Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Ratujmy naszych przedsiębiorców

Druga fala epidemii koronawirusa trwa. W czasie, gdy wszyscy objęci jesteśmy obostrzeniami, gdy ludzie tracą pracę i każdy liczy każdą złotówkę, cierpią też nasi lokalni przedsiębiorcy. Porozmawialiśmy z nimi.

To nie są pracownicy zagranicznych koncernów. Od lat prowadzą swoje punkty w różnych częściach Bielan. Wielu z nich jest nie tylko przedsiębiorcami, ale też po prostu przyjaciółmi mieszkańców. – Gdybym wyszedł przed swoją firmę, to nie miałbym czasu pracować. Znam tu wiele osób, z każdym wymieniam „dzień dobry” i kilka zdań. W końcu jestem tu ponad 25 lat – mówi Andrzej Alchimowicz, właściciel zakładu szklarskiego przy ulicy Kochanowskiego 1 na Piaskach. A takich ludzi jak pan Andrzej jest wielu. Zachęcamy do korzystania z ich usług. Dzięki naszej pomocy nie tylko zachowają pracę, ale zostaną z nami na dłużej – a to przecież oni są solą naszej ulicy, podwórka, czy osiedla.

Kawiarnia stała się sklepem

Tatiana Fremond, właścicielka kawiarni Cafe de la Poste

Epidemia spowodowała, że nie można przyjść na kawę i ciastko. Musiałam więc przebranżowić swoją kawiarnię w sklep. Oczywiście, nadal zachowujemy klimat francuski. Można u nas kupić na wynos ciasta, ale też kanapki, sałatki, wędliny czy sery sprowadzane z Francji. Prowadzimy też sprzedaż wysyłkową. Mieszkańcy Bielan są cudowni i dzięki nim, mimo wyraźnego spadku dochodów utrzymujemy się na powierzchni. Mamy duże wsparcie ze strony bielańczyków, którzy nie mogą co prawda przyjść do nas na ciastko, ale kupując nasze smakołyki, sami robią sobie kawiarnię w zaciszu domowym.
Cafe de la Poste, ul. Schroegera 72, tel. 22 114-08-30

Kinderbal tylko w domu

Maciej Rafalski, właściciel sklepu z balonami

Imprezy się skończyły. Nie ma imienin, nie ma hucznych urodzin. Gdyby nie moja druga praca, musiałbym zamknąć swój sklep, bo dochód spadł mi o połowę. Jeszcze niedawno takie artykuły jak balony na imprezę, świeczki tortowe, kartki okolicznościowe sprzedawały się bardzo dobrze. Prowadzę ten punkt od roku. Po pierwszej fali pandemii zacząłem zarabiać we wrześniu, ale przyszła druga fala. Teraz jeśli ktoś kupuje balon, to tylko dla dziecka w domu. Huczne jubileusze to póki co niestety przeszłość.
Balony na prezent, ul. Conrada 13 (od strony parkingu), tel. 511-119-819

Ratują mnie stali klienci

Julian Sawicki, właściciel sklepu papierniczego

Ruch w moim sklepie jest niemal zerowy. Moje obroty spadły o około 70%. Ponieważ nauka i praca przeniosła się do domu, nie ma zapotrzebowania na zeszyty, ołówki czy gumki do ścierania. Czasem ktoś kupi blok rysunkowy albo farby dla dzieci. Ale tak naprawdę utrzymuję się dzięki stałym klientom, ponieważ mam materiały specjalistyczne, które nie są dostępne gdzie indziej. To artykuły kreślarskie, ołówki techniczne, tusze, kartony we wszystkich możliwych formatach, pędzle, farby. Mam też 60 różnych wkładów do długopisów.
Sklep papierniczy Krater, ul. Kochanowskiego 1, tel. 22 633-00-03

Bez kobiet nie przeżyję

Andrzej Alchimowicz, właściciel zakładu szklarskiego na Piaskach

Nie będę nikogo oszukiwać: spadki w dochodach są bardzo duże. Sięgają nawet 50%, ale staram się nie narzekać. Nie mogę myśleć tylko o kasie, bo bym zwariował. Nikogo też nie zwolniłem z pracy. Prawdę mówiąc, najlepiej sprzedają się teraz lustra. Większość osób je zmawiających to kobiety, które, jak wiadomo, mają lepszy zmysł estetyczny niż faceci. Ostatnio zresztą montowałem lustra w Klubie „Piaski”.
Peroflex Andrzej Alchimowicz i Mirosław Szelest, ul. Kochanowskiego 1, tel. 22633-43-00, 604-885-725, 604-942-946

Przyjdźcie do mnie z butami

Janusz Sitnik, szewc

Mój zakład istnieje od 1989 roku. Przez koronawirusa mam straty wynoszące nawet do 50%. To bardzo dużo. Wciąż jednak prowadzę swoje usługi i chciałbym dalej służyć swoją wiedzą i umiejętnościami. Kleję buty, fleki, zelówki – nie ma dla mnie tajemnic w naprawie obuwia. Poza tym lepiej naprawić dobry, lubiany but, niż wyrzucić go na śmietnik i wydawać pieniądze na nową parę.

Szewc Jacek – Janusz Sitnik, ul. Perzyńskiego 14, tel. 510-054-386

Nikt już nie wyrabia paszportu…

Beata Malczewska, fotograf

Prowadzę swój zakład od 20 lat. Jednak tak źle, jak teraz, jeszcze nie było. Dochody spadły mi o połowę. Ale jak mają nie spaść, skoro nikt nie wyrabia zdjęć do paszportów? Po co komu paszport, skoro nie można wyjechać za granicę? Nie ma też urodzin, więc zdjęcia pamiątkowe i okolicznościowe się ucięły. Podczas komunii każde dziecko przyjmuje sakrament osobno, i każdy rodzic ma swojego fotografa – albo robi zdjęcie telefonem. Bardzo mało par młodych decyduje się na fotografowanie ślubów. Jedyna nadzieja to zdjęcia do dokumentów – w sierpniu odkuliśmy się trochę dzięki robieniu fotografii do legitymacji uczniowskich i studenckich.
Artifekt B. i M. Malczewscy, ul. Conrada 13, tel. 22 864-36-90 oraz ul. Przy Agorze 1, tel. 2 864-43-83

Zakupy u nas są bezpieczne!

Jolanta Kowalska, sprzedawca warzyw i owoców

Ludzie bardzo boją się robić zakupy. Dotyczy to głównie osób starszych, które starają się możliwie najrzadziej przychodzić po warzywa i owoce. Słabe są nawet dni targowe, czyli wtorek i piątek. A przecież zakupy u nas są bezpieczne. Nie pozwalamy klientom na dotykanie towaru, który podaje tylko sprzedawca. Sierpień był trochę lepszy, bo były owoce sezonowe. Ale tylko trochę, bo truskawki były wodniste a maliny bardzo drogie. Teraz pojawiły się mandarynki. Naprawdę nie ma się czego bać. Zapraszam na zakupy!
Bazar Wolumen, ul. Kasprowicza róg Wolumen

Odwiedzimy groby za ciebie!

Joanna Kołodziejczyk, sprzedawca kwiatów i zniczy

Nasze obroty spadły o 90%. Dobiło nas też zamknięcie cmentarzy na Wszystkich Świętych, choć to dzięki sprzedaży w tym dniu zarabialiśmy na kilka miesięcy do przodu. Niewiele osób przychodzi na cmentarze. Odwiedzający bliskich nie kupują już lampki dla każdego pochowanego w grobie, ale jedną dla wszystkich. O ponad połowę mniej jest też osób starszych, które często odwiedzały bliskich. A przecież możemy zrealizować zamówienie na telefon – zapalić znicz czy położyć wiązankę i wysłać zdjęcie.
Kamilex Joanna Kołodziejczyk, ul. Wóycickiego 14, tel. 503-559-419