Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Zrobiliśmy sobie pod oknami raj

Aby zobaczyć piękny ogród nie trzeba jechać do ogrodu botanicznego. Bo u nas, na Bielanach, prawdziwy raj na ziemi stworzyli państwo Genowefa Gruszka i Aleksander Cieślik, nasi czytelnicy. – Wkładamy w to miejsce mnóstwo serca i pracy. Najbardziej cieszy nas zachwyt przechodniów i sąsiadów. Choć nie wszystkim nasz ogród jest w smak – mówi małżeństwo z Marymonckiej 37.

Przemysław Burkiewicz

Pani Genowefa i pan Aleksander to wyjątkowo sympatyczni ludzie. Zaprosili „Nasze Bielany” do swojego małego raju, który stworzyli dosłownie pod oknami swojego mieszkania. Już z daleka widać ich bujny ogród, otoczony siatką. – Od razu zastrzegam, że ta siatka jest bezpieczna. Wystarczy kilka sprytnych ruchów i ogrodzenie jest zdjęte. Dzięki temu, gdyby doszło do awarii czy konieczności wjechania tu wozu strażackiego, nikt nie zmarnuje czasu na demontaż siatki – uśmiecha się pan Aleksander. Ogród kipi roślinnością. Rosną tu piękne róże, floksy, lilie. Całości dopełniają wewnętrzne chodniki, a nawet latarnie. – Zapalają się po zmroku. Rzucają dyskretne światło – mówi pani Genowefa. W ogródku możemy też wypatrzeć wykonane z drewna ptaszki i inne zwierzątka, które urozmaicają ten i tak przepiękny ogród.

- Nie ma co się oszukiwać. Naprawdę wkładamy w to miejsce mnóstwo pracy. To nasz oddech, choć na co dzień korzystamy z basenu w Centrum Rekreacyjno Sportowym przy ulicy Lindego. Lubimy nasz ogródek. Spędzamy mnóstwo czasu przy troszczeniu się o rośliny. Zresztą moi znajomi ciągle dają mi nowe okazy, które sadzę w bielańskiej ziemi – mówi pan Aleksander Cieślik. – Naszą największą bolączką jest jednak brak zgody zarządu naszej wspólnoty mieszkaniowej, abyśmy mogli podlewać ogród ze wspólnego węża. Musimy przez to dźwigać konewki z wodą z mieszkania. Na szczęście mieszkamy na parterze – mówi pani Genowefa Gruszka.

Pani Genowefa i pan Aleksander dają też przykład innym sąsiadom, którzy również zaczęli ozdabiać inne trawniki roślinkami. – Oczywiście ktoś ma na to więcej czasu, siły oraz pieniędzy, a kto inny mniej. Ale wystarczy spojrzeć na trawniki wzdłuż biegnącej obok ulicy Pruszyńskiego, że kilka osób stara się nadać otoczeniu miły wygląd. Bo czyż kwiaty są brzydkie? Nie, nadają okolicy piękna – mówią ogrodnicy z Marymonckiej.

Jak mówi Włodzimierz Piętkowski, zastępca burmistrza odpowiedzialny za nieruchomości, ogródek z Marymonckiej 37 zachwycił go. – Od kilku lat przeprowadzamy Bielańskie Rewolucje Podwórkowe. Chcemy, by spomiędzy bloków zniknął popękany asfalt i zniszczone krawężniki. W ich miejscu sadzimy drzewa i krzewy, by po prostu stworzyć miejsce dla ludzi, którzy wyjdą z domu i zaczną spędzać czas na świeżym powietrzu. Ogródek, jaki stworzyli pani Genowefa i pan Aleksander, jest naprawdę cudowny. Chciałbym, żeby bielańska społeczność m.in. przez takie działania jeszcze bardziej się integrowała – mówi burmistrz Piątkowski.