Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Por. Józef Kassyk: Niemcy chcieli mnie rozstrzelać

W czasie łapanki Niemcy wywlekli mnie i moją siostrę z domu i kazali stanąć pod murem. Mieliśmy wraz z kilkudziesięcioma innymi cywilami zostać rozstrzelani. Egzekucja się nie odbyła, a ja kilka dni później zabierałem hitlerowcom karabiny – mówi w specjalnym, świątecznym wywiadzie „Naszych Bielan” porucznik Józef Kassyk, przewodniczący Bielańskiego Klubu Kombatanta.

Przemysław Burkiewicz: Panie poruczniku, za nami bardzo aktywny czas związany z uroczystościami rocznicowymi. Co się działo w ostatnich tygodniach?

Porucznik Józef Kassyk, przewodniczący Bielańskiego Koła Kombatanta: Tak, sierpień, a szczególnie wrzesień to bardzo aktywne tygodnie. 1 sierpnia na Młocinach oddaliśmy hołd bohaterom Powstania Warszawskiego. 1 września to z kolei tragiczna rocznica niemieckiego ataku na Polskę i rozpoczęcia drugiej wojny światowej. 5 września na placu Konfederacji wspominaliśmy żołnierzy 77 Pułku Piechoty Wojska Polskiego, 77 Pułku Piechoty Okręgu Nowogródzkiego oraz Mieszkańców Ziemi Lidzkiej. Nie sposób pominąć mszy za ofiary radzieckiej inwazji 17 września 1939 roku, uroczystości upamiętniającej Wojsko Polskie i majora Bronisława Kamińskiego przy pomniku Warszawskie Termopile przy Hucie Warszawa czy wreszcie upadku Powstania Warszawskiego. Tę ostatnią rocznicę obchodziliśmy już drugi raz przy nowym pomniku Ofiar Rzezi Marymontu przy ulicy Gwiaździstej. Zaznaczam, że świętujemy nie tylko rocznice bitew czy klęsk, ale także święta radosne, jak dzień odzyskania przez Polskę niepodległości. Zawsze 11 listopada składamy kwiaty pod pomnikiem marszałka Piłsudskiego na AWF. Czcimy tę rocznicę, bo przecież po 123 latach zaborów i rozbiorów nasz naród znów miał swoją ojczyznę. Przypisujemy ten sukces – odrodzenie się Polski – właśnie Piłsudskiemu, Romanowi Dmowskiemu, premierowi Ignacemu Paderewskiemu. To byli główni architekci odrodzonej Polski, ale nie wolno zapominać o tym, że to cały naród dążył do niepodległości.

A co to jest patriotyzm?

Patriotyzm to jest miłość do ojczyzny, do narodu, do wszystkiego co polskie. To szacunek dla bohaterów, wszystkich, którzy oddali życie za Polskę. Istnieje także patriotyzm gospodarczy, czyli kupowanie towarów wyprodukowanych w Polsce przez Polaków. Ważnym aspektem jest także obchodzenie świąt narodowych i rocznic. To, w skrócie oczywiście, jest patriotyzm.

W dzisiejszych czasach coraz częściej krew żołnierza polskiego dzielona jest na lepszą i gorszą. Czy można mówić że żołnierz spod Lenino jest gorszy od żołnierza spod Monte Cassino?

Nigdy! Nie można! Krew oddana przez Polaka, przelana za ojczyznę, zawsze jest taka sama! Nieważne, czy przyszedł ze Wschodu, czy z Zachodu, czy walczył w partyzantce, czy w Powstaniu Warszawskim. Mam wielu kolegów, którzy szli spod Lenino. Byli wcieleni do armii Zygmunta Berlinga, bo spóźnili się do armii Władysława Andersa. Oni nawet nie wiedzieli, czy dojdą do ojczyzny, czy zobaczą polską ziemię. To są nasi bohaterowie, i w Bielańskim Klubie Kombatanta wszyscy są czczeni jednakowo.

A jak długo działa Bielański Kombatanta?

28 lat. W 2023 roku będziemy świętować trzydziestolecie. Bielany były wówczas częścią Żoliborza. Padł wtedy pomysł, by stworzyć taki klub, i, niezależnie od poglądów, wspólnie czcić pamięć o bohaterach, bitwach, ale też dbać o pomniki i tablice pamiątkowe na terenie Bielan. Zgłosili się wtedy kombatanci z różnych organizacji, m.in. Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Szarych Szeregów, żołnierze „Żywiciela”, inwalidzi wojenni czy więźniowie polityczni czasów stalinowskich. Zależało nam, i wciąż zależy, na pracy z młodzieżą i przekazywaniu im od bezpośrednich świadków jak wyglądała walka o wolną Polskę.

Jakie są pańskie wspomnienia z czasów wojny?

Gdy zaczęła się II wojna światowa, miałem siedem lat. Mieszkałem w Białaczowie, w powiecie opoczyńskim. W 1939 roku miałem iść do pierwszej klasy szkoły podstawowej, która mieściła się w jednym z budynków majątku hrabiów Platerów. Niemcy od razu zajęli wszystkie zabudowania, w tym pałac. Stacjonowali tam żołnierze Wehrmachtu najpierw jadący na front wschodni, a następnie wracający z frontu. Codziennie w ciągu dnia widywałem niemieckie patrole. Po zmroku zaś, po ulicach chodzili w przedwojennych mundurach Wojska Polskiego… nasi partyzanci! Mało tego! Pamiętam nawet sytuację, kiedy patrol niemiecki na ulicy spotkał umundurowanych naszych. Niemcy zasalutowali Polakom i poszli dalej. Wiedzieli bowiem, że okolica jest silnie obsadzona przez partyzantów, i w starciu z nimi nie mieliby szans. Na pewno jednak hitlerowscy patrolanci meldowali gestapowcom o spotkaniu z polskimi żołnierzami, bo policja bardzo często organizowała łapanki.
Pamiętam jedną tragiczną historię. Właścicielem majątku w Petrykozach był major Duda. Prowadził majątek z tartakiem i młynem. Jednak po kapitulacji nie złożył broni i dowodził silną grupą partyzancką. Niemcy kupowali od majora mąkę i aż do 1942 roku nie wiedzieli, że ten prosty młynarz to wysoki ranga oficer AK! Pewnego dnia, podczas jednej z łapanek, Niemcy wygarnęli z domu mnie i moją starsza siostrę. Poprowadzili nas i wraz z innymi cywilami postawili pod murem. W naszym kierunku wycelowany został karabin maszynowy. Niemiecki podoficer zapowiedział, że jeśli dziś zginie jeden Niemiec, wszyscy zostaniemy rozstrzelani. Trzymali nas kilka godzin, a my po prostu czekaliśmy po prostu na śmierć. Ludzie mdleli i płakali. Nagle, około godziny 14, na ulicę wjechał odkryty samochód ze związanym i bardzo pobitym majorem Dudą. Gestapowcy wieźli go tak, żeby pokazać wszystkim, że wysoki rangą oficer AK został złapany. Ślad po nim zaginął…

Brał pan udział w akcjach zbrojnych?

Miałem okazję rozbrajać okupantów. A było tak: Niemcom zepsuła się ciężarówka. Dwóch żołnierzy majstrowało w silniku, a kilku leżało sobie na trawie. Minąłem ich razem z kolegą, a kilkaset metrów dalej spotkałem partyzanta. Poprosił, żeby zostać, bo będziemy potrzebni, po czym odszedł. Po chwili pojawiła się furmanka z tym samym panem na koźle. Powiedział, że będziemy rozbrajać Niemców. Przyjechała też druga furmanka. Wyskoczyło z niej kilku partyzantów z automatami i zażądali od Niemców, by ci wydali broń. Hitlerowcy zrobili to bez wahania, a karabiny odbierałem im ja. Woleli oddać giwery polskim dzieciakom, niż zginąć za swojego przeklętego Führera. Miałem satysfakcję, że najpierw stałem w kolejce po śmierć, a później rozbrajałem Wehrmacht.

Czego życzy pan naszej ojczyźnie z okazji jej 103. urodzin?

Życzę Polsce, żeby była silna. I żeby Polacy byli zjednoczeni. Nie możemy ciągle kłócić się o wszystko. Jesteśmy dumnym narodem ze wspaniałą historią okupioną krwią. Polska zbyt wiele wycierpiała, zginęło zbyt wielu ludzi, by teraz zapominać, ile wyrzeczeń kosztowało życie poprzednich pokoleń, byśmy dziś mogli pełni dumy powiedzieć: jesteśmy Polakami.