Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 

Pół wieku z bielańską przyrodą

Rozmawiamy z popularną postacią naszej bielańskiej społeczności – profesorem Maciejem Luniakiem, zoologiem i ekologiem. Jego specjalnościami naukowymi są ornitologia i ekologia miasta, a pozazawodowym hobby – obserwacje ptaków. Tytuł profesorski otrzymał od prezydenta Lecha Wałęsy. Całe swoje życie zawodowe był związany z Muzeum i Instytutem Zoologii Polskiej Akademii Nauk. Obecnie jest w tym Instytucie profesorem-emerytem, współpracownikiem. Opublikował 212 prac naukowych i 230 popularnonaukowych, poświęconych głównie faunie miasta, w szczególności Warszawy.

Co pana wiąże z Bielanami?

Mieszkam tutaj od połowy lat 60., czyli już pół wieku, z czego ostatnie 40 lat na Starych Bielanach. Darzę tę część dzielnicy wielkim sentymentem, cenię jej przedwojenną tradycję, przyjazny kształt urbanistyczny (willowa zabudowa z bogatą zielenią, metro), socjalność stosunków sąsiedzkich. Chyba nie znalazłbym dla siebie w Warszawie lepszego miejsca zamieszkania. Z Bielanami wiążą mnie także zaangażowania w sprawy przyrody tej dzielnicy – zarówno tej dzikiej w Lesie (a nie Lasku!) Bielańskim i lasach Młocin i Radiowa, ale też tej zurbanizowanej w przydomowych ogrodach i osiedlach mieszkaniowych. Ta bielańska przyroda, głównie ptaki, była przedmiotem moich badań naukowych, a aktywne obcowanie z nią jest dla mnie też przyjemnością i rekreacją. Jestem również zaangażowany w działania na rzecz jej ochrony i wzbogacenia oraz popularyzacji wiedzy o niej – w publikacjach i prelekcjach opisujących ją. Jednym z takich dokonań była wydana dwukrotnie (2010 i 2013) przez Urząd Dzielnicy obszerna monografia „Przyroda Bielan warszawskich” – do jej stworzenia udało mi się pozyskać ponad trzydziestu specjalistów z różnych dziedzin.

Jest pan też kojarzony ze spacerami ornitologicznymi w Lesie Bielańskim.

Z tym wyjątkowym reliktem dawnej Puszczy Mazowieckiej jestem związany od początku mojego bielańskiego życiorysu. Po wojnie urządzono tam Park Kultury z tańcami, koncertami i innymi formami masowej rozrywki, popularnymi i nawiązującymi do tradycji, ale dewastującymi Las. Do tego projektowana wówczas Wisłostrada miała go przecinać ulicą Dewajtis. Lasowi Bielańskiemu groziła więc zagłada. Wówczas powstała inicjatywa uznania go za rezerwat przyrody (stał się nim w 1973 r.) i poprowadzenia Wisłostrady estakadą przy brzegu Wisły. Udało się to dzięki usilnym zabiegom grupy miłośników Lasu i nieformalnym wpływom ówczesnej wicemarszałek Sejmu, prof. Haliny Skibniewskiej. To była chyba pierwsza w tej skali (zwycięska!) batalia proekologiczna w Warszawie, a dla mnie „zaślubiny” z Lasem Bielańskim. I tak jestem z nim związany do dziś, działając na rzecz ochrony jego wspaniałej przyrody, a obcowanie z nią jest dla mnie pasją przyrodnika i najlepszą rekreacją. Tamte czasy przypomina mi zdjęcie z 1964 r., na którym dosiadam pamiętnego słonia – atrakcję ówczesnego Parku Kultury, a dziś będącego ikoną Bielan. Dwukrotnie (w latach 1970 i 1990) wykonałem inwentaryzację awifauny (ptaków) Lasu i opisałem jego przyrodę w specjalnych rozdziałach pięciu książek. Las Bielański jest ostoją chyba najbogatszej bioróżnorodności w Warszawie, a także szczególną wartością krajobrazową i historyczną – bądźmy tego świadomi!

A w jakich działaniach związanych z bielańską przyrodą pan aktualnie uczestniczy?

Właśnie prowadzona jest renowacja Skweru im. prof. Jerzego Jarnuszkiewicza przy ul. Perzyńskiego. Zawiązała się społeczna grupa zabiegająca o nadanie temu terenowi proekologicznego charakteru. W ramach tej inicjatywy zgłosiliśmy projekt stworzenia tu (w pasie od strony ogrodów przy ul. Staffa) wydzielonej „strefy przyrody” z bogatą roślinnością, zminimalizowaną interwencją ogrodniczą i programem edukacji ekologicznej (m.in. pasieką). Ta nasza propozycja, jak i szereg innych,  znalazła się w projekcie renowacji Skweru. Można więc mieć ostrożną nadzieję, że będzie to teren przyjazny przyrodzie.

Te pana zaangażowania znalazły formalne uznanie Samorządu Bielan.

Tak, nawet dwukrotnie. Na wniosek Dzielnicy w roku 2017 dostałem Nagrodę Miasta Stołecznego Warszawy, wręczoną przez ówczesną prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz  podczas uroczystej sesji Rady Warszawy na Zamku Królewskim. A rok później (2018), również z inicjatywy Dzielnicy, dostałem odznakę Zasłużonego dla Warszawy. Bardzo sobie cenię te oba zaszczyty i tutaj jeszcze raz dziękuję Samorządowi Bielan za wystąpienia w tej sprawie do władz Miasta. 

Ptaki są pana specjalnością naukową i hobbystycznym zamiłowaniem. Pomówmy o bielańskiej awifaunie. 

Jest ona stosunkowo dobrze znana z badań naukowych i z obserwacji bielańskich amatorów ornitologii, a opisuje ją wspomniana już monografia „Przyroda Bielan...”. Mowa tam o około 131 gatunkach ptaków występujących na Bielanach regularnie, tzn. corocznie w odpowiednich porach roku. W tej liczbie wymieniono około 89 gatunków lęgowych – tzn. takich, które w naszej dzielnicy zakładają gniazda i wyprowadzają potomstwo. Pozostałe gatunki ptaków występują tu, ale nie są z Bielanami związane rodzinnie. Te liczby zapewne zmniejszyły się w ciągu ostatnich lat, co jest przejawem ogólnej (w kraju, na świecie) tendencji do zubożenia różnorodności świata zwierzęcego, a także skutkiem czynników lokalnych. Na Bielanach jest to głównie rozrost zabudowy i intensyfikacja zagospodarowania, kosztem naturalnych terenów zielonych i rolniczych. Nie mamy więc już, albo są w zupełnym zaniku, takich ptaków jak kuropatwa, skowronek, pliszka żółta, potrzeszcz. W środowisku zabudowy zmniejszyła się populacja wróbli, jerzyków i kawek, m.in. dlatego, że modernizacja budownictwa pozbawia je miejsc lęgowych. Mniej jest kolonii lęgowych jaskółek oknówek.

Ale są też ptaki, u których na Bielanach obserwujemy wzrost populacji.

W willowych kwartałach pojawiły się i są coraz liczniejsze dwa gatunki leśne – sójka i gołąb grzywacz, który od gołębia miejskiego różni sie wielkością i białą „grzywą” na szyi. Jesienią i zimą nad bielańskimi osiedlami coraz liczniej krążą mewy – głównie śmieszka i mewa siwa. Więcej jest łysek zimujących na zbiornikach wodnych (np. Stawach Brustmana i Kellera), a na bielańskiej Wiśle – kormoranów. Dobrze ma się w naszej dzielnicy pustułka – niewielki ptak z rodziny sokołów gniazdujący w niszach budynków, np. okienkach strychowych. Bielańska populacja tego tępiciela gryzoni liczy około dwudziestu par i chyba wykazuje tendencję wzrostową. Natomiast para „prawdziwych” sokołów wędrownych, które przez kilka lat zamieszkiwały loggię wieżowca na Marymoncie – przeniosła się za Wisłę i zajęła specjalnie dla nich przygotowaną skrzynkę na kominie żerańskiej elektrociepłowni. Ostatnią nowością bielańskiej awifauny jest wąsatka, niewielki barwny ptak, która  minionej zimy trzymała sie w trzcinowisku na Kępie Potockiej, przyciągając amatorów fotografii (pisały o niej „Nasze Bielany”).

Spektakularną zmianę w awifaunie bielańskiej Wisły spowodowała likwidacja spustu ścieków w Młocinach. Teraz są kierowane rurociągiem pod Wisłą do oczyszczalni Czajka w Białołęce. Dawniej to ujście ścieków było miejscem licznej koncentracji różnych gatunków mew i kaczek, które wyławiały „smakołyki” wypływające z kolektora, a zimą korzystały też z niezamarzającej przestrzeni wodnej. To skupisko ptaków wodnych ściągało polujące bieliki. Zjeżdżali się więc tu z całej Warszawy amatorzy obserwacji ornitologicznych, z lornetkami, lunetami i aparatami fotograficznymi. Tej atrakcji już nie ma, ale bielańska Wisła jest teraz czystsza.

A patrząc szerzej – aktualnym i widocznym ubytkiem świata zwierząt Bielan jest wytrzebienie dzików, które dawniej śmiało (ale nie agresywnie!) spacerowały po naszej Dzielnicy. Szkoda mi tych sympatycznych świnek.

W jakim stopniu przyroda jest obecna w społecznym życiu naszej dzielnicy?

Bielany na tle innych dzielnic Warszawy wyróżniają się pod tym względem zarówno w działaniach Samorządu, nastawionego proekologicznie (!), jak i w zaangażowaniu mieszkańców. Jesteśmy jedyną dzielnicą, która ma monografię całościowo opisująca jej przyrodę. Tylko na Bielanach odbywa się co roku dzielnicowy festiwal edukacyjny Dzień Ptaków. Przez trzy bielańskie parki (Olszyna, Herberta i Jarnuszkiewicza) przebiega ptasia ścieżka z wieżami, w których są miejsca lęgowe dla różnych gatunków oraz tablice przedstawiające te ptaki i w kontekście zasad ekologii. Niedawno mieliśmy dużą wystawę zdjęć bielańskich ptaków, autorstwa Joanny Radziejewskiej. Podobnej wystawy nie było chyba nigdzie w Warszawie. Znaczna większość przyjętych do realizacji na Bielanach projektów Budżetu Obywatelskiego z ostatnich lat dotyczyła działań na rzecz przyrody. Rezultatem tych działań są liczne skrzynki lęgowe dla ptaków zainstalowane na terenach zieleni i na budynkach. W tym roku w ramach Budżetu mają pojawić się także specjalne miejsca lęgowe dla jaskółek oknówek oraz zostaną podjęte działania pielęgnacyjne ratujące drzewa przed wycięciem.

I tylko pod względem ptasich nazw ulic jesteśmy daleko za Ursynowem, który ma ich co najmniej kilkanaście, a Bielany tylko cztery: Ptasi Raj, Kosa, Rudzika i Czyżyka, usytuowane w enklawie Lasu Młocińskiego. Podpowiadam, że są jeszcze wolne nazwy ptaków jak np. pokrzewka, pleszka, cyranka czy bielik. 

W ub. r. z inicjatywy Samorządu Dzielnicy w Parku Olszyna odbyła się akcja BioBlitz. To jest przeprowadzany w wielu krajach program doraźnych („Blitz”) kompleksowych inwentaryzacji „dzikiego życia” (flory i fauny), zwykle w jakimś parku. Wyniki takiego „zdjęcia” w Parku Olszyna, dokonanego z udziałem kilkunastu przyrodników – specjalistów z różnych dziedzin,  posłużą renaturyzacji tego parku, tzn. jego zagospodarowaniu w sposób sprzyjający przyrodzie.  

Mówiliśmy o działaniach na rzecz  bielańskiej przyrody, a co jej najbardziej szkodzi?

Są tu czynniki poza lokalne, na które mamy ograniczony wpływ, jak i bardziej bielańskie. Przykładem tych pierwszych jest postępujące przesuszenie, obserwowane w całym kraju. Powoduje ono zubożenie roślinności, a pośrednio siedlisk dla fauny. U nas na Bielanach skutki tego zjawiska są widoczne m.in. w Lesie Bielańskim. Potok Bielański dawniej był miejscem bytowania bogatej fauny wodnej, np. płazów, a nawet ryb. Obecnie zostało tylko jego łożysko, pozbawione wody,  martwe. W drugim leśnym potoku – Rudawce także znacznie ubyło wody, więc i dzikiego życia. Skutkiem przesuszenia Lasu jest mniejsza odporność jego roślinności na zniszczenia – widać to szczególnie po wydeptanym runie przy ścieżkach i na skarpach. To przesuszenie pogarsza warunki wegetacji zieleni także w parkach, osiedlach, ogrodach. Nie mając wpływu na zmiany klimatu i ogólnych warunków hydrologicznych, powinniśmy dbać przynajmniej o lokalną retencję wody – np. żeby deszczówka nawadniała zieleń, a nie spływała do kanału.

Innym czynnikiem szkodzącym bielańskiej (i nie tylko) przyrodzie jest wycinanie starych drzew. Posadzenie nawet wielu drzew nie równoważy straty jednego starego. Potrzeba kilkudziesięciu lat, zanim te młode zaczną odgrywać znaczącą ekologiczna rolę – jako czynnik klimatyczny, siedlisko fauny, tworzywo krajobrazu. Czyli to jest inwestycja dopiero dla przyszłych generacji. Za często i zbyt lekkomyślnie zubażamy w ten sposób przyrodę Dzielnicy. Aktualne metody arborystyki (postępowania z drzewami) dają tu duże, a niedostatecznie wykorzystywane (!) możliwości unikania tej straty – bezpowrotnej w skali naszego życia. W najgorszym przypadku niech zostanie przynajmniej główny korpus takiego „skazańca”. Zmniejszeniem zagrożeń powodowanych przez drzewa mogą być ostrzegające napisy, jakie pojawiły się np. w Lesie Bielańskim i w Dębach Młocińskich.

W Lesie Bielańskim znaczne szkody wyrządzają ruch publiczności i rajdy rowerowe poza wyznaczonymi szlakami. Niszczą one roślinność i malownicze stoki górnego tarasu, szczególnie ostatnio, kiedy Las jest wyschnięty, przez co jego runo jest mało odporne na wydeptywanie i rozjeżdżanie. Jest tu też ogólny problem wprowadzania psów do Lasu Bielańskiego (gdzie jest to zakazane, ale powszechnie ignorowane) i innych parków leśnych. Spacer z psem jest popularną i ważną społecznie formą rekreacji. Pies prowadzony w lesie szlakiem/ścieżką na smyczy jest w pełni akceptowalny. Natomiast swobodnie buszując, płoszy zwierzęta (m.in. ptaki w gniazdach na ziemi i w krzewach), także zostawiając woń drapieżnika. Pilne i ważne dla ochrony przyrody Lasu (a także innych bielańskich parków leśnych) jest wprowadzenie do regulaminu dla publiczności zasady: obecność psa w lesie – tak, ale tylko na smyczy. I oczywiście powinno to być przypilnowane (straż miejska, policja).

Znaczny udział w krajobrazie Bielan mają ogrody – przydomowe, działkowe. Jak tam sprzyjać przyrodzie?

Namawiam ich właścicieli, żeby do swoich ogrodów wpuścili więcej naturalnej, rodzimej zieleni zamiast wyfroterowanych trawników i tuj. Dla jeży ważne są  przejścia pod ogrodzeniami, a w kącie ogrodu kupka ściółki i gałęzi – jako kryjówka, miejsce rozrodu i snu zimowego. Na drzewie lub na ścianie budynku – skrzynka lęgowa dla szpaka lub sikorki. Ostatnio propagowane są też „hotele” dla owadów zapylających. Jak najmniej wygrabiania ściółki i jak najwięcej naturalnego runa. Nie tępmy kretów – są potrzebne ekosystemowi gleby. Kot – groźny łowca ptaków i wiewiórek, nie powinien być wypuszczany do ogrodu, a przynajmniej pilnowany. Niedawno ukazała się broszurka doradzająca, jak sprzyjać dzikiemu życiu w zieleni miejskiej – wydana przez Zarząd Zieleni m.st. Warszawy i jest dostępna tam lub w Internecie http://zzw.waw.pl/2019/02/28/dzikie-zycie-w-parkach-miejskich-jak-im-sprzyjac-plik-do-pobrania/.

Jaki jest stosunek pana, jako ornitologa, do powszechnego zwyczaju dokarmiania ptaków?

Ze względów przyrodniczych dokarmianie ptaków nie jest potrzebne – uzależnia je od nas, zmienia ich zwyczaje (np. nie odlatują na zimę), zwabia je w nadmierne koncentracje. Ale z drugiej strony dokarmianie ma społeczny walor rekreacyjny i dydaktyczny. Pozwala obserwować ptaki, zaprzyjaźnia z nimi. Ja sam też znajduję w tym przyjemność. Jeśli dokarmiamy, to przestrzegajmy przy tym zasad przypominanych w mediach. Takie zalecenia są np. na tablicy umieszczonej w Parku Olszyna w ramach bielańskiego Budżetu Obywatelskiego. Najwłaściwszym poczęstunkiem dla większości ptaków są ziarna słonecznika, tanie i dostępne, m.in. na naszym bielańskim bazarze przy ul. Wolumen.

Natomiast znacznie ważniejszy od dokarmiania jest dla ptaków dostęp do wodopoju. Trzeba jednak dbać, żeby woda była często zmieniana, a naczynie utrzymane w czystości. W moim ogródku od wiosny do jesieni jest kuweta z wodą, stale odwiedzana przez skrzydlatych gości.

Dziękujemy za rozmowę. 

Wzajemnie dziękuję paniom i redakcji „Naszych Bielan” za możliwość opowiedzenia Czytelnikom o sprawach bielańskiej przyrody i jej obecności w mojej biografii. Korzystam też z okazji, żeby wyrazić paniom uznanie za społeczną (często naszą wspólną) aktywność proekologiczną dla naszej Dzielnicy.

Rozmawiały Beata Niedomagała i Agnieszka Gołębiowska

Czerwiec 2020
P W Ś C Pt S N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 1 2 3 4 5

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany