Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Zbyszek z ulicy Płatniczej

Niektórych z nas Bozia obdarza altruizmem. (Pojęcie – dziś jakby zanikłe – oznacza według słownika „bezinteresowną troskę o dobro innych ludzi, nie kierującą się interesem własnym, sobkostwem, egoizmem”.) Jak się rozejrzeć, rzeczywiście tylko niektórych.

Ulica Płatnicza to gazowe latarnie, urokliwe osiedle po Zdobyczy Robotniczej, stylowy dom po Krysi Sienkiewicz, a w jego piwnicy lokal „Pod Podłogą z Jadłem” stworzony i prowadzony przez Zbyszka Doleckiego. Podają tu jadło polskie – palce lizać, nie darmo szef jest absolwentem szkoły gastronomicznej (technolog żywienia zbiorowego), panie gotujące – mistrzyniami, panie serwujące – też. Sławna pomidorowa, sławny schaboszczak…

Oczkiem w Zbyszkowej głowie jest tutejszy Klub Seniora „Bratek” – również przez Niego stworzony. Sentyment do seniorów odziedziczył po babci, która zaraziła Go etosem pracy społecznej. W ciechanowskim Domu Kultury Babcia Aleksandra prowadziła Klub Seniora, a między podopiecznymi pętał się mały Zbysio. Szczęśliwy, bo go lubiano, dopieszczano, jeździł z seniorami na wycieczki, pomagał ubierać ołtarze – i rósł, smakując dobro niesienia pomocy i roztaczania opieki.

Kolejny etap pracy charytatywnej, w dorosłym życiu, była to nieistniejąca już żoliborska restauracja „Rudawka” na rogu Elbląskiej i Broniewskiego, a czas etosom sprzyjał, bo powstawała „Solidarność”. Zbyszek jeździł na konferencje społeczno-charytatywne, przemycał obiady dla strajkujących w Hucie Warszawa, organizował posiłki dla biednych oraz bale z dochodami na Fundację Jacka Kuronia; dostawał setki listów z prośbami o pomoc i ofertami poparcia; sortował stosy odzieży ze zbiórek i urządzał koncerty charytatywne, a występowali (bezpłatnie) artyści-legendy: Violetta Villas, Wojciech Młynarski, Sława Przybylska, inne sławy, i – oczywiście – Krysia Sienkiewicz.

Jacek Kuroń dziękował Mu w swoim programie telewizyjnym. Przeżył chwile bladego strachu, bo gdy jeszcze trwała PRL, Wolna Europa obszernie odnotowała Jego działalność. Od szwedzkich dzieci otrzymał „Gołąbka Przyjaźni”.

Krysię Sienkiewicz znał jeszcze z czasów, gdy pracował w „Estradzie” jako organizator imprez artystycznych. Pewnego razu Krysia powiedziała, że ma w swoim domu piwnicę jak raz na malowniczą gastronomię. Mija od tego czasu siedemnaście lat. Krysi już nie ma, ale na pewno patrzy na nas z góry i czuwa – nad Zbyszkiem-przyjacielem i nad swoimi seniorami. I chce, żeby to wszystko pozostało.

Krysię i Zbyszka łączyła serdeczna więź. Ona zawsze mogła na Niego liczyć – w zdrowiu i w chorobie. Jeździł z Nią na próby i na koncerty, na badania i do lekarzy – o każdej porze. A On – nie ma już rodziny, kiedy w święta ludzie są wśród bliskich, urządza opłatki i jajeczka dla seniorów. A potem szedł na górę świętować z Krysią i Jej gośćmi. Miał jeszcze drugą tak bliską osobę – Violettę. Obie pozakładały schroniska dla zwierząt, a Zbyszek organizował koncerty, z których dochód szedł na zwierzaki.

Klub ma tu spotkania dwa razy w miesiącu, ale wielu klubowiczów zachodzi częściej – latem posiedzieć w ogródku, odwiedzić Zbyszka. Mają wiele wspólnych wspomnień – z różnych imprez, z wycieczek po kraju. Część dochodu z jadłodajni Zbyszek przeznacza na klub, dorzucają trochę bywalcy, są też stali, niezawodni sponsorzy.

Właśnie wyremontował figurkę Świętego Franciszka, która stoi przed domem, bo obiecał Krysi, że będzie o nią dbał. Złości się, że zdrowie już nie to – cukrzyca, nadciśnienie, wysiada kręgosłup. Ale zapewnia, że póki starczy sił, będzie troszczyć się o seniorów, ludzi biednych, samotnych, wszelką niedolę. Taki już jest.