Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Dziewczyny i ich Kudłaty Kumpel

Mowa o Sylwii Czerwoniec i Paulinie Kaszczuk, mieszkankach naszej dzielnicy. Ich historia zaczęła się w 2016 roku w warszawskim schronisku „Na Paluchu”. Tam się poznały, zaprzyjaźniły, pomagały tamtejszym zwierzętom i zbierały doświadczenie.

To wykorzystają lata później, kiedy postanowiły ruszyć z samodzielnym ratowaniem i pomocą na rzecz psów, obecnie i kotów. Ich inicjatywa, Kudłaty Kumpel, narodziła się, jeszcze nieformalnie, w styczniu 2020 roku. Pierwszego psiaka udało im się uratować ze schroniska w Radysach. Pierwszego z wielu.

Przez początkowe miesiące działania na rzecz zwierząt dziewczyny nie myślały o tym, aby zakładać fundację. Pracy było dużo, a formalizacja działania wiązała się z zaangażowaniem czasu i środków. Niemniej liczba wiadomości z prośbami o pomoc dla psów stale rosła. Coraz trudniej było zajmować się już uratowanymi zwierzętami i myśleć o kolejnych bez tworzenia organizacji, której istnienie ułatwiłoby wiele spraw, w tym pozyskiwanie bardzo potrzebnych funduszy. I tak 7 lipca Kudłaty Kumpel oficjalnie został zarejestrowany jako Fundacja.

Dziesiątki zwierząt

Pod opiekę dziewczyn trafiają psy z różnych miejsc: ze schronisk, w których nie miały żadnych szans na znalezienie nowego domu; ze wsi, gdzie pozostały po zmarłych właścicielach; zabrane ze złych warunków bytowania; porzucone. Dotychczas udało im się uratować ponad 60 psów oraz 6 kotów.

Niektóre ze zwierząt, którymi się opiekowały, były w złym stanie zdrowotnym, a inne w psychicznym, czasem obie rzeczy naraz. Dziewczyny jednak się nie poddawały i pracowały nad każdym pacjentem do skutku. 50 psów trafiło do kochających domów, z którymi Fundacja jest w stałym kontakcie, wspierając nowych właścicieli.

Pomagamy z potrzeby serca. Widząc krzywdę zwierząt, nie możemy przejść wobec niej obojętnie – wyjaśnia Sylwia Czerwoniec.

Od ratunku do adopcji

Jak wygląda pobyt typowego psa w Fundacji? Po rozpoznaniu przypadku zwierzę umieszczane jest w domu tymczasowym lub w płatnym hotelu. Następnie jest ono badane, a jeśli coś jest nie tak, poddawane leczeniu. Kolejnym etapem jest bliższe zapoznanie się z psem i jego socjalizacja, zarówno z ludźmi, jak i innymi zwierzętami. Czasem dochodzą do tego konsultacje behawioralne. Po pełnym wyleczeniu i kompleksowym poznaniu psa dziewczyny zaczynają szukać mu stałego domu.

Jak wygląda adopcja?

W pierwszej kolejności chętne osoby muszą wypełnić ankietę przedadopcyjną, w której odpowiadają na kilkanaście kluczowych pytań, które pozwolą wstępnie ocenić zarówno potencjalny nowy dom, jak i nowych opiekunów zwierzęcia.

Nie ma dwóch jednakowych psów i każdy ma konkretne wymagania oraz potrzeby, które trzeba spełnić. Następnym krokiem jest wspólny spacer, aby rodzina mogła poznać lepiej psiaka, dowiedzieć się o nim więcej, rozwiać różne wątpliwości. Czasem spacerów jest kilka, a innym razem po jednym już wiadomo, że to jest to. Fundacja zawsze daje czas na przemyślenie decyzji, bo adopcja psa to konkretne zobowiązanie.

Jeśli potencjalna rodzina jest dalej zainteresowana, dziewczyny zabierają psa na domową wizytę. Ostatnim krokiem jest podpisanie umowy adopcyjnej, po czym zwierzę zostaje już ze swoimi nowymi opiekunami. Fundacja zawsze pozostaje w kontakcie z nimi, doradza, pomaga i wymienia się informacjami.

Jakimi psami opiekują się dziewczyny? Guciem, który trafił pod ich opiekę z gminnej przechowalni, w której znalazł się po śmierci właściciela. Mimo młodego wieku i wielu trudnych przeżyć nie traci radości życia i jest naprawdę przecudnym psiakiem. Sześciomiesięczną Frytką, która została znaleziona na autostradzie, przemoczona, zmarznięta, z zapaleniem spojówek. W okolicy nie ma żadnych zabudowań, a więc można tylko przypuszczać, jak się tam znalazła. Odebraną Inką, która była trzymana na krótkim łańcuchu, w rozpadającej się budzie, mającej jedynie do pilnowania puste miski. Gucio, Frytka i Inka polecają się do adopcji, podobnie jak inni podopieczni Fundacji.

– Zoja to pies, który na pewno zapadnie mi na długo w pamięci. Znalazłyśmy ją w gminnej przechowalni, gdzie powinna mieć zapewnioną, chociażby podstawową opiekę, a tymczasem nie miała nawet odpowiedniego wyżywienia. Suczka trafiła do nas w stanie skrajnego zagłodzenia, z dystansem do ludzi. Obecnie cieszy się szczęśliwym życiem u boku kochającej rodziny – wspomina Paulina Kaszczuk.

Pomagają i edukują

Dziewczyny poza pomaganiem konkretnym zwierzętom prowadzą też działania edukacyjne i szkolenia dla domów tymczasowych, z którymi współpracuje Fundacja. Organizują także zbiórki pieniędzy, na których zbierają środki na rzecz swoich podopiecznych. Jeden z ostatnich takich kiermaszy na rzecz Fundacji miał miejsce w Parku Chomicza.

Ty też możesz pomóc

Chcesz adoptować psa, kota lub pomóc Fundacji? A może mógłbyś zostać domem tymczasowym dla potrzebujących zwierząt? Wszystkie potrzebne w tym celu informacje znajdziesz na stronie www.facebook.com/kudlatykumpel.