Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Harcerze kontra epidemia

Każde pokolenie ma swoją wojnę, dla nas to była epidemia – mówią harcerze z Bielan i Żoliborza o wydarzeniach ostatnich miesięcy. Dla nich był to niewątpliwie czas, kiedy powiedziano im: sprawdzam! Jak wypadł ten trudny egzamin?

Aleksandra Zborowska

Marzec 2020. Kilka dni po wprowadzeniu lockdownu na ulicach pustki, większość sklepów i punktów usługowych zamknięta. Ale w bielańskiej pracowni haftu artystycznego jak w ulu. Co chwila ktoś wchodzi obładowany paczką, ktoś inny wychodzi. Widać, że lokal tętni życiem, nawet przez 14 godzin dziennie. W pracowni należącej do druhny „Bozi” tak właśnie będą wyglądały kolejne miesiące. Bo tu biło serce bielańskiej części akcji szycia maseczek przez harcerzy. Dzięki Stołecznej Chorągwi ZHP do potrzebujących dotarło aż 27 tysięcy maseczek, znaczna część z nich pochodziła właśnie od harcerzy z Bielan i Żoliborza.

Harcerze, nożyce w dłoń!

– W pierwszych dniach po ogłoszeniu epidemii COVID maseczki były towarem deficytowym, ktoś rzucił hasło: uszyjmy je! I tak się zaczęło – opowiada Bożena Rudzińska, nazywana od imienia „druhną Bozią”. Córka pani Bożeny, Anna (także harcerka), zapytała czy włączy się w taką akcję. Odpowiedź mogła być tylko jedna: oczywiście! Pracownia, którą prowadzi pani Bożena, stała się punktem zbornym w harcerskiej operacji.

Pomysł narodził się spontanicznie, ale trzeba było zmysłu organizacyjnego, by przełożyć go na konkrety. Udało się. Każdy miał jasno określony zakres obowiązków, a pracę rozdzielono na kilka grup. Była m.in. sekcja uderzeniowa, jak żartowali harcerze – „prowadząca akcję żebraczą”, czyli odpowiedzialna za zdobycie materiałów. – Panie z tej grupy zwracały się do producentów, właścicieli sklepów czy hurtowni z prośbą o bezpłatne przekazanie odpowiednich materiałów, nici i gumek. I co było ogromnie budujące, przedsiębiorcy nie odmawiali! Zasługują na ogromne podziękowanie – zaznacza Bożena Rudzińska.

Podarowane bele materiału zwożono do pracowni na Bielanach. Tu, jedna ekipa dzieliła materiał na mniejsze kawałki i przekazywała drugiej grupie, czyli kierowcom, którzy rozwozili przesyłki do osób odpowiedzialnych za krojenie materiału według opracowanego przez harcerzy wzoru. Następnie pakiety, składające się z elementów koniecznych do uszycia 50 maseczek, trafiały do sekcji krawieckiej. Działały w niej zarówno osoby z doświadczeniem, jak i krawcy-amatorzy, po błyskawicznym przeszkoleniu. Przy maszynach do szycia usiedli harcerze i osoby spoza harcerstwa, m.in. jedna z bielańskich radnych. – Wydawało się, że do takiego zajęcia, postrzeganego jako babskie, zgłoszą się tylko dziewczyny, ale okazało się, że równie chętnie za szycie zabrali się nasi koledzy – opowiada Bożena Rudzińska. Część maseczek była zszywana w pracowni, część w domach ochotników. Gotowe produkty znów wędrowały do centrali, gdzie harcerze banderolowali i pakowali je w pudła. Tak przygotowane paczki wyruszały w drogę do potrzebujących.

Kto szybko daje, ten dwa razy daje

Harcerskie maseczki były szyte według wskazówek udzielonych przez medyków. Miały warstwę flizeliny (dar od producenta z Łomianek) i dobrą jakościowo bawełnę. Jako produkty spełniające wymagane normy mogły być używane przez personel medyczny (pielęgniarki) i techniczny. Były rozdawane także pacjentom wypisywanym ze szpitala. – Maseczki przekazywaliśmy do szpitala Bielańskiego oraz Wojskowego Instytutu Medycyny Lotniczej. Otrzymali je policjanci z komisariatu przy Żeromskiego, strażnicy miejscy i strażacy z Bielan i Żoliborza – wylicza harcmistrz Michał Piotrowski z Hufca Żoliborz. Dzięki pomocy mundurowych maseczki dostali m.in. bezdomni. Natomiast wolontariusze z Bielan i Żoliborza oraz pracownicy socjalni tamtejszych urzędów dzielnicy (i jednostek podległych) rozdali maseczki swoim podopiecznym m.in. seniorom i pensjonariuszom domów pomocy społecznej.

Sztab grupy tworzyło 27 osób, ale przez pracownię na Bielanach przewinęło się w sumie ponad 150 harcerzy. To przykład działania tylko Hufca Żoliborz (obejmuje swym terytorium Bielany i Żoliborz). Jednak w pomoc w czasie epidemii włączyli się wszyscy harcerze ZHP. W sumie Chorągiew Stołeczna uszyła i przekazała za darmo innym aż 270 tys. maseczek. Część harcerzy nadal jest zaangażowana w szycie, ale akcja nie ma już takiego rozmachu. Ale harcerze pozostali na posterunku i służą tym, którzy w czasie epidemii mają najtrudniej. Pod ich opieką są seniorzy, kombatanci i osoby na kwarantannie. Instruktorzy prowadzą też korepetycje online. Harcerze stawili się także w stacjach krwiodawstwa. – Staramy się być aktywni i reagować na potrzeby. Robimy zakupy, pomagamy w punkcie dystrybucji darów żywnościowych – mówi o aktywności ZHP Michał Piotrowski. I dodaje, że dla harcerzy służba innym to nic nowego, bo przecież przed epidemią także na tym polegała działalność harcerzy. Jako jeden z wielu przykładów możne posłużyć choćby prowadzona przez harcmistrza Michała 121 Warszawska Drużyna Harcerska „Feniks”, działająca na Młocinach. Drużyna ta pomaga innym nie tylko podczas pandemii - zawsze angażuje się m.in. w WOŚP, Szlachetną Paczkę czy kwestę na rzecz renowacji kwater żołnierzy Batalionu Zośka na Wojskowych Powązkach. – Służba innym leży u podstaw ruchu skautowskiego i harcerskiego. W czasie epidemii stała się osią naszego działania – podkreśla podharcmistrz Barbara Różalska, komendantka Hufca ZHP Warszawa-Żoliborz.

Wyzwania w świecie po-covidowym

W akcji szycia maseczek brali udział tylko niektórzy harcerze (uczniowie starszych klas, studenci i instruktorzy, wszyscy bezwzględnie przestrzegali reżimu sanitarnego podczas kontaktów). Im przyświecał cel i poczucie misji, które pomagały przetrwać atmosferę niepewności panującą w pierwszych tygodniach po ogłoszeniu epidemii. Ale w niełatwej sytuacji znaleźli się młodsi harcerze. Ze względu na obostrzenia sanitarne, między październikiem a styczniem, zbiórki zostały zawieszone. Niektóre drużyny przeniosły spotkania do sieci, by młodzi mieli choć namiastkę harcerskiego życia. – Musieliśmy przemodelować sposób działania – mówi komendantka Barbara Różalska. A Michał Piotrowski dodaje: Byłem trochę sceptyczny do wirtualnych zbiórek, ale przekonałem się, że to ma sens, bo wielu, zwłaszcza młodszych harcerzy, było spragnionych kontaktu z innymi. – Spotkania przez Internet z innymi harcerzami pomogły mi, gdy musieliśmy siedzieć w domu – przyznaje 10-letni Maks z drużyny „Feniks”. Na szczęście zbiórki w realu już się odbywają, w reżimie sanitarnym, na świeżym powietrzu i małych grupach. Harcerze z „Feniksa” mieli już pierwsze gry terenowe i naukę elementów survivalowych np. rozpalanie krzesiwem ogniska na śniegu. – Zbiórki online były w porządku, ale nic nie przebije wędrówek po lesie – mówi Staś, także z „Feniksa”. By młodzież łatwiej przetrwała czas epidemii ZHP uruchomiło też specjalną telefoniczną linię wsparcia psychologicznego dla wszystkich swoich członków.

Epidemia postawiła harcerstwo przed jeszcze jednym wyzwaniem. Mniejsza liczba zbiórek, rajdów i obozów oraz konieczność działania przez sporą część roku online sprawiła, że dołączyło do nas o wiele mniej kandydatów na harcerzy. – Z około tysiąca harcerzy działających przed epidemią w Hufcu Żoliborz, pozostało mniej więcej 700 osób – przyznaje phm Barbara Różalska. To oznacza, że trzeba na nowo zainteresować harcerstwem uczniów.

– Często słyszałam pytanie czemu włączyłam się w społeczna akcję zamiast szyć maseczki komercyjnie. Dla mnie to było oczywiste, taka jest nasza służba. Harcerskie motto „nieść chętną pomoc bliźnim” jest także moją życiową dewizą – mówi druhna Bożena. Choć był to czas niepokoju, ale – jak zauważa – przyniósł też coś dobrego. – W wielu ludziach wyzwolił ogromne pokłady dobra. Na swój sposób, był to dla nas piękny okres, bo był czasem aktywności i niesienia pomocy. Gorsza była trzecia fala epidemii, bo nasze wsparcie nie było już tak potrzebne i jedynie mogliśmy bezsilnie przyglądać się temu co się dzieje – zauważa druhna „Bozia”. – Każde pokolenie ma swoją wojnę, myślę że dla mojego to była właśnie pandemia – podsumowuje.