Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Łoboda: Komputery nie zastąpią prawdziwej szkoły

Młodzież trzeba zachęcać do czytania książek i poznawania literatury. Jednocześnie trzeba dbać o nauczycieli, ale także troszczyć się o dostęp do nowych technologii dla wszystkich uczniów. Nie każda rodzina ma bowiem kilka komputerów w domu, a przez to nie wszystkie dzieci mogą uczestniczyć w zdalnej edukacji – mówi w rozmowie z „Naszymi Bielanami” stołeczna radna Dorota Łoboda (KO), przewodnicząca Komisji Edukacji w Radzie Warszawy.

Za nami matury. Pani córka również podeszła do egzaminu dojrzałości. Kto się bardziej denerwował - Pani czy córka?

Wielkiej nerwowości nie było. Wychodzę z założenia, że egzaminy nie są w życiu najważniejsze i to wpajam moim córkom. Oblany egzamin, nawet matura, to nie jest koniec świata. Ale oczywiście skłamałabym mówiąc, że żadnych nerwów nie było. Teoria teorią, a życie – życiem. Podczas egzaminu z matematyki, na którym córce najbardziej zależało – siedziałam jak na szpilkach i czekałam na jej telefon z relacją.  Najbardziej stresująca była jednak wielotygodniowa niepewność co do terminu i formy egzaminów. Kiedy wreszcie MEN podał termin matur i informację o rezygnacji z egzaminów ustnych córka odetchnęła z ulgą. Podobnie jak tysiące maturzystek i maturzystów.

Jakie wrażenia i opinie przyniosła z egzaminów?

Mimo pandemii egzaminy przebiegły sprawnie. Moja córka z dużym wyprzedzeniem wiedziała jakie będą procedury, więc nic jej na miejscu nie zaskoczyło. Maturzyści musieli być w szkole godzinę przed rozpoczęciem egzaminu, zostali porozsadzani w salach tak, aby mieli ze sobą jak najmniejszy kontakt, maseczki mogli zdjąć dopiero po zajęciu miejsca w sali. Zarówno podczas egzaminów, jak i w trudnych tygodniach zdalnych przygotowań do matury, jej nauczycielki i nauczyciele wykazali się dużym zaangażowaniem i życzliwością. Robili wszystko, aby zminimalizować stres swoich uczniów.

Na maturze z polskiego było „Wesele" Stanisława Wyspiańskiego. Wiele osób twierdzi, że klasyka polskiej literatury nie pasuje już do obecnych czasów....

Akurat obecności „Wesela” w kanonie lektur bym broniła. Ten dramat znakomicie pokazuje ponadczasowość polskich przywar, a symbolika stworzona przez Wyspiańskiego była wielokrotnie przywoływana w późniejszych dziełach, również współczesnych, a nawet w kulturze popularnej. Może patrzę przez pryzmat swojego teatrologicznego wykształcenia, ale trudno mi sobie wyobrazić, że człowiek posiadający średnie wykształcenie nie wie czym jest chocholi taniec czy złoty róg.

Niemniej jednak uważam, że kanon lektur szkolnych powinien zostać zweryfikowany. Za dużo w nim klasyki, zbyt wiele utworów, które nie interesują i nie trafiają do młodych czytelniczek i czytelników. Nic praktycznie nie zmieniło się od czasów, kiedy ja kończyłam liceum – przez wiele miesięcy omawia się dawne epoki i lektury, które dla młodzieży są udręką, a literatura współczesna omawiana jest w pośpiechu i zawsze brakuje na nią czasu. Jeśli chcemy zachęcić młodzież do czytania, omawiajmy z nimi książki, które poruszają ważne dla nich problemy i które będą czytać z przyjemnością.

Znana jest Pani z trzymania ręki na pulsie w kwestiach edukacji w Warszawie. Dlaczego upatrzyła sobie Pani akurat tę dziedzinę? To ciężki kawałek chleba i niełatwa działka.

To że w Radzie Warszawy zajmuję się edukacją jest naturalną konsekwencją moich dotychczasowych działań. Przez wiele lat byłam przewodniczącą rady rodziców w szkole moich córek, potem zaangażowałam się w protesty przeciwko „reformie edukacji” Anny Zalewskiej. Uważam że edukacja jest niezwykle ważną, a często lekceważoną dziedziną. Polska szkoła wymaga poważnej zmiany – oczywiście z poziomu samorządu nie da się zmienić podstaw programowych czy systemu kształcenia i wynagradzania nauczycieli, ale możemy zrobić wiele, aby nasze dzieci uczyły się w jak najlepszych warunkach. Musimy inwestować w infrastrukturę, budować i rozbudowywać szkoły, żeby zmniejszyć w nich zmianowość. Możemy, w ramach naszego budżetu, dbać o wynagrodzenia nauczycielek i nauczycieli – robimy to, w Warszawie mamy najwyższe w Polsce dodatki motywacyjne. Możemy dbać o to, żeby szkoły były bardziej przyjazne dzieciom. Moim oczkiem w głowie jest projekt „Zadaję z głową”, którego celem jest zdecydowane zmniejszenie ilości prac domowych i sprawienie, że będą wspierały proces edukacyjny a nie były udręką dla całych rodzin. Bielany mogą się pochwalić szkołami, które mają już na tym polu sukcesy, na przykład SP 223. Co jeszcze możemy i powinniśmy robić? Wzmacniać pomoc psychologiczno-pedagogiczną, bo coraz więcej dzieci zmaga się z poważnymi problemami psychicznymi. Wszystko to traktuję jako swoją misję, bo od tego jak będą wyglądać nasze szkoły zależy to, jakim społeczeństwem będziemy w przyszłości.

Jakie jest Pani zdanie na temat szkolnictwa po wprowadzeniu reformy edukacji w stolicy?

Ostatnią reformę edukacji oceniam jednoznacznie krytycznie, jest krokiem wstecz zarówno pod względem programowym jak i strukturalnym. Mieliśmy w Warszawie znakomite gimnazja, których dorobek został zaprzepaszczony. Przez reformę nasze podstawówki trzeszczą w szwach, przez licea przetacza się kumulacja roczników, a nauczyciele zmuszeni są do pracy w kilku miejscach. Żeby zapanować nad tym chaosem musieliśmy wydać kilkadziesiąt milionów, które można byłoby znacznie lepiej spożytkować.

Na Bielanach powstają nowe przedszkola i żłobki. Czas epidemii i nieobecności uczniów wykorzystany został także na remont szkoły przy ulicy Gwiaździstej. Jak ocenia Pani bielańskie inwestycje?

Na remont „Maczka” czekała cała szkolna społeczność, świetnie, że udało się wykorzystać czas pandemii na dokonanie niezbędnych prac. Burmistrz Pietruczuk i zarząd dzielnicy bardzo dbają o infrastrukturę oświatową systematycznie remontując placówki. Oprócz liceum przy Gwiaździstej trwają prace w podstawówce przy ulicy Samogłoski. Inne bielańskie szkoły zostały w ostatnim czasie wyposażone w hale pneumatyczne pozwalające na korzystnie z boisk niezależnie od pogody. Ważne jest również, że przybywa miejsc w przedszkolach, w miejscu dawnych tzw. „ciechanowskich” przedszkoli powstają nowoczesne i funkcjonalne obiekty. Tylko w 2019 roku oddano do użytku cztery nowe przedszkola. To jednak nie koniec. Na pilny remont czekają placówki przy Tołstoja i Brązowniczej. Systematycznie, zgodnie z obietnicą prezydenta Trzaskowskiego, zwiększa się liczba miejsc w żłobkach. Bielany również mają w tym swój udział.

Epidemia koronawirusa wpłynęła też na szkolnictwo. Obnażyła wiele niedociągnięć, m.in. brak komputerów i dostępu do internetu wielu dzieci. 

Nauka zdalna uwypukliła wiele problemów, z którymi na co dzień boryka się polska szkoła. Najważniejszym z nich są różnice edukacyjne. Dzieci ze środowisk o mocnym zapleczu społeczno-ekonomicznym radzą sobie dobrze w szkole, a dzieci ze środowisk słabszych społecznie mierzą się z olbrzymimi problemami. Jednym z nich, w przypadku nauki zdalnej, jest oczywiście brak dostępu do sprzętu i internetu, innym – trudne warunki mieszkaniowe. Kolejnym – wsparcie rodziców lub jego brak. Nie każdy rodzic jest w stanie i chce pomagać dziecku w nauce, a bez zaangażowania rodziców zdalna edukacja nie ma szans na powodzenie, szczególnie w przypadku młodszych dzieci. Tymczasem w samej Warszawie ponad 600 dzieci nie nawiązało w ogóle kontaktu ze szkołą. Bardzo długo nie wiedzieliśmy co się z nimi dzieje, czy nie doświadczają w domu przemocy, czy nie są głodne. Te dzieci wypadły po prostu z systemu, co napawa mnie olbrzymim niepokojem.

Co należy więc poprawić? 

Warszawa zrobiła wszystko co można – doposażyliśmy 1500 uczniów i 2100 nauczycieli w sprzęt, zorganizowaliśmy szkolenia dla nauczycieli, podpisaliśmy umowę z firmą Microsoft na objęcie wszystkich szkół wspólną platformą cyfrową, uruchomiliśmy dyżury psychologiczne dla uczniów, rodziców i nauczycieli, zapewniliśmy ciepłe posiłki i paczki żywnościowe potrzebującym dzieciom.

Czy nauka zdalna jest więc pieśnią przyszłości, czy wręcz przeciwnie? 

Nauka zdalna może być uzupełnieniem tradycyjnej edukacji. Nic nie zastąpi bowiem relacji rówieśniczych i bezpośredniego kontaktu z nauczycielami. Tego najbardziej brakuje obecnie dzieciom i młodzieży. Epidemia zamknęła nas w domach i trudno ocenić jakie konsekwencje dla psychiki dzieci będzie miała długotrwała izolacja. W szczególnie trudnej sytuacji są dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, które wymagają specjalistycznego wsparcia i terapii niemożliwej do prowadzenia online.

Świetnie, że oswoiliśmy się wszyscy z nowoczesnymi narzędziami, mogę one doskonale wspierać proces edukacji, ale nie wyobrażam sobie dalszego prowadzenia edukacji wyłącznie w trybie zdalnym.

 

Sierpień 2020
P W Ś C Pt S N
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31 1 2 3 4 5 6

Sytuacja na bielańskich ulicach

Warszawa, Nasze Bielany