Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Lodówka i szafka ze specjałami

Ten artykuł będzie, tak jak poprzedni, o klimacie, a ściślej o przeciwdziałaniu globalnemu ociepleniu, dzięki racjonalnemu gospodarowaniu żywnością.

Poprzednio pokazywałam wprost proporcjonalną zależność między produkcją żywności a uwalnianiem do atmosfery dwutlenku węgla.  Czas więc na przedstawienie sposobów radzenia sobie z tym problemem. Nie zawsze przecież udaje nam się zrobić optymalne zakupy. Czasem kupimy coś, co nam zupełnie nie smakuje. Innym razem nie dopiszą goście i zostanie pół garnka zupy dyniowej lub miska makaronu. Co z tym zrobić? Na ogół  zupę jemy przez tydzień, a makaron przerabiamy na zapiekankę, sałatkę lub inny przysmak. Naturalnie przy ostatniej porcji zupy z ulgą patrzymy na pusty garnek. Nie wszyscy jednak mają tyle hartu ducha i znudzeni wylewają ją do zlewu. Światowe organizacje i rządy biją więc od dawna na alarm, że marnujemy za dużo żywności a to tylko w Polsce 12 mln ton, czyli ilość zastraszająca.

Toteż coraz częściej można się spotkać z pojęciem gospodarki społecznościowej. Pewne jej elementy obecne są od zawsze w krajobrazie Bielan, choć nikt dotychczas nie nazywał ich garden sharing. Współtworzenie zieleni miejskiej poprzez ukwiecanie balkonów czy organizowanie ogródków przydomowych w blokach to społeczne dzielenie się zielenią, do którego namawiają zwolennicy idei gospodarki społecznościowej. Jej istotą jest dzielenie się tym co mamy, czego nie wykorzystujemy, a co może posłużyć innemu człowiekowi. Najpopularniejszą formą sharing ecconomy jest oddawanie niewykorzystanego jedzenia do jadłodzielni, czyli lodówki umieszczonej na zewnątrz, do której każdy ma dostęp.

Pierwsze jadłodzielnie powstały w Niemczech, a pomysł ten  bardzo szybko przejęły inne kraje. Foodsharing popularny jest w Holandii, Austrii, Szwajcarii i Włoszech. Również w Polsce zadamawia się powoli, choć w Warszawie ciągle dość nieśmiało. Pierwszą w Polsce i w Warszawie jadłodzielnię otworzyli w 2017 roku studenci Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie tę  inicjatywę przejmują organizacje pozarządowe i samorządy dzielnicowe. Kilka dni temu przy żoliborskiej jadłodzielni spotkałam jej użytkownika. Nie tylko chwalił pomysł uruchomienia „wspólnej lodówki”, ale wykazywał ogromną odpowiedzialność w korzystaniu z niej. „Widzi pani, tu jest duży kubek maślanki. Dobra ale dla mnie za dużo, nie wezmę, bo połowę zmarnuję a szkoda” – powiedział i odszedł, zostawiając maślankę dla kogoś innego.

Marzy mi się taka jadłodzielnia, jedna lub ze dwie na Bielanach. Ich uruchomienie jest proste i niedrogie. Trzeba kupić lodówkę, nie musi być duża i przymocować do niej szafkę z półkami, najlepiej metalowym stelażem.  W lodówce każdy może zostawić jedzenie, które mu zbywa. Każdy też może wziąć sobie to, na co ma ochotę. Do lodówki wkładamy żywność, z wyjątkiem świeżego mięsa i surowych jaj oraz gotowe potrawy: zupę w zakręconym słoju, przerobione mięso itp. W szafkach umieszczamy warzywa i owoce a także produkty nie wymagające niskich temperatur jak np. ryż, makaron, kasza.

Nasza dzielnica nie należy do biednych. Myślę więc, że ulokowanie jadłodzielni w centrum Bielan, na przykład obok Urzędu, może z tyłu, w pobliżu parkingów, zapewniłoby łatwość w dostarczaniu produktów, a jednocześnie zapewniło dyskrecję w korzystaniu z niej.

Jedynym problemem, który może wydawać się trudnym do rozwiązania, choć naprawdę takim nie jest to regularne czyszczenie lodówki i półek. Myślę jednak, że wolontariusze, których mamy tak wielu w dzielnicy, z radością podejmą się tego obowiązku. 

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Nie róbmy zapasów, podzielmy się tym co zostanie. Sprawdźmy w Internecie, gdzie można oddać nadmiar jedzenia. Rekomenduję jadłodzielnię żoliborską, bo jest najbliżej, ale marzę, by kawałek świątecznego makowca zanieść do naszej, nowo powstałej bielańskiej jadłodzielni. Bo to taki czas, gdy dzielimy się z najbliższymi smakołykami i nie tylko, a równocześnie możemy dać prezent naszej zmęczonej Ziemi.

Joanna Fabisiak

 Poseł na Sejm RP