Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Zegary to cały mój świat

Wraz z upływem czasu nietrudno jest zaobserwować, że niektóre, kiedyś bardzo popularne zawody rzemieślnicze odchodzą do lamusa. Jednym z nich jest fach zegarmistrza, bo dziś zdecydowanie łatwiej kupić zegarek niż go naprawić.

Mieszkańcy Bielan natomiast nadal mogą to uczynić, odwiedzając pracownię pana Ludomira Mitrowskiego, zegarmistrza, który od ponad pięćdziesięciu lat w naszej dzielnicy naprawia zegarki. I to zawsze z uśmiechem na ustach.

Iwona Sobczak

 

Pracownia pana Ludomira mieści się przy ulicy Doryckiej 6, w małym pomieszczeniu, do którego wchodzi się po schodkach. Na drzwiach wisi kartka z prośbą o wchodzenie do lokalu pojedynczo i koniecznie w maseczce ochronnej na twarzy. Z tego też powodu, dość szybko można zaobserwować tworzącą się kolejkę przed drzwiami zegarmistrza. Pan Ludomir precyzyjnie przygląda się mechanizmowi zegarka, który akurat naprawia i zapewnia, że jego zawód nie jest aż tak skomplikowany, na jaki wygląda.

 

Marzenie o byciu zegarmistrzem

Zegarkami interesowałem się prawie od dziecka. Pamiętam jednak ten przełomowy moment w moim życiu, gdy miałem piętnaście lat. Wtedy to przyglądałem się pracy znajomego zegarmistrza i bardzo mi się to spodobało - wspomina z uśmiechem pan Ludomir Mitrowski. - Zawsze lubiłem majsterkować, a obserwując zegarmistrza, naprawa zegarków wydała mi się pasjonująca. Dopytywałem go więc o wiele szczegółów tej pracy i wkrótce zdecydowałem, że sam pójdę do szkoły zegarmistrzowskiej - dodaje.

Pan Ludomir rozpoczął naukę zawodową w Zasadniczej Szkole Rzemiosł Artystycznych na wydziale zegarmistrzowskim. Edukacja w dużej mierze nie odbiegała od tej w innych szkołach o ogólnym profilu. Uczniowie, podobnie jak ich koledzy z innych placówek, uczyli się podstawowych przedmiotów – czyli języka polskiego, matematyki, czy fizyki itp. Lecz oprócz tego w programie, przyszli zegarmistrzowie poznawali tajniki m.in. materiałoznawstwa czy metaloznawstwa. Pan Ludomir bardzo dobrze wspomina tę szkołę oraz fach, jaki zdobył ucząc się w niej. Ubolewa jednak, że takich szkół jak ta, do której uczęszczał, już zwyczajnie nie ma. - To piękny zawód, więc oczywiście, że szkoda, ale z drugiej strony… jest też coraz mniej pracy dla zegarmistrzów - tłumaczy.

 

Coraz trudniej naprawić zegarek

Niedługo będzie tak, że zegarka nie będzie już sensu naprawić, bo zwyczajnie łatwiej jest pójść i kupić nowy. Zresztą, tak jak wszystko wokół nas, zegarki również się zmieniły. Są nowocześniejsze, lepsze, a naprawa ich jest coraz trudniejsza. Spotykam się z tym, że często brakuje już wielu części zamiennych na rynku – wyjaśnia pan Ludomir. - Teraz mechanizmy zegarków są coraz bardziej skomplikowane i być może ręka też już nie ta, co była, ale zasady się nie zmieniły, dlatego staram się naprawić każdy zegarek, który przynoszą do mnie klienci. Bez różnicy, czy jest to duży zegar ścienny, czy zegarek na rękę. Jeśli ktoś posiada fach w ręku, będzie umiał poradzić sobie z każdym wyzwaniem - uśmiecha się zegarmistrz.

 

Pół wieku w zawodzie

21 października minie dokładnie pięćdziesiąt jeden lat, odkąd pan Ludowmir naprawił pierwszy zegarek w swoim zakładzie na Bielanach. Choć przez lata kilkakrotnie zmieniał lokalizację swojego punktu, stali klienci zawsze wiedzieli, pod jaki adres należy się udać, by odnaleźć swojego ulubionego zegarmistrza. Pan Ludomir nie narzekał również na brak pracy podczas pandemii. Dostosował swój zakład do wymogów sanitarnych i nadal pomaga tchnąć nowe życie w zegarki mieszkańców Bielan. - Nieco ponad siedem lat temu, miałem swój zakład na Przy Agorze 24, w pawilonie, który został przeznaczony do rozbiórki. Gdy zdecydowano o jego likwidacji, musiałem także zamknąć i mój lokal. Byłem już co prawda w wieku emerytalnym, ale nie miałem ochoty jeszcze kończyć pracy. Chciałem jeszcze popracować, więc otworzyłem pracownię tutaj, przy ulicy Doryckiej 6 – mówi.

 

Niezwykła precyzja

Choć zawód zegarmistrza panu Ludomirowi wydaje się zwyczajny, z pewnością taki nie jest. Aby naprawić zegarek, zwłaszcza ten na rękę, potrzeba precyzji i dokładności. - Przez jakiś czas, dość dawno temu pracowałem, jako konserwator aparatury chemicznej przy skomplikowanych mechanizmach w pewnej instytucji, bo ja zwyczajnie lubię majsterkować i cenię skomplikowane mechanizmy - tłumaczy zegarmistrz i dodaje, że trzeba jednak pamiętać, że gdy posiadamy zabytkowy zegarek, np. pamiątkę rodzinną ze ślubu rodziców lub prezent od dziadka i chcemy go naprawić, to na ogół trzeba wymienić cały mechanizm. Zewnętrze części zegarka pozostają takie same, ale zegarek dostaje nowe serce, które z sentymentem będzie biło, aż do kolejnej usterki. A gdy taka się zdarzy, pan Ludomir pomoże ją usunąć.