Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Futbol jest nadal piękny

Z Andrzejem Strejlauem o futbolu i Bielanach rozmawia Rafał Dajbor.

Szukając informacji na Pana temat w Internecie łatwo dowiedzieć się, że ma Pan pseudonim „Narkoman”. Dość oryginalny...

Przezwisko to wymyślił mi nieżyjący już dziennikarz sportowy Janusz Atlas, mając na myśli to, że moim narkotykiem jest piłka nożna. Przyznam szczerze, że wcale za tą ksywką nie przepadam. W języku polskim użycie słowa „narkoman” w znaczeniu, że ktoś jest „uzależniony” od czegoś, co kocha, jest całkowicie zrozumiałe. Jednak w wielu obcych językach „narkoman” ma tylko jedno znaczenie. Ten pseudonim bywa więc kłopotliwy.

Rozmawiamy w dniu ogłoszenia rankingu UEFA, w którym Polska znalazła się na rekordowym, piątym miejscu. Czy to, co obecnie ma miejsce w polskim futbolu, to właśnie to, o czym Pan marzył?

Od samego rana jestem bardzo zajęty, nie śledzę mediów i nawet nie wiedziałem o tym piątym miejscu. Rankingi są ważne z jednego punktu widzenia – dają lepszy koszyk jeśli chodzi o losowania. Poza tym należy jednak podchodzić do nich z dystansem, bo miejsce drużyny to nie tylko wynik jej meczów, ale także tego, jak grają między sobą konkurenci. Nie oszukujmy się – w tym rankingu są teraz za nami reprezentacje znacznie od nas silniejsze. W ostatnim czasie zagraliśmy świetny mecz z Rumunią, a pozostałe – mimo wygranych – były bardzo słabe i trudno tego nie widzieć. Dobre miejsce w rankingu cieszy, ale nie ono będzie decydować, czy reprezentacja zapisze się w historii. Adam Nawałka to mądry facet i znakomity trener, Boniek zaś doskonale zabezpiecza tej drużynie całą logistykę. Bycie ćwierćfinalistą Mistrzostw Europy to sukces, ale fakt, że nie przeszliśmy dalej, to w moim odczuciu stracona szansa. Wszystko okaże się w 2018 r. na Mundialu, bo o ile nie nastąpi jakiś kataklizm typu kontuzja czołowego zawodnika, to nie sądzę, byśmy odpadli. Jeżeli reprezentacja nie zdobędzie w Rosji medalu, choćby brązowego, to według mnie sama będzie miała poczucie, że jest drużyną, która rozbudziła wielkie nadzieje, ale ich nie spełniła.

Wiele osób mówi, że futbol zatracił swoje piękno. Że to dziś biznes…

Futbol jest nadal piękny, nieobliczalny i nieprzewidywalny. Choć to prawda, że stał się biznesem. Telewizja płaci za transmisję, a widz w taki czy inny sposób płaci za możliwość odbioru telewizji i chce wygodnie, w kapciach, w szlafroku, z kawą i koniakiem obejrzeć jak najlepszy mecz. Jeśli miałbym powiedzieć, w jakim stopniu ta sytuacja wpływa bezpośrednio na to, co dzieje się na murawie, to powiedziałbym, że zdecydowanie zwiększa ona tempo gry. Współczesny widz chce widzieć szybkie widowisko. Co to będzie oznaczało? Konieczność częstego wprowadzania na boisko piłkarzy z nowymi siłami, a więc co najmniej pięć zmian podczas tego samego meczu. Pod tym względem rzeczywiście względy biznesowe mają wpływ na samą grę. Wielkim biznesem jest także wszystko to, co związane jest z przechodzeniem zawodników z klubu do klubu.

A co wg Pana stoi za tym, że polska piłka przez 20 lat pogrążona była w kryzysie?

Przede wszystkim rozmaite błędy w szkoleniu zarówno samych zawodników, jak i młodzieży. Sam przez lata starałem się pracować nad tym, by te błędy wyeliminować. Ale muszę jednak koniecznie zwrócić uwagę na fakt, że od wielu już lat polscy piłkarze grają w najlepszych klubach za granicą. I odnoszą sukcesy. A kto ich wyszkolił? Polscy trenerzy! Nie można tego nie zauważać i wyłącznie wieszać psy na polskich szkoleniowcach.

Nie było łatwo umówić się z Panem na ten wywiad. Choć jest Pan wiceszefem Bielańskiej Rady Seniorów, nie prowadzi Pan bynajmniej życia emeryta.

Mam to szczęście, że sił wciąż starcza. Na spotkanie z panem się spóźniłem, bo wypadły mi z samego rana pilne sprawy, a gdy będziemy kończyć naszą rozmowę będzie już na mnie czekał samochód i jadę komentować ligę chińską. Potem mecz na Legii, kolejne wyjazdy, nagrania dla facebookowego Studia Eurosportu… A Bielańska Rada Seniorów, którą znakomicie zarządza pani Krysia, to ważne dla mnie miejsce. Bywanie na zebraniach Rady to nie obowiązek, a zaszczyt i przyjemność.

Bielany są dzielnicą o bogatej ofercie zarówno sportowej, jak i kulturalnej…

To przede wszystkim zasługa Burmistrza Tomasza Menciny i Grzegorza Pietruczuka, bardzo sprawnego, dynamicznego i efektywnego wiceburmistrza. Proszę to tak napisać, to nie jest żadna propaganda, wywiad jest autoryzowany i uczciwie mówię to, co naprawdę myślę. Gdy coś mi się nie podoba, też otwarcie to oznajmiam. Tak, jak mówię o popsuciu wygodnego wjazdu na osiedle przy Parku Olszyna, na które żeby teraz wjechać trzeba objeżdżać je dookoła i minąć trzy sygnalizatory świetlne. A był wygodny wjazd – i komu to przeszkadzało? Chwaląc burmistrza i jego zastępcę, nie zapominam o tym, co na Bielanach mi nie pasuje i otwarcie mówię, że władze samorządowe będą przy następnych wyborach rozliczane z tego wszystkiego, co spaprały.

Jest Pan urodzonym Warszawiakiem. Czy także całe życie spędził Pan na Bielanach?

Całe. Kilkakrotnie zmieniałem adresy, mieszkałem m.in. przy Przybyszewskiego, przy Włościańskiej i przy Bogusławskiego, ale nigdy się z Bielan nie wyniosłem. Tu także studiowałem – na znakomitej uczelni, którą jest AWF, prawdziwa chluba Bielan, Warszawy i Polski. Właśnie przygotowuję się do wygłoszenia wykładu na rozpoczęcie roku akademickiego na AWF-ie. Przygotowuję, ale nie piszę. Bo nie mam w zwyczaju występując publicznie czytać z kartki. W przeciwieństwie do rządzących wiem, co mam powiedzieć.

Czego Panu życzyć?

Mnie? Tylko i wyłącznie zdrowia, żeby sił starczyło na robienie tego, co kocham. Natomiast ja chciałbym czegoś życzyć naszemu krajowi. Mianowicie innych polityków. Takich, którzy nie zapomną, że ich podstawowym miejscem pracy jest sejm, a nie telewizyjne studia i różne zadymy. Którzy nie będą opowiadać bajek, że nasz kraj leży w ruinie, bo dużo po Polsce jeżdżę i wiem, że to nieprawda. Którzy będą pamiętać, że na ich pensje składają się podatnicy. Wszyscy – także i ci, którzy na nich nie głosowali. Jeśli tak się stanie, to także i ja będę szczęśliwszy.