Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę.

Akceptuję

 
Ikonka kontrastu Zresetuj wielkość czcionki Powiększ czcionkę jednokrotnie Powiększ czcionkę dwukrotnie

Pietrusiński: Nie ma wolności bez samorządów

Samorząd terytorialny, jego niezależność od władz centralnych i bycie blisko mieszkańców to jedno z największych osiągnięć po 1989 roku. Nie można tego zaniedbać – mówi Kacper Pietrusiński, bielańczyk, były wiceburmistrz dzielnicy a obecnie radny miejski z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

W wywiadzie „Naszych Bielan” mówi także o swojej samorządowej ścieżce zawodowej, wpływie „Polskiego ładu” na finanse stolicy, a także o problemach mieszkańców Bielan.

 

Przemysław Burkiewicz: Jest pan radnym miejskim, ale wybranym z naszego, bielańsko-żoliborskiego okręgu. Na czym polega sprawowanie takiego mandatu?

 

Kacper Pietrusiński, radny m.st. Warszawy: Najprościej byłoby powiedzieć, że na reprezentowaniu mieszkańców i rozwiązywaniu ich problemów. Wydaje mi się, że lepiej jednak pokazać codzienną, praktyczną stronę działań radnego. To setki spotkań i tysiące stron dokumentów. Od początku kadencji komisje, w których pracuję, odbyły ponad 150 posiedzeń. Sesji rady było 56, a numeracja druków zbliża się do dwóch tysięcy. Do tego dochodzą oczywiście spotkania z mieszkańcami i rozmowy z urzędnikami w sprawie zgłoszonych problemów. Proszę też pamiętać, że radny to nie etat – większość aktywności, o których wspomniałem wykonujemy poza godzinami pracy zawodowej.

 

Jaka była pana dotychczasowa ścieżka zawodowa związana z samorządem?

 

Zawodowo byłem związany z samorządem przez 8 lat. Natomiast radnym pierwszy raz zostałem w 1998 roku. Mandat zdobyłem też w kolejnych wyborach. W życie weszła wówczas obowiązująca do dziś ustawa warszawska. Bielany stały się dzielnicą, radnych zostało 25. Cztery lata później, pod koniec 2006 roku, zostałem zastępcą burmistrza. To był okres wielkich zmian i szybkiego rozwoju dzielnicy. Do dziś cieszę się z wielu rzeczy, które wtedy udało się zrealizować. W lutym 2012 roku zostałem wybrany na burmistrza dzielnicy Rembertów i pełniłem tę funkcję do końca kadencji w grudniu 2014. Po 16 latach w samorządzie, w tym ośmiu w zarządach dzielnic uznałem, że czas na zmianę. Po czterech latach przerwy w działalności samorządowej, w 2018 roku wystartowałem do Rady Warszawy. To były szczególne wybory. Cały czas i energię poświęciłem na wspieranie Rafała Trzaskowskiego. Swoją kampanię całkowicie zaniedbałem, nie zrobiłem dosłownie nic. Tym milej mi było, gdy okazało się, że oddano na mnie ponad 2,7 tys. głosów. Jestem za nie wdzięczny i od trzech lat staram się nie zawieść zaufania, którym zostałem obdarzony.

 

Jest pan wiceprzewodniczącym Komisji Budżetu i Finansów Rady m.st. Warszawy. Jak epidemia koronawirusa wpłynęła na budżet stolicy?

 

Epidemia uderza w budżet po obu stronach – dochodów i wydatków. W 2020 roku (za ten rok mamy pełne dane), bezpośrednie wydatki miasta na walkę z Covid wyniosły 144,9 miliona złotych. Niemal w całości, bo aż 144,4 miliona, zostały one zrekompensowane dodatkowymi dochodami, przeznaczonymi na ten cel. Jednak po stronie dochodów ubytek był ogromny – ponad 1 miliard 160 milionów złotych. Tu już żadnej rekompensaty nie było. Pandemia, choć dotkliwa dla budżetu, w końcu jednak minie. Nie miną natomiast zmiany fatalnie legislacyjne wprowadzane przez rząd PiS, które w trwały sposób uderzają w finanse samorządów. Skutki tzw. „Polskiego ładu” dla budżetu miasta to ubytek niemal półtora miliarda złotych w 2022 roku! W przyszłym roku otrzymamy jednorazową „rekompensatę” w wysokości 470 milionów, ale w latach kolejnych do Warszawy trafi jedynie „subwencja rozwojowa” w wysokości ok. 40 milionów. Trudno to określić inaczej, niż jako ponury żart. Do tego dochodzi słynne „Janosikowe”. Tu nastąpiła zmiana sposobu jego naliczania, niekorzystana dla Warszawy. W tym roku zapłaciliśmy 1,36 miliarda, w przyszłym kwota wzrośnie o kolejne 70 milionów. Od 2003 roku to już w sumie niemal 16,5 miliarda złotych! To cztery razy więcej, niż kosztował centralny odcinek II linii Metra.

 

Jak ocenia pan funkcjonowanie Urzędu Miasta, a w szczególności Urzędu Dzielnicy Bielany w czasie epidemii?

 

Ogólnie – dobrze. Na początku pandemii wszyscy byliśmy w szoku i nie bardzo wiedzieliśmy, czego należy się spodziewać. Lockdown był dla wszystkich trudnym doświadczeniem. Urzędy mają jednak obowiązki, które muszą wykonywać, niezależnie od okoliczności. Mam wrażenie, że dość szybko udało się stworzyć mechanizmy, które łączą zachowanie wymogów sanitarnych i bezpieczeństwa, zarówno odwiedzających urząd, jak i jego pracowników, z efektywnym działaniem.

 

A jak układa się panu współpraca z Zarządem Dzielnicy Bielany?

 

Członków obecnego Zarządu znam długo i dobrze – Katarzynę Potapowicz od 1997 roku, Grzegorza Pietruczuka od 1998. Andrzeja Malinę i Włodzimierza Piątkowskiego o zaledwie kilka lat krócej. To sprawia, że łatwo i dobrze nam się rozmawia. Szczególnie jednak cieszę się, że do tego doświadczonego zespołu dołączyła ostatnio Sylwia Lacek. Dała się wcześniej poznać jako sprawny i pracowity urzędnik oraz bardzo aktywna i zaangażowana radna. Jestem pewien, że mieszkańcy Bielan będą z niej również bardzo zadowoleni.

 

Jakie są najczęstsze problemy, z którymi zwracają się do Pana mieszkańcy Bielan? Komunikacja? Oświata? Służba zdrowia?

 

Trudno wskazać te pojawiające się najczęściej, bo mieszkańcy zwracają się do nas z najróżniejszymi problemami. Co ważne, powinniśmy reagować nie tylko na indywidualne zgłoszenia, ale śledzić informacje pojawiające się w przestrzeni publicznej. Przykładem z ostatnich dni jest sprawa węzła „Janickiego” na planowanej trasie S-7. Informacje o jego możliwym wykreśleniu z projektu pojawiły się niemal jednocześnie od Zarządu Dzielnicy, dzielnicowych radnych i w Internecie. Bielański odcinek trasy S-7 ma stanowić część nowej drogi wylotowej na Gdańsk. Węzeł „Janickiego” ma kluczowe znaczenie dla odciążenia Bielan od ruchu tranzytowego. Bez niego trasa S-7 wiązałaby się dla mieszkańców naszej dzielnicy głównie w uciążliwościami. Powodem, dla którego Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wpadła na taki pomysł, był rzekomy brak woli ze strony miasta budowy połączenia wspomnianego węzła z trasą Mostu Marii Skłodowskiej-Curie. Złożyłem w tej sprawie interpelację, a także zadałem pytanie wiceprezydentowi Michałowi Olszewskiemu na posiedzeniu Komisji Budżetu. Dostałem zapewnienie, że środki będą zabezpieczone w Wieloletniej Prognozie Finansowej miasta, a węzeł powstanie.

 

Jak długo mieszka pan na Bielanach? Jakie są pańskie ulubione miejsca w tej dzielnicy?

 

Na Rudę sprowadziliśmy się jesienią 1980 roku. Moją podstawówkę – nr 53 – miałem pod oknem. Potem chodziłem do LO im. Lelewela, kilka minut spacerem od domu. Dlatego najbliższe są mi rejony Marymontu, Las Bielański i kanałek na Kępie Potockiej. Bielany to piękna i różnorodna dzielnica. Tym, którzy chcieliby lepiej ją poznać polecam książkę „Bielany. Przewodnik historyczny” autorstwa naszego nieodżałowanego sąsiada, śp. Jarosława Zielińskiego. W wersji elektronicznej można ją bezpłatnie pobrać ze strony Urzędu Dzielnicy.

 

Czego życzy pan mieszkańcom Bielan, ale i samej dzielnicy, w nowym, 2022 roku?

 

Mieszkańcom – przede wszystkim zdrowia. Dzielnicy i całemu miastu życzę natomiast władzy, która zrozumie i doceni rolę samorządu terytorialnego, którego działanie jest jednym z największych sukcesów Polski w ostatnich trzydziestu latach.