarodowa – więc w jakimś sensie także polska. Dla polskiej sceny jazzowej „odkrył” ją przed laty wybitny muzyk, zmarły w 2013 roku Jarosław Śmietana. Sam był krakowianinem, więc Karen Edwards związana jest najmocniej z krakowskim środowiskiem jazzowym i większość swoich koncertów w Polsce daje właśnie w Krakowie. Koncert w stolicy był więc wyjątkową okazją dla warszawskich miłośników jazzu, aby posłuchać tej doskonałej wokalistki, pianistki i kompozytorki, która w swoim zawodowym dossier ma współpracę nie tylko ze światem jazzu, ale i z gwiazdami muzyki pop formatu światowego, by wymienić tu choćby Steviego Wondera, czy Prince’a.

Koncert prowadził Tomasz Tłuczkiewicz, zaś na scenie, przed muzykami, pojawili się wspólnie burmistrz Bielan Grzegorz Pietruczuk oraz gospodarz Podziemi Kamedulskich – ks. Wojtek Drozdowicz. Obaj dosłownie na chwilę. Burmistrz Pietruczuk krótko przywitał publiczność i niemal natychmiast zaprosił na scenę ks. Drozdowicza, ten jednak zabawił na niej nie dłużej niż pół minuty, bo do Podziemi wciąż napływali widzowie i ks. Wojtek pobiegł, by rozdawać karimaty do siedzenia dla tych, dla których zabrakło już krzeseł.

Karen Edwards porwała widownię do wspólnego śpiewania, co nie było trudne, bo po pierwsze – jest artystką obdarzoną wielką sceniczną charyzmą, po drugie zaś – miała w repertuarze także takie hity, jak np. „Purple Rain” Prince’a. A ten utwór znają właściwie wszyscy…

Był także moment, w którym Edwards rozbawiła publiczność. Opowiedziała (oczywiście w języku angielskim), iż jest pewien polski utwór, o którym przez wiele lat myślała, że to, jak to nazwała, „polish love song”, ponieważ wszyscy go w Polsce znają i umieją zaśpiewać, więc wydawało jej się, że to z pewnością piosenka miłosna. Jakież było zaskoczenie publiczności, gdy artystka postanowiła zagrać na pianinie kilka taktów. Były to… „Deszcze niespokojne” z serialu „Czterej pancerni i pies”. Zachęcona owacją widzów Karen Edwards zagrała więc cały refren, który zgromadzona publiczność chóralnie odśpiewała. Słynna piosenka z muzyką Adama Walacińskiego i słowami Agnieszki Osieckiej zabrzmiała w wykonaniu bielańskiej publiczności nie mniej znakomicie, niż w oryginalnym wykonaniu Edmunda Fettinga. Warto tu dodać, iż Fetting był nie tylko aktorem, ale także – o czym nie wszyscy wiedzą – muzykiem jazzowym, można więc powiedzieć, że i ten utwór pasował do koncertu Karen Edwards nie mniej, niż wszystkie pozostałe.

Artystce towarzyszyli: Krzysztof Dziedzic na perkusji, Krzysztof Gondek na gitarze oraz Adam Kowalewski na gitarze basowej. Koncert Karen Edward był otwarciem czternastej już edycji cyklu „Jazz w Podziemiach Kamedulskich”. Kolejne koncerty – już wkrótce!

Rafał Dajbor