Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Awaria początkiem reaktywacji rzeki? Odkopać Rudawkę!

Kilka dni temu przy skrzyżowaniu al. Armii Krajowej z ul. Broniewskiego doszło do tak poważnej awarii, że Ratusz zwołał nawet sztab kryzysowy. Co się stało? Podczas prac budowlanych robotnicy uszkodzili betonowy kanał, którym od blisko pięćdziesięciu lat płynie rzeka Rudawka. Woda zalała okolicę. – Może to czas, by ją odkopać i przywrócić bielańczykom? – zastanawiają się warszawiacy.

Przemysław Burkiewicz

Foto Sylwester Korzeniewski

Uszkodzenie podziemnego kanału było bardzo poważne. Zalane zostały podwórka przy ulicy Izabelli na Powązkach, woda wdarła się na klatki schodowe i do piwnic. Istniało poważne zagrożenie, że woda podmyje jezdnię ulicy Broniewskiego. Na szczęście do tego nie doszło.

Rudawka zgłasza się

Jednak uszkodzona nie została „zwykła” magistrala wodociągowa, tylko kanał prastarej rzeki Rudawki, którą pół wieku temu schowano w kanale. To jednak nie pierwsza „zemsta zza grobu” tego strumienia – wszyscy pamiętają wielką awarię na Trasie AK w 2013 roku. Silne ulewy, ale też niesprawna kanalizacja doprowadziły do wybicia wody i zatopienia arterii w rejonie wiaduktu ulicy Mickiewicza. Między innymi ten incydent spowodował przyspieszenie decyzji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad o przebudowie trasy, która zakończyła się w 2015 roku.

Z dziejów historii

Rudawka – od której nazwę wzięło osiedle na Powązkach – to nie byle strumyczek. Istnieje ona bardzo długo, a w swojej historii stanowiła źródło dochodów dla mieszkańców Burakowa, Słodowca, Rudy czy Marymontu. Wzdłuż niej stały bowiem młyny, a woda wykorzystywana była także przez okoliczne zakłady przemysłowe – farbiarnie jedwabiu Berka Wolfowicza, farbiarnię Emila Kellera (pamiątka po stawach zasilanych Rudawką jak i fabryce jest nazwa parku Stawy Kellera) czy wytwórnię noży Karola Bauera. Wreszcie wody naszego lokalnego strumienia zasilały piękny park księżnej Izabelli Czartoryskiej, która w Powązkach miała swoją rezydencję z jeziorami, sztucznymi jeziorkami i oczywiście pałacykiem.

Rudawka to problem

Ale w okresie międzywojennym Rudawka zaczęła stwarzać problemy. Okolice rzeki stały się coraz gęściej zabudowane. Wytyczono nowe ulice, powstawały domy jednorodzinne i kamienice. Wiele budynków nie było podłączonych do kanalizacji, więc nieczystości spuszczane były rynsztokami właśnie do Rudawki. Rzeka dodatkowo często wylewała, niszcząc ogrody, uprawy i domostwa. Podmokłe tereny były dodatkowo utrapieniem z powodu robactwa i inwazji komarów. I dlatego już przed wojną rozpoczęto prace przy melioracji Powązek, Burakowa, Słodowca, Marymontu. Magistrat uregulował jej bieg, przez co wody bystrym nurtem, szybko spływały do Wisły. Mieszkańcy odetchnęli, ale jednocześnie rzeka wciąż nawadniała okolicę.

Do kanału z nią!

Gdy w końcu lat 70. XX wieku rozpoczęła się wielka przebudowa Marymontu, Słodowca i innych, przedmiejskich i sielskich do niedawna rejonów, zakończył się żywot Rudawki. Historyczna rzeka została wprowadzona do kanału i po prostu zniknęła z powierzchni ziemi. Dziś można ją oglądać jedynie w kilku punktach: w parku Olszyna, wzdłuż ulicy Klaudyny między Kiwerską a Podleśną, oraz w Lesie Bielańskim – Rudawka wesoło chlupie przy jednorodzinnych zabudowaniach w rejonie ulic Marii Kazimiery i Tczewskiej. Jednak czy ostatnia awaria może spowodować odkopanie rzeki?

A może jednak okopać?

Dyskusję o przywracaniu miastom skanalizowanych rzek rozpoczął w połowie kwietnia „Magazyn Stołeczny”. Gazeta wskazuje, że nie tylko Rudawka płynie pod Warszawą. Dosłownie pod Warszawą, bowiem chowanie do kanałów istniejących od wieków rzek i strumieni to praktyka znana od osiemnastego stulecia. Kilka metrów pod ziemią są schowane m.in. Dunaj, Strumień Nowomiejski i Bełcząca na Starym Mieście, Żurawka w Śródmieściu Południowym (od niej wzięła nazwa ul. Żurawia), czy Drna i Polkówka na Żoliborzu. W rozmowie z dziennikiem dr inż. Michał Wasilewicz ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego zaznacza, że takie operacje zdecydowanie poprawią lokalne środowisko naturalne. Zgadza się z nim Justyna Glusman, dyrektor koordynator ds. zrównoważonego rozwoju w Ratuszu. – Odsłonięcie którejś z tych rzek byłoby zgodne z polityką adaptacji do zmian klimatu. Chcemy, by miasto zyskiwało jak najwięcej takich naturalnych terenów. W zeszłym roku przyjęliśmy Program Ochrony Zasobów Wody, który składa się z sześciu filarów. Jeden z nich to właśnie ochrona kanałów i przywrócenie niektórym z nich funkcji retencyjnej – mówi Justyna Glusman w rozmowie z „Magazynem Stołecznym”.

Na świecie to robią

Najbardziej spektakularnym przykładem przywracania rzek jest Cheonggyecheon w Seulu (Korea Południowa). W latach 50. XX w. szeroki strumień został schowany w kanale, na którym wybudowana została autostrada. Pół wieku później burmistrz Lee Myung-bak nakazał rozbiórkę arterii i odkopanie rzeki. Dzięki temu w okolicy temperatura spadła średnio o 3,6 stopnia, nad Cheonggyecheon zamieszkało 36 gatunków ptaków, a codziennie 90 tysięcy mieszkańców Seulu udaje się tu na spacer. Skoro więc można odkopać i przywrócić środowisku wielką rzekę, to czy renaturyzacja małej Rudawki naprawdę jest niemożliwa?