Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Przepracowani, zmęczeni, zagrożeni

Brakuje płynu do dezynfekcji? Do akcji wkraczają bielańscy strażacy! Trzeba dotrzeć do osób, które miały kontakt z chorymi na Covid-19 i jeszcze sprawdzić grupy imprezowiczów, którzy pojawiają się w miejscach publicznych mimo nakładanych ograniczeń? Spokojnie, to zadania, które – mimo ryzyka zakażenia – wykonają policjanci i strażnicy miejscy. Pracujący na Bielanach funkcjonariusze służb mundurowych podczas epidemii stanęli na wysokości zadania, a musieli wziąć na siebie nie tylko dotychczasowe, ale i dodatkowe obciążenia.

O inicjatywie strażaków z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej PSP nr 6 zrobiło się głośno w całej Warszawie. Był początek epidemii, dramatycznie zaczęło brakować środków do dezynfekcji. Bielańscy strażacy ze Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego (wchodzącej w strukturę JRG nr 6) postanowili sprostać wyzwaniu i rozpocząć produkcję bezcennego wówczas płynu. – Jesteśmy strażakami ale też chemikami. Kiedy więc dostaliśmy odpowiednią zgodę zabraliśmy się za produkcję płynu zgodnie z recepturą podaną przez WHO. W efekcie, do końca kwietnia, zrobiliśmy dla mazowieckich jednostek straży pożarnej 24 tysiące litrów płynu do dezynfekcji rąk oraz 20 tysięcy litrów do odkażania sprzętu – mówi st. kpt. Paweł Szymanek, dowódca JRG 6. Ale epidemia zmieniła znacznie więcej w służbie strażaków. Przede wszystkim musieli zmodyfikować system dyżurów, tak by zminimalizować ryzyko zakażenia bliskich po powrocie do domu. Strażacy zabezpieczali medyków pobierających wymazy od podchorążych szkoły pożarniczej, gdzie zakażonych było kilkudziesięciu studentów. Pomagają też ratownikom dostać się do mieszkań osób wzywających pogotowie, a które nie są w stanie samodzielnie otworzyć drzwi. Odpowiadali też za namioty ustawiane przed szpitalami, w których przeprowadzany był wstępny wywiad (pod kątem zakażenia) z osobami udającymi się zabiegi medyczne. Strażacy dbali m.in. o to, by w namiotach był prąd czy ogrzewanie. Zamiast do pożarów altanek śmietnikowych, nawet 2-3 razy dziennie byli wzywani do … stłuczonych termometrów.

Policjanci i strażnicy

Choć od początku epidemii lekarze apelują, by ograniczyć do minimum styczność z innym, a od osób spotykanych na ulicach trzymać się na odległość przynajmniej 1,5 metra, policjanci i strażnicy miejscy nie mogą sobie na to pozwolić. To właśnie na nich spoczął obowiązek kontaktowania się z tymi, którzy stanowią potencjalnie największe zagrożenie: mieli styczność z osobami zakażonymi i przebywają na kwarantannie, wrócili z zagranicy czy wymagali natychmiastowej pomocy medycznej. – Strażnicy miejscy, tak samo jak ratownicy medyczni i policjanci, nie mogą zachować bezpiecznego dystansu od kogoś, komu udzielają pomocy. Bywa, że są to osoby ranne, wymagające resuscytacji, czy choćby ułożenia w pozycji bocznej ustalonej – mówi Romuald Modzelewski, naczelnik V Oddziału Terenowego Straży Miejskiej, który obejmuje działaniem Bielany i Żoliborz. Wśród dodatkowych zadań znalazły się: kontrola m.in. parków, placów zabaw ale również dostarczanie bezdomnym pożywienia, a także maseczek, środków odkażających i higieny osobistej. Współpracowali ze streetworkerami opiekującymi się bezdomnymi.

Ryzyko podejmują także policjanci. Na bielańskie ulice codziennie wychodzi ponad 50 patroli. Tworzą je policjanci wspierani przez strażników, żandarmów czy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Policja współpracuje również z Sanepidem i kontroluje przestrzeganie kwarantanny przez osoby, na które została nałożona. – Dzwonimy, chodzimy, prosimy, by osoby na kwarantannie podeszły do okna czy wyszły na balkon. Słowem, by pokazały, że pozostają w odosobnieniu – mówi Kamila Szulc, p.o. rzeczniczka Komendy Rejonowej Policji Warszawa V (Bielany, Żoliborz). Oprócz tego policjanci upewniają się czy osoby, które nie mogą opuścić domów nie potrzebują jakiejś pomocy.

Czy wychodząc do pracy towarzyszy im obawa? Oczywiście, ale nie wpłynęło to na sumienność wykonywanych zadań, w żadnej formacji mundurowej nie odnotowano nagłych absencji w pracy czy próśb o przesunięcie do mniej ryzykownych obowiązków. – Charakter naszej pracy, tak jak innych formacji służących społeczeństwu, nie pozwala nam na wybór czy możemy unikać zagrożeń, czy też nie – zaznacza Romuald Modzelewski. – Podejmowane przez funkcjonariuszy na co dzień działania w oczywisty sposób stwarzają dla nas potencjalne zagrożenia. Mamy jednak świadomość, iż pomoc mieszkańcom, której podjęliśmy się, musi być realizowana niezależnie od okoliczności. Do szczególnie niebezpiecznych zadań, z jakimi mamy do czynienie podczas epidemii, zgłaszamy się wszyscy codziennie przychodząc do pracy – dodaje Romuald Modzelewski.

Dla mundurowych najtrudniej poradzić sobie ze świadomość, że mogą być źródłem zakażenia najbliższych. Nie jest łatwo, gdy dowiadują się że ich koledzy z innych jednostek zostali skierowani na kwarantannę. Tak było w przypadku strażaków z Woli. Ale nie tylko. Bo niestety często zdarza się, że osoba z którą muszą się skontaktować nie informuje, że miała kontakt z chorym na Covid-19 czy że ma wysoką gorączkę. – Największym obciążeniem dla nas wszystkich jest informacja, że wykryto zakażenie u pacjenta, któremu strażnicy dopiero co udzielili pomocy. To oznacza obowiązkową kwarantannę dla interweniujących funkcjonariuszy i tych, którzy mieli z nimi kontakt. Jednocześnie jest to jednak czas ogromnego napięcia i niepokoju dla nas wszystkich, koleżanek i kolegów z pracy oraz przełożonych – przyznaje naczelnik bielańskiej i żoliborskiej Straży Miejskiej.
Do tego dochodzi jeszcze zmęczenie fizyczne spowodowane nadmiarem obowiązków, liczbą nadgodzin i brakiem możliwości wzięcia urlopu. 

Jak w ich oczach wypadają mieszkańcy Bielan? Mundurowi zapewniają, że zdecydowana większość z nas poważnie potraktowała wprowadzone ograniczenia. Przez kilka tygodni obowiązywania surowych obostrzeń, za ich nieprzestrzeganie wystawiono tylko kilka mandatów. Za to wiele osób z ogromną życzliwością odnosiła się do tych, którzy stanęli na pierwszej linii frontu walki o bezpieczeństwo epidemiczne. – To dla nas ogromna satysfakcja, gdy mieszkańcy zwracają się do nas z miłymi słowami, życzą nam zdrowia i żebyśmy byli bezpieczni – mówi Kamila Szulc.