Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Co w bielańskiej trawie piszczy?

Zamiast wymuskanego w każdym zakątku trawnika - pas nieskoszonej trawy. Zaniedbanie? Nic podobnego! To świadome działanie, którego celem jest stworzenie warunków dla najmniejszych mieszkańców Bielan. W takich zaroślach bowiem zwykle kwitnie bujne życie zapylaczy, małych kręgowców czy miejskich ptaków.

To właśnie liczba gatunków ptaków na danym terenie papierkiem lakmusowym pokazującym, czy jego gospodarze troszczą się o przyrodę, czy nie. Bielany to jedna z najbardziej zielonych dzielnic Warszawy i jednocześnie jedna z najchętniej zamieszkałych przez ptaki. Jednak by taki stan osiągnąć potrzeba wielu rozważnych decyzji i konsekwentnych działań. Na Bielanach mamy jednak mnóstwo przykładów, że można i warto podejmować działania proekologiczne.

Skrzydlaci przyjaciele pod szczególną ochroną
Wysoka na 8 metrów, z 42 nowiutkimi gniazdami i emitująca przyjemny dla ucha dźwięk – żadna jaskółka nie powinna przelecieć obok tej konstrukcji obojętnie! Mowa oczywiście o pierwszej w Polsce wieży wybudowanej z myślą o oknówkach. Dlaczego akurat na Bielanach? Tradycja zakładania gniazd na elewacjach tutejszych bloków jest długa, jednak nie dla wszystkich przyjemna. Konieczność częstszego mycia okien i parapetów sprawiała, że część mieszkańców bez entuzjazmu witała ptaki powracające wiosną z Afryki. Problemy wynikające z mieszkania pod jednym dachem może rozwiązać właśnie jaskólnik, czyli osobne lokum dla jaskółek. Zresztą Bielany przodują w tego rodzaju budownictwie – w ubiegłym roku powstały tu dwie wieże dla jerzyków, a mnóstwo budek lęgowych zostało zamontowanych na budynkach. To dobra wiadomość nie tylko dla ptaków. Także dla ludzi, bo oknówki czy jerzyki są naszymi najlepszymi sojusznikami w walce z komarami (jedna jaskółka potrafi dziennie uwolnić nas nawet od 6 tys. tych owadów).

To niejedyny przykład jak na Bielanach dba się o zachowanie bioróżnorodności. Ptasi eksperci żartują, że w środowisku krzyżówek prawdopodobnie rozeszła się wieść, że jeśli już zimować w stolicy, to najlepiej w Parku Olszyna. Bywa, że najchłodniejsze miesiące w roku spędza tu od stu do nawet tysiąca osobników tego gatunku. Gdzie tkwi tajemnica sukcesu? Oczywiście jednym z powodów jest to, że mieszkańcy chętnie podsuwają ptakom smakołyki. Niestety, nie zawsze służą one skrzydlatym łakomczuchom. Dlatego władze dzielnicy zamontowały specjalny podajnik ziarna, tak by każdy kto chce nakarmić ptaki mógł to zrobić, jednocześnie nie ryzykując, że zaszkodzi im niewłaściwą karmą. Wprawdzie nie wyeliminowało to całkiem szkodliwego nawyku przychodzenia do kaczek z bułeczkami i krakersami, ale edukacja prowadzona przez dzielnicowy wydział ochrony środowiska z pewnością przynosi rezultaty, bo takich zdarzeń jest coraz mniej.

Jedna Kępa, dwa różne oblicza

O to by jak najwięcej różnych gatunków zwierząt odwiedzało Bielany dba Wydział Ochrony Środowiska podejmując działania, które bioróżnorodności sprzyjają. Świetnym przykładem tego jak konkretne decyzje urzędników przekładają się na los fauny i flory jest Kępa Potocka. Kiedy kilka lat temu rozpoczęła się rewitalizacja parku po stronie Żoliborza, władze Bielan zdecydowały, że bielańska część Kępy pozostanie bardziej dzika. Na Żoliborzu przystrzyżono trawniki, zdyscyplinowano rabatki, wycięto niektóre drzewa – park szybko zyskał „cywilizowane” oblicze. Przyszli mieszkańcy, odleciały jednak ptaki. W 2006 roku, na dwa lata przed uporządkowaniem zieleni, żyło tu 25 gatunków ptaków (56 par). Pięć lat później, badania znakomitego ornitologa, ekologa miasta i bielańczyka prof. Macieja Luniaka pokazały, że znikła połowa gatunków (ich liczba zmniejszyła się do 13) i co druga para (do 26). Był to wynik zubożenia znajdujących się tam wcześniej siedlisk. Tymczasem bielańska część Kępy Potockiej stała się ostoją dzikiego życia. Miłośników ptasiej fotografii co rusz elektryzuje wieść o pojawieniu się rzadkiego gatunku. W styczniu sensację wzbudziła wizyta na Bielanach rzadkiej w mieście wąsatki. Samiec – choć nieświadomy podziałów administracyjnych ­– wybrał bielańską część Kępy Potockiej. I to nieprzypadkowo. Otóż, Bielany zdecydowały się nie ścinać trzcin, których nasiona stanowią zimowe pożywienie tego gatunku ptaków. Takiego przysmaku po drugiej stronie parku po prostu nie ma. W parku zamieszkały też m.in. zimorodek, trzciniak, niezwykle rzadka w mieście gęsiówka egipska (niestety była tylko …przelotem), łyski a łabędź niemy założył w tym roku rodzinę i z siedmioma maluchami pływa po kanałku.

Utrzymując tereny zieleni w parkach, skwerach czy zieleńcach stosujemy różne sposoby, by zachować i zwiększyć bioróżnorodność – mówi Anna Piasecka-Bulwan z bielańskiego Wydziału Ochrony Środowiska. – Temu służy na przykład układanie martwej materii na terenach zieleni w postaci warkoczy z chrustu, czy liści które stają się schronieniem dla wielu małych zwierząt czy ptaków. Wieszamy budki lęgowe, które zasiedlane są przez ptaki i wiewiórki. Dbamy o zachowanie drzewostanu. Tam gdzie to możliwe zostawiamy stare  drzewa, które ze względu na swój wiek i rozkład materii niekoniecznie są bezpieczne ale z punktu przyrodniczego są nieocenione dla przyrody, taki przykład mamy chociażby w Parku Kępa Potocka. Oczywiście, jesteśmy też odpowiedzialni za bezpieczeństwo mieszkańców dlatego zawsze szukamy kompromisu pomiędzy bezpieczeństwem osób odwiedzających park a dobrostanem zwierząt. Regularnie kontrolujemy zdrowotność drzew, i dopóki to możliwe staramy się ich nie usuwać a jedynie na przykład redukować korony, czy odgradzać  – tłumaczy Anna Piasecka-Bulwan.

Taka równowaga – pomiędzy oczekiwaniami mieszkańców a potrzebami zwierząt – ma być zachowana w modernizowanym obecnie Skwerze im. J. Jarnuszkiewicza. Oprócz stref wydzielonych dla dzieci i dorosłych, mają się tu znaleźć również enklawy dla miejskich zwierząt – strefy położone z dala od głównych przejść, tak by bracia mniejsi nie byli nadmiernie niepokojeni, a dzięki temu by sprzyjały rozwijaniu różnorodności biologicznej. Zabiegi pielęgnacyjne w tych strefach mają być prowadzone w minimalnym, niezbędnym stopniu.

Niestety, wiele osób wciąż nie rozumie po co w mieście zostawiać stare konary drzew, gałęzie czy nieskoszoną trawę. Ale właśnie to sprzyja tak ważnej dla ekosystemu bioróżnorodności. Mało kto uświadamia sobie też, że nadmiernie oświetlony park także przyczynia się do degradacji siedlisk zwierząt. – Decyzje o niekoszeniu trawników dobrze świadczą o władzach gmin. To korzystne dla ptaków i wielu innych małych zwierząt, które znajdują schronienie w wyższej trawie – ocenia dr Andrzej Kruszewicz, ornitolog i dyrektor warszawskiego ZOO. Zdaniem dr Kruszewicza poprawia się świadomość ekologiczna władz samorządowych. Dzięki temu podczas planowania miejskich inwestycji uwzględnia się aspekt przyrodniczy i przyjmuje rozwiązania proekologiczne, nawet jeśli wiąże się to z dodatkowymi kosztami finansowymi. – Termomodernizacje domów przeprowadza się z udziałem ornitologa, nie ma już przeźroczystych ekranów, które były zabójcze dla ptaków. Nie prowadzi się pochopnej wycinki drzew. W miastach pojawiają się też poidełka dla ptaków – wymienia dr Kruszewicz.
Przykładem proekologicznego działania jest chociażby Park Olszyna, gdzie pod drzewami trawa może swobodnie rosnąć. To ukłon m.in. w stronę podlotów, które wiosną często lądują w zaroślach, na przystrzyżonej tuż przy ziemi trawie byłyby wystawione na atak drapieżników. Mogłyby też zginąć podczas koszenia.

Park Olszyna stał się zresztą obiektem niesłychanie ciekawych badań – BioBlitz. To program prowadzony przez naukowców w wielu światowych stolicach, a którego celem jest ustalenie jakie gatunki fauny i flory można spotkać w miastach. Ta cenna inicjatywa została podchwycona także przez bielańskie władze samorządowe i mieszkańców. Po raz pierwszy w sierpniu ubiegłego roku, badacze i ekolodzy ruszyli z notesami, by odszukać i zarejestrować ślady życia, nawet najmniejszych organizmów w Parku Olszyna. W sumie doliczono się: 450 gatunków, w tym – 62 gat. grzybów, 33- porostów, 132 gat. roślin, 34 gat. chrząszczy, 8 gat. motyli dziennych, 28 gat. motyli nocnych, 32 gat. owadów zapylających, 63 gat. pająków i kosarzy, 17 gat. organizmów wodnych, 36 gat. ptaków, 1 gat. gada i 4 gatunki ssaków. Taki rejestr jest wartościowy, nie tylko dlatego, że fajnie jest wiedzieć co nas otacza ale przede wszystkim, że wiadomo co można zrobić lepiej, by pojawiło się więcej zwierząt i żyły w bardziej przyjaznych im warunkach.

Światowe trendy w działaniach proekologicznych widać na Bielanach także za sprawą zakładanych łąk kwiatowych. Tak się stało chociażby na Chomiczówce przy ul. Bogusławskiego. Oprócz części przeznaczonej do wypoczynku mieszkańców, powstały tu również hotele dla owadów. Prowadzone są zajęcia edukacyjne dla dzieci. W ramach wychowywania proekologicznego najmłodszych, bielański ratusz organizuje lekcje, podczas których są budowane np. schronienia dla jeży. To nie są drewniane domki, ale schronienia z gałęzi i liści, jakie każdy może wykonać we własnym zakresie. – Takie konstrukcje pojawiły w pięciu bielańskich parkach, wybraliśmy miejsca na uboczu, oddalone od ścieżek, tak by na przykład psy nie zakłócały spokoju dzikich zwierząt. Okazało się, że te schronienia zostały przez jeże zamieszkane – dodaje przedstawicielka ratusza Anna Piasecka-Bulwan.

Życie miejskich zwierząt nie należy do najłatwiejszych. Tu – jak zauważa dr Kruszewicz – mogą przetrwać tylko najinteligentniejsze gatunki. Tym bardziej warto więc podejmować działania, które ułatwią im przeżycie.

Anna Urbańska

Sierpień 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany